Łódź: Impreza zakończona szokującym mordem
Piękny, odnowiony budynek z czerwonej cegły przy ul. Tymienieckiego. Kiedyś działała tu przędzalnia jednego z najbogatszych łodzian, fabrykanta Karola Scheiblera, nazywanego „Królem bawełny”, dziś jest apartamentowiec z loftami. Część mieszkań przeznaczona jest na krótkotrwały wynajem. Nad ranem 15 stycznia 2023 roku jeden z takich spłynął krwią. Dzień wcześniej, w sobotnie popołudnie zameldowali się tam 30-letnia Marta W., jej partner, starszy o 5 lat Daniel C. i ich wspólny znajomy, 34-letni Piotr D.
Mężczyźni kumplowali się od dawna, razem trenowali lekkoatletykę, natomiast kobieta oraz sprawca tragedii poznali się rok wcześniej i dość szybko przypadli sobie do gustu. Przyjaciele mieli spędzić tam jedną dobę. Dwoje z nich nie doczekało świtu. Kiedy cała trójka przekraczała próg wynajętego apartamentu, nikt nie spodziewał się tak tragicznego finału. Na stole pojawił się alkohol, były też twarde narkotyki. Ta mieszanina wywołała u Daniela C. silne halucynacje. - Dobra zabawa przerodziła się w koszmar - powiedział później zabójca na sali sądowej.
Początkowo wszyscy świetnie się bawili, przełom nastąpił około godziny 1 w nocy. - Zacząłem słyszeć jakieś dziwne głosy - opowiadał oskarżony. - Potem zobaczyłem demony. Były okropne, czerwone. Mówiły do mnie, że chcą mnie zabić. Kazały mi wziąć miecz i z nimi walczyć. Nie pamiętam szczegółów - dodawał. Do ataku na przyjaciół ostatecznie doszło około godziny 4 nad ranem. Daniel C. złapał za nóż o długości ostrza 20 centymetrów i z furią rzucił się na Martę i Daniela. Dźgał na oślep. W sumie zadał kilkadziesiąt ciosów.Poważnie ranni jego znajomi ostatkiem sił zdołali wydostać się z wynajętego apartamentu. Próbowali wzywać pomocy, ale obrażenia powstałe w wyniku szaleńczego ataku nożem były zbyt poważne. Kobieta zmarła przy windzie na parterze, mężczyzna piętro wyżej.
Pobiegł do księdza, zatrzymali go policjanci
Gdy jego przyjaciele wykrwawiali się na śmierć, on wybiegł z budynku i poszedł w kierunku kościoła przy ul. Piotrkowskiej. - Doświadczyłem zła. Chciałem porozmawiać o tym z księdzem - tłumaczył. Pod świątynią został zatrzymany przez zaalarmowanych już o krwawej rzezi policjantów. Po aresztowaniu trafił na badania psychiatryczne. Biegli medycy stwierdzili, że działał w stanie wyłączonej świadomości, ale z uwagi na fakt, iż sam się świadomie w niego wprowadził, może ponosić odpowiedzialność karną.
W listopadzie 2023 roku w Sądzie Okręgowym w Łodzi rozpoczął się jego proces. Daniel C. przyznał się do winy i przeprosił rodziny zmarłych. W marcu kolejnego roku morderca został skazany na 25 lat więzienia. - Oskarżony niewątpliwie działał w furii - mówił sędzia Marcin Masłowski. - Środki odurzające, pod których był wpływem nie mogą być okolicznością łagodzącą. Sąd jako okoliczność łagodzącą wziął jednak pod uwagę fakt, że oskarżony przeprosił rodziny ofiar, pojednał się z nimi, zapewnił też, że w miarę swoich możliwości będzie starał się finansowo im zadośćuczynić - dodał.
Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymał ten wyrok w mocy, uznając, że agresja sprawcy spowodowana była omamami.