- Tragedia na autostradzie A1: Rodzina zginęła w wypadku, a oskarżony kierowca BMW próbuje uniknąć odpowiedzialności.
- Sebastian M. bagatelizuje swoją winę, zrzucając ją na ofiary.
- Podczas rozprawy oskarżony kwestionuje ustalenia śledczych, twierdząc, że jechał wolniej i nie uciekł z kraju.
Tragiczny wypadek na autostradzie A1. Zginęła trzyosobowa rodzina
16 września 2023 roku Małgorzata D., jej mąż Janusz D. oraz małżonkowie Elżbieta i Waldemar B. stracili swoje największe skarby. Syna Patryka, córkę Martynę i wnuczka Oliwierka. Wszyscy byli pasażerami samochodu marki Kia. Wracali autostradą A1 z wakacji nad polskim morzem do swojego rodzinnego Myszkowa w województwie śląskim. Gdy zbliżali się do Piotrkowa Trybunalskiego w tył ich auta wjechało rozpędzone BMW, za kierownicą którego siedział Sebastian M. W efekcie zderzenia auto trzyosobowej rodziny wjechało w przydrożne bariery i stanęło w płomieniach. Cała trójka spłonęła żywcem.
Sebastian M. uciekł z Polski. Ukrywał się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich
Po wypadku Sebastian M. wyjechał z kraju i ukrywał się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W maju ubiegłego roku udało się go sprowadzić do Polski, a w grudniu ruszył jego proces. Choć początkowo sam zaproponował prowadzenie mediacji z rodzinami zmarłych, co miało mieć wpływ na ewentualną wysokość kary, z czasem jego postawa uległa diametralnej zmianie.
Oskarżony zmienił linię obrony. Zrzuca winę na ofiary wypadku, podważa ustalenia biegłych
Zaczął kwestionować swoją winę i przerzucał ją na ofiary zdarzenia. Jego zdaniem Kia przemieszczała się mając zamontowane jedno koło dojazdowe, które w pewnym momencie miało odpaść, w efekcie czego kierowca stracił panowanie nad samochodem i zajechał mu drogę.
Mama Martyny zakryła uszy na sali sądowej
Bliscy Patryka, Martyny i Oliwiera z trudem słuchają tych słów. Nie mogą zrozumieć też zachowania rodziców i siostry oskarżonego, którym w trakcie procesu zdarzają się szydercze uśmiechy, drwiny.
12 marca, podczas kolejnej rozprawy, Elżbieta B., mama zmarłej kobiety, kiedy Sebastian M. bagatelizował swój udział w zdarzeniu, aż zakryła uszy dłońmi. Oskarżony, wbrew opinii biegłych z zakresu badania wypadków drogowych, twierdził, że nie poruszał się z prędkością 315 km/h, a jedynie 170 km/h. Utrzymywał też, że nie uciekł z kraju, a wyjechał w celach biznesowych. Kwestionował też pozostałe ustalenia śledczych, które jednoznacznie wskazują jego winę.
Sebastianowi M. za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi do 8 lat więzienia.