Bili, wyzywali i gwałcili dzieci. Rodzina zastępcza z Łęczycy zgotowała im piekło. Mnóstwo ofiar

Dziesięcioro dzieci w wieku od 8 do 13 lat padło ofiarami brutalnego małżeństwa, Bożeny i Jana, oraz ich córki Karoliny, którzy mieli opiekować się nimi jako rodzina zastępcza. Niestety, zamiast miłości, którą mieli otoczyć maluchy, zgotowali im piekło na ziemi. Z ustaleń śledczych wynika, że podopieczni byli bici pięściami i pasami, głodzeni, zatykano im usta, kazano godzinami stać na baczność, a nawet wykorzystywano seksualnie. Nie bez winy byli też pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, którzy oddali dzieci w ręce późniejszych oskarżonych. Szczegóły są wstrząsające.

47-letnia Bożena A., 52-letni Jan A. oraz ich córka Karolina jako rodzina z Łęczycy w województwie łódzkim otrzymali status tak zwanej zawodowej pieczy zastępczej w 2007 roku. Uprawnienia do tego, by przyjmować pod swój dach potrzebujące dzieci, otrzymali na mocy decyzji urzędników z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Na tamtym etapie pracownicy nie mogli jednak spodziewać się tego, jak przyszywani rodzice będą traktować maluchy. Zapewne nie sądzili, że przed sądem stanie również kierowniczka instytucji, oskarżona o niedopełnienie obowiązków związanych z nadzorem nad rodziną. To, jakie piekło Bożena i Jan wraz z pełnoletnią córką urządzili maluchom, po prostu nie mieści się w głowie. Nie bez powodu zadawano liczne pytania: jak można było do tego doprowadzić? Jak można było nie zauważyć i nie przerwać w porę tego dramatu?

Szkolny pedagog poznał prawdę i zawiadomił służby. Mroczny sekret rodziny zastępczej ukrywano latami

W 2014 roku przerażające wydarzenia w Łęczycy ujrzały światło dzienne. Jako pierwszy o krzywdzie, którą wyrządzano dzieciom, dowiedział się szkolny pedagog. Maluchy przezwyciężyły swój strach przed oprawcami i przyznali mu się do wszystkiego. Ten zawiadomił odpowiedzialną placówkę, a ona przekazała zgłoszenie na policję. Wtedy ruszyła lawina. Bożena i Jan zostali zatrzymani, następnie trafili do aresztu, podobnie jak ich 20-letnia wówczas córka. Prokuratorskie śledztwo szybko potwierdziło, że to, o czym mówiły dzieci, nie jest wytworem ich wyobraźni, a prawdą, która ścinała z nóg nawet najbardziej doświadczonych funkcjonariuszy.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Prokurator Krzysztof Kopania, ówczesny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi, wyliczał w rozmowach z dziennikarzami liczne akty przemocy, których dopuszczała się trójka głównych podejrzanych w sprawie.

- Opiekunowie bili dzieci po twarzach i plecach pasem oraz pięściami, zatykali im usta, stosowali kary polegające między innymi na wielogodzinnym staniu na baczność. Dzieciom ograniczano też dostęp do jedzenia i kontakt z rówieśnikami, ponadto używano wobec nich słów wulgarnych – wyliczał długą listę prokurator Krzysztof Kopania.

Zebrane dowody wskazywały na to, że Jan oraz jego córka Karolina mieli nawet dopuszczać się wykorzystywania seksualnego małoletnich. Mundurowi podkreślali, że mężczyzna dotykał ich narządów płciowych, przemocą nakłaniał je do dotykania własnych i zmuszał do obcowania oralnego. Karolinie również zarzucono zachowania o zabarwieniu pedofilskim. Tyle że ona ostatecznie nie stanęła przed sądem, ponieważ w toku postępowania biegli psychiatrzy orzekli, że kobieta w czasie popełniania przestępstw była całkowicie niepoczytalna i nie zdawała sobie sprawy z tego, jakich działań się dopuszcza. Internauci spekulowali, że wpływ na jej zachowanie mógł mieć fakt dorastania w patologicznym środowisku, jaki stworzyli jej rodzice. Bożena A. nie brała co prawda udziału w tym procederze, ale mogła zdawać sobie z niego sprawę: miała bowiem zastraszać podopiecznych, grozić im, że gdy ujawnią co dzieje się w domu, zostaną rozdzieleni i trafią do domu dziecka. Jak już wiemy, ten terror przez jakiś czas był skuteczny.

Małżeństwo, w przeciwieństwie do ich córki, zostało dopuszczone do postępowania sądowego i para miała odpowiedzieć karnie za wszystkie przewinienia. Niestety nie wiemy, jak konkretnie wyglądał proces i zeznania podejrzanych oraz poszczególnych świadków, ponieważ z uwagi na dobro pokrzywdzonych dzieci toczył się on z wyłączeniem jawności, za zamkniętymi drzwiami. Z informacji, które przenikały do mediów, udało nam się jedynie dowiedzieć, że dwie byłe podopieczne zdecydowały się wystąpić podczas rozprawy w charakterze oskarżycieli posiłkowych. Lista pokrzywdzonych była więc spora, natomiast w samym akcie oskarżenia wskazano na dziesięcioro poszkodowanych nieletnich w wieku od 8 do 13 lat.

Zarabiali na przyjmowaniu dzieci. Zamiast miłości, którą mieli je otoczyć, "podarowali" im przemoc

Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że rodzina kierowała się wyjątkowo obrzydliwą motywacją. Przyjmowali pod swój dach kolejnych wychowanków, potrzebujących miłości i ciepła rodzinnego ogniska, by zwyczajnie na nich zarobić. Potwierdziła to też Iwona Z., ówczesna kierowniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, która tuż po zatrzymaniu małżeństwa przyznała wprost, że para była nastawiona na zarabianie pieniędzy. – Za samą gotowość do przyjęcia dzieci, ci państwo otrzymywali z naszych środków dwa tysiące złotych miesięcznie. Dodatkowo dostawali tysiąc złotych na każde dziecko, które przebywało w ich domu – wyliczała urzędniczka.

Czytaj także:  Joanna i Marek wzięli ślub, ale świadek Tomek okazał się kochankiem jej męża. Po zbrodni tańczyli razem nago

Dariusz Kucharski, dziennikarz „Super Expressu”, opisywał na łamach gazety, że aresztowana Bożena A. miała nawet wykrzykiwać policjantom w twarz, że ci odbierając im podopiecznych, odbierają im „stałe źródło dochodu”. To słowa, które w zalewającej ją fali wściekłości, miała wypowiedzieć w stronę mundurowych, którzy pod opieką lekarzy i psychologów zabierali małoletnich z domu grozy. I choć małżeństwo nie przyznawało się do winy, to Sąd Rejonowy w Łęczycy nie miał wątpliwości, że ta wina jest bezsprzeczna.

- Oskarżony Jan A. znęcał się nad małoletnimi co najmniej od stycznia 2008 roku – mówiła sędzia, uzasadniając wyrok. – Dotykał ponadto narządów płciowych dzieci, zmuszał do dotykania własnych, a nawet do seksu oralnego. Dopuszczał się czynów lubieżnych, co do tego sąd nie ma wątpliwości. (…) Bożena A. również została uznana za winną znęcania się nad podopiecznymi – cytowali dziennikarze „Dziennika Łódzkiego”. Mężczyzna został finalnie skazany na łączną karę dziewięciu lat więzienia za znęcanie się nad podopiecznymi oraz czyny lubieżne wobec nich. Dodatkowo zakazano mu dożywotnio pracy wychowawczej, a po odbyciu kary więzienia zobowiązano do przymusowego leczenia farmakologicznego i psychoterapii. Kobiecie, jego żonie, wymierzono natomiast karę 2,5 roku więzienia za znęcanie się nad dziećmi.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Prokuratura prowadząca sprawę była usatysfakcjonowana wyrokiem, przynajmniej w zakresie środków karnych i zabezpieczających, o czym mówiła w tamtym okresie Monika Piłat z Prokuratury Rejonowej w Łęczycy. - Sąd uwzględnił wszystkie nasze wnioski, zarówno wniosek o przymusowe leczenie, jak i zakaz jakiejkolwiek działalności związanej z opieką i wychowywaniem dzieci – podkreślała. Co ciekawe, nawet adwokat Bartosz Tiutiunik, obrońca oskarżonych, stwierdził że jeśli ustalenia służb są prawdziwe, to orzeczenie w sprawie jego klientów jest zasadne.

