Rodzina z Pabianic utknęła pod wulkanem Etna na Sycylii. "Zostaliśmy porzuceni przez biuro podróży"

2026-08-27 17:51

Miały być niezapomniane wakacje z rodziną u podnóża wulkanu Etna. Skończyło się na nerwach, dodatkowych kosztach i poczuciu porzucenia przez biuro podróży, które turnus sprzedało. Krzysztof Woźniak z Pabianic koło Łodzi wykupił wczasy w firmie TUI. W zestawie zapewniono mu loty z Katowic do Katanii na Sycylii i z powrotem oraz pobyt w jednym z miejscowych hoteli.

- Gdy razem z żoną i dwiema córkami mieliśmy wracać do Polki, okazało się, że nasz lot z powodu erupcji wulkanu został odwołany, choć touroperator zapewniał nas, że wszystko odbędzie się zgodnie z planem, a potem w środku nocy zostawił nas na pustym lotnisku bez żadnej pomocy - mówi mężczyzna.

Pan Krzysztof zdecydował się na ofertę TUI, bo jak mówi, to był gwarant jakości. Po 8-dniowym pobycie na Sycylii zmienił jednak zdanie. Kupił kompleksową imprezę turystyczną obejmującą pobyt w hotelu w okolicach Katanii oraz transport samolotem z Polski na miejsce i z powrotem. Już po zakupie turnusu okazało się, że państwo Woźniakowie polecą na miejsce i wrócą nie lotem czarterowym – jak to zwykle ma miejsce w takich przypadkach – a rejsowymi samolotami linii Ryanair. Na wczasach towarzyszyła mu jego żona i dwie córki, w tym jedna, 8-letnia, zmagająca się z przewlekłą chorobą.

Kiedy przyszedł czas powrotu do Polski wszyscy przeżyli prawdziwy horror. Położony w pobliżu lotniska w Katanii wulkan Etna był wówczas aktywny, ale mimo to biuro podróży zapewniało wczasowiczów, że ich lot z tamtego lotniska odbędzie się zgodnie z planem.

Zostaliśmy porzuceni przez biuro podróży
Autor: Easyknotcocco/ Shutterstock

- W przeddzień wylotu, 13 sierpnia, około godziny 18 otrzymaliśmy potwierdzenie z TUI, że poranny lot z Katanii do Polski jest niezagrożony - opowiada pan Krzysztof. - Dopiero ok. godz. 23 z Ryanair otrzymaliśmy informację, że mamy wylecieć rano z oddalonego o 240 km od Katanii Palermo. Natychmiast pojechaliśmy na lotnisko w Katanii licząc na to, że TUI podstawił tam jakiś transport do Palermo. Nic takiego nie miało miejsca. Lotnisko w Katanii było zamknięte na głucho. Na infolinii TUI dowiedzieliśmy się, że nie są w stanie nam pomóc. Zostaliśmy porzuceni przez biuro podróży. Na własną rękę musieliśmy wynająć taksówkę, która za 650 euro zawiozła nas na drugi koniec wyspy, do Palermo, byśmy zdążyli na samolot powrotny do Polski. Już w kraju złożyłem reklamację do TUI żądając zwrotu poniesionych kosztów na przejazd taksówką, ale została ona odrzucona.

Reporter „Super Expressu” próbował uzyskać komentarz z biura podróży TUI. 25 sierpnia wysłaliśmy maila z pytaniami w związku z tą sprawą. Do momentu publikacji tego materiału redakcja nie otrzymała żadnej odpowiedzi.

AKTORZY, KTÓRZY ZOSTALI PILOTAMI SAMOLOTU

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki