Sebastian M. miał według prokuratury doprowadził do wypadku na A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina: Martyna, Patryk oraz ich 5-letni syn, Oliwier. Do tragedii, o której zrobiło się głośno w całej Polsce, doszło we wrześniu 2023 roku. Od tamtej pory nie milkną echa dramatu, jaki rodzinom ofiar zgotował kierowca BMW. Uciekł za granicę, opierał się ekstradycji, a teraz w procesie karnym umniejsza swoją winę i próbuje razem z obroną przekonać sąd, że do śmierci pokrzywdzonych doszło przez zły stan techniczny ich pojazdu. Nie zważa na to, że znacząco przekroczył wówczas prędkość, zaś ekspertyzy wykazały, że najechał na osobówkę i zepchnął ją na bariery, co doprowadziło do wypadku i zapalenia się samochodu. Najnowsze informacje zyskują dodatkowej siły za sprawą ostatnich słów bliskich Martyny, Patryka oraz 5-letniego Oliwiera, którzy postanowili przerwać milczenie i opowiedzieli w mediach, jakie przechodzą teraz katorgi.
Zobacz również: Sebastian M. i jego siostra wybuchli śmiechem, sąd wybałuszył oczy! Ostra reakcja. "Zniszczyli nam życie"
Jednym z najbardziej poruszających oświadczeń były słowa mamy śp. Patryka, który zginął w wypadku. W reportażu przygotowanym na łamach serwisu O2 kobieta powiedziała wprost, że mieli tylko jednego syna, jednego wnuka i jedną synową. A teraz nie mają nikogo, nikt im ich nie zwróci. Dziennikarze musieli zastać ją w fatalnym stanie psychicznym, co z uwagi na sytuację jest zrozumiałe.
- Nawet pies nam odszedł z żalu. Oni byli naszym życiem, naszym światełkiem. Ja już nie chcę żyć. Chcę być z nimi, gdziekolwiek są. Każdy dzień jest dla nas męczarnią - wyznała pani Elżbieta, łamiąc serca każdemu, kto śledzi tę historię.
Kobieta ujawniła też kulisy tego, jak ważny był dla nich wnuk. "Olunio", bo tak go nazywa, wniósł mnóstwo światła w życie rodziny. Światła, które zgasło bezpowrotnie przez pędzącego autostradą kierowcę. Szczegóły poniżej.
Matka ofiary wypadku na A1 we łzach wspomina syna i wnuka. "Naszym domem jest teraz cmentarz"
Pani Elżbieta opowiada, że gdy "Olunio" do nich przyjeżdżał, stawał w drzwiach z uśmiechem na twarzy. Już po chwili biegł, rozkładając ręce, i krzycząc: "jestem, już jestem". - Teraz w tych drzwiach nigdy nie stanie - mówi rozżalona kobieta.
Czytaj także: Sebastian M. zostanie uniewinniony?! Przerażająca wizja końca procesu. "Walka o miliony złotych"
- Naszym domem jest teraz cmentarz. Jesteśmy tam cały czas, rano, w południe, wieczorem. Nawet w nocy, jak nie możemy spać. Wtedy jest tam najlepiej. Nie ma ludzi - przyznała pani Elżbieta na koniec rozmowy z dziennikarzem portalu O2.
Relacja bliskich ofiar tragedii na A1 poruszyła wiele serc, co widać w licznych komentarzach w mediach społecznościowych. Ludzie oburzają się też, że Sebastianowi M. za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi zaledwie 8 lat więzienia, a nawet z tego próbuje się wywinąć. Czy oskarżonego ruszy sumienie, gdy dotrą do niego najnowsze relacje? Nie wiadomo. Jedno jest pewne: dramat rodziny będzie trwał przynajmniej tak długo, jak długo nie poznamy ostatecznej decyzji sądu w tej sprawie.