- Zapewne zostanie złożony wniosek o pisemne uzasadnienie i na tej podstawie zostanie podjęta decyzja, czy będziemy się odwoływać. Sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności, więc nie mogę komentować ogólników ani szczegółów postępowania. Sąd podjął określone decyzje dowodowe, ograniczając niejako postępowanie dowodowe – mówił mecenas w rozmowie z mediami. Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, informacje o ewentualnym odwołaniu nie zostały upublicznione. Poszkodowani podopieczni mogą zresztą domagać się jeszcze od skazanego małżeństwa zadośćuczynienia w drodze postępowania cywilnego.

Urzędnicy niczego nie zauważyli? Kierowniczka postawiona przed sądem. Też usłyszała wyrok

Niezależnie od dalszych wydarzeń, to co wiemy na pewno, to fakt, że ten wyrok nie zakończył całej sprawy. Prędko okazało się bowiem, że wspomniana Iwona Z., kierowniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, też miała swoje za uszami. Gdy bombardowano ją pytaniami o to, dlaczego pracownicy nie dostrzegli wcześniej dramatu dzieci i czy przypadkiem rodzina nie została dostatecznie sprawdzona przed przyznaniem im statusu pieczy zastępczej, odpierała zarzuty. Twierdziła, że nie było podstaw do tego, by małżonkom odmówić przyznania takiego statusu.

Zobacz również:  Wiktorek miał tylko miesiąc, ojciec skatował go na śmierć. Liczne złamania, obrażenia głowy. Nie do wiary

– Przeszli odpowiednie szkolenia, dostarczyli zaświadczenia o niekaralności i dokumenty potwierdzające dobry stan swojego zdrowia. Nie mieliśmy argumentów, by ich zdyskwalifikować jako opiekunów – broniła się Iwona Z.

Prokuratura nie dała jednak wiary kobiecie i ostatecznie oskarżyła ją o niedopełnienie obowiązków służbowych oraz brak nadzoru nad rodziną. Z ustaleń śledczych wnikało, że w latach 2007-2014 kobieta nieprawidłowo nadzorowała dwie rodziny zastępcze, w których dzieci przez wiele lat przeżywały piekło. Prokuratura wskazywała, że podejrzana nie kontrolowała sytuacji dzieci umieszczonych w rodzinach zastępczych i nie doprowadziła do ich rozwiązania pomimo wadliwego funkcjonowania. I choć Iwona Z. nie przyznawała się do winy, to sąd przyjął stanowisko strony oskarżającej. Prokurator Krzysztof Kopania przekazał, że sąd skazał kobietę na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Zasądzono wobec niej również grzywnę w wysokości 1500 złotych oraz wydano zakaz zajmowania kierowniczych i samodzielnych stanowisk, związanych ze sprawowaniem opieki społecznej i pomocy.

Dramat, który rozegrał się w Łęczycy, odbił się szerokim echem w całej Polsce i wywołał ogólnokrajową dyskusję na temat pieczy zastępczej, a także tego, jak skutecznie kontrolować i chronić najmłodszych, którzy do takich rodzin trafiają. Warto jednak podkreślić, że na szczęście nie każdy decyduje się na tego typu pomoc z nieczystych pobudek, a z chęcią szczerego wsparcia najmłodszych w trudnej sytuacji życiowej. Większość jest więc dobra, i należy o tym pamiętać.

Sonda
Czy kary za molestowanie seksualne powinny być wyższe?
Pokój Zbrodni - Horror w Łęczycy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki