Gwałt i zabójstwo studentki w łódzkim akademiku. Brakowało 5 lat, by sprawa się przedawniła! Mirosław Ż. wpadł przez... własnego syna

2021-05-17 11:53
Zbrodnia w łódzkim akademiku
Autor: Google Maps / Policja

Niewiele brakowało a sprawa brutalnego gwałtu i zabójstwa studentki UŁ w akademiku na Lumumby uległaby przedawnieniu. Podejrzany o tę zbrodnię Mirosław Ż. zniknął z kraju i ślad po nim zaginął. Policjanci nigdy jednak nie przestali go szukać. Przez 25 lat badali różne tropy, aż w końcu się udało. Ostatecznie, ustalono że przebywa w Rosji. Co ciekawe, o odnalezieniu mężczyzny zadecydowała informacja o jego synu. 56-latek obecnie jest w Polsce. Prokuratura przedstawiła mu zarzut dokonania ze szczególnym okrucieństwem zbrodni zabójstwa i zgwałcenia 22–latki. Teraz grozi mu kara od 12 lat więzienia do dożywocia.

Ta sprawa jest przykładem na to, że nawet po tylu latach sprawcy zbrodni nie mogą czuć się bezkarni, a policja nigdy nie odpuszcza. Na przestrzeni 25 lat zajmowało się nią kilku policjantów. W tym czasie badane były różne tropy. W początkowym etapie poszukiwania koncentrowały się na Grecji, gdzie jak zakładano podejrzany mógł się ukrywać pod zmienioną tożsamością. Sprawdzano też m.in. trop prowadzący do Niemiec. Wszystkie okazały się bezużyteczne. Przez cały czas mężczyzna ścigany był międzynarodowym listem gończym. Policjanci liczyli, że kiedyś skontaktuje się z rodziną. Mirosław Ż. zapadł się jednak pod ziemię. Brakowało niespełna 5 lat, żeby sprawa się przedawniła, aż w końcu nastąpił przełom.

Zbrodnia w łódzkim akademiku

Policjant zajmujący się sprawą nie chce zdradzać szczegółów operacji, jednak jak czytamy w materiale TVN24 poświęconym tej zbrodni, o odnalezieniu mężczyzny zaważył trop o jego synu.

Po 25 latach trop doprowadził do Rosji

Jak się okazało, Mirosław Ż. w swojej młodości miał liczne kontakty z handlarzami z Rosji i Gruzji. Sam między innymi dlatego, oraz z powodu ciemnej karnacji, miał ksywkę "Gruzin". Mężczyzna dobrze mówił po rosyjsku i to właśnie w Rosji ukrył się po dokonaniu zbrodni. Policjant, który wpadł na jego trop wiedział, że Mirosław Ż. często wyjeżdżał na handel do Iwanowa. I to był strzał w dziesiątkę.

Sprawa nabrała tempa, kiedy trafiono na syna mężczyzny. Jak się okazało, rodzice nadali mu imię Miroslav. - Nazwisko, które pojawiło się w jego dokumentach, było łudząco podobne do tego, którym do 18 czerwca 1995 roku posługiwał się mężczyzna ścigany za zabójstwo Hanny - zdradza policjant w rozmowie z TVN24 i jak potwierdza, to było przełomowe odkrycie.

Brutalny gwałt i zabójstwo studentki UŁ w łódzkim akademiku

Przypomnijmy, jak już opisywaliśmy, do brutalnego gwałtu i zabójstwa 22-letniej studentki Uniwersytetu Łódzkiego doszło w czerwcu 1995 roku. Jak wynika z ustaleń śledczych, poprzedniej nocy 22-letnia Hania, wraz ze swoim znajomym bawiła się na dyskotece w klubie „Medyk”. Później impreza przeniosła się do akademika na Lumumby, w którym młoda kobieta zamieszkiwała. Przez cały wieczór naprzykrzać miał się jej ochroniarz z klubu studenckiego, 31-letni Mirosław Ż. Mężczyzna również pojawił się na imprezie w akademiku. Według ustaleń śledczych, 31-latek opuścił budynek po zakończonej imprezie, ale niebawem miał wrócić.

"Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna wrócił, gdyż przed godziną 8 widziany był jak próbuje ustalić, który pokój zajmuje 22-latka. Około godziny 12, jej znajomy po wejściu do pokoju stwierdził, że młoda kobieta nie żyje. Wyniki oględzin i przeprowadzonej sekcji zwłok nie pozostawiły wątpliwości co do tego, że została ona w bardzo brutalny sposób zamordowana i stała się ofiarą przemocy seksualnej. Na ciele ofiary stwierdzono liczne obrażenia, wygląd części z nich wskazywał na to że próbowała się bronić" - opisuje Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE: Łódź: POTWORNA ZBRODNIA w akademiku na Lumumbowie. Podejrzany o GWAŁT I ZABÓJSTWO studentki UŁ zatrzymany w Rosji

Mirosław Ż. był pierwszą osobą, z którą po odkryciu zbrodni chciała porozmawiać policja. Mężczyzna jednak zapadł się pod ziemię.

W czerwcu 2025 roku zbrodnia uległaby przedawnieniu. Prokuratura przedstawiła 56-letniemu dziś mężczyźnie zarzut dokonania ze szczególnym okrucieństwem zbrodni zabójstwa i zgwałcenia 22–latki. Teraz grozi mu od 12 lat więzienia do dożywocia.

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE