- Wstrząsająca historia z Piątku: interwencja policji, wezwanej przez matkę do awanturującego się syna, zakończyła się jego tragiczną śmiercią.
- Śledztwo ujawniło, że funkcjonariusze skatowali 30-latka, a następnie porzucili go w lesie, gdzie zmarł z powodu rozległych obrażeń wewnętrznych.
- Co więcej, okazało się, że wywożenie ludzi do lasu było stałą praktyką lokalnych stróżów prawa. Poznaj bulwersujące szczegóły tej zbrodni i prawomocne wyroki.
Piątek - geometryczny środek Polski, o czym informują tablice ustawione przy wjeździe do miasteczka. Położona na trasie z Łodzi do Kutna, licząca ok. 2000 mieszkańców, senna zazwyczaj miejscowość, jeszcze kilka lat temu była areną wydarzeń, przypominających kadry wyjęte z filmów o amerykańskiej prowincji, gdzie miejscowi stróże prawa wymierzali sprawiedliwość na własną rękę. O tym, do czego byli zdolni miejscowi policjanci, prawie wszyscy wiedzieli.
Tragedia w Wielki Piątek. Policjanci skatowali mężczyznę
Był 2 kwietnia 2021 roku – nomen omen – Wielki Piątek. Mieszkający na parterze jednego z bloków przy ul. Konarskiego razem z mamą, panią Marią, Marcin K. znów był pijany i się awanturował.
Kobieta nie była w stanie uspokoić syna, zadzwoniła więc po policję. Na miejsce przyjechali miejscowi funkcjonariusze: 34-letni wówczas Kamil C. i Małgorzata R. (35 l.). Dzień później w kompleksie leśnym, kilka kilometrów od Piątku, znaleziono zwłoki trzydziestolatka. Jak wynikało z przeprowadzonej sekcji zwłok, zmarł z powodu rozległych obrażeń wewnętrznych.
Ruszyło prokuratorskie śledztwo, które odkryło przerażającą prawdę. Za tragedię odpowiedzialni byli interweniujący w jego domu policjanci.
Nie widziałam, co robili, bo zamknęłam się w swoim pokoju – opowiadała zaraz po zdarzeniu matka zmarłego, Maria K. - W pewnym momencie usłyszałam jakiś huk na korytarzu, potem wszystko ucichło. Nie wiem, co tam się wydarzyło.
Tymczasem, jak wynika z ustaleń śledczych, Kamil C. okładał mężczyznę pięściami po całym ciele, a jego koleżanka po fachu biernie się temu przyglądała. Potem oboje wsadzili go do radiowozu, wywieźli poza miasto i porzucili w lesie. Tam zmarł.
Marcin aniołem nie był, ale to nie powód by odbierać mu życie – rozpaczała pani Maria. - Zabili mi syna, bo czuli się zupełnie bezkarni.
Polecany artykuł:
Policjanci zatrzymani
Funkcjonariusze zostali zatrzymani. Policjant usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień, spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, następstwem którego była śmierć Marcina K. i bezprawnego pozbawienia wolności.
Jego partnerka podejrzana była o niedopełnienie obowiązków służbowych, narażenie pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a także o poświadczenie nieprawdy w notatniku służbowym i poplecznictwo. Okazało się bowiem, że odnotowała w nim, iż interwencja zakończyła się w mieszkaniu Marcina K.
Policjanci wywozili ludzi do lasu. Szokujące, co wyszło na jaw!
Po śmierci Marcina K. rozwiązały się języki innym mieszkańcom Piątku, którzy w podobny sposób byli traktowani przez miejscowych stróżów prawa. Wyszło na jaw, że wywożenie ludzi do lasu to była stała praktyka funkcjonariuszy.
Śledczy zdobyli dowody na to, że sam Kamil C. dopuszczał się takich czynów aż 20 razy. Jego koledzy z komisariatu, łącznie z komendantem Sebastianem K. mieli na sumieniu w sumie 19 tego typu przestępstw. W efekcie tych ustaleń na ławie oskarżonych zasiadło 6 funkcjonariuszy. Kamil C. za śmierć Marcina K. usłyszał wyrok 10 lat pozbawienia wolności, Małgorzata R. została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata, pozostałym funkcjonariuszom sąd wymierzył podobne kary. Wszyscy zostali wydaleni ze służby. Wyrok jest już prawomocny.