Martyna, Patryk oraz ich 5-letn synek, Oliwier - to ofiary śmiertelnego wypadku, do którego doszło na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Według śledczych, to Sebastian M., kierujący wówczas rozpędzonym BMW, miał znacząco przekroczyć dozwoloną prędkość i uderzyć w samochód osobowy marki Kia, którym podróżowała rodzina z Myszkowa. W efekcie auto wpadło na bariery, a następnie zajęło się ogniem, doprowadzając do śmierci trzech osób w wyniku spłonięcia żywcem. Po wszystkim Sebastian M. uciekł za granicę, gdzie ukrywał się przez kilka miesięcy. Jego cyniczne zachowanie od początku budziło wielkie emocje w mediach społecznościowych, które nie słabną nawet dziś - gdy w końcu został sprowadzony do Polski w wyniku ekstradycji i stanął przed sądem. Toczący się bowiem proces wciąż tych emocji dostarcza.
Sebastianowi M. grozi kara zaledwie ośmiu lat więzienia (maksymalnie) za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. On sam nie przyznaje się do winy, razem z mecenaską próbują zrzucić winę na zły stan techniczny osobówki, którą poruszała się rodzina. Sugerują również, że kia gwałtownie zjechała na pas pędzącego BMW, co doprowadziło do wypadku, a nie uderzenie przez jego kierowcę, co wykluczałoby bezpośrednią winę oskarżonego. Nad tym, jak takie tłumaczenia mogą wpłynąć na finalny wyrok, zastanawialiśmy się w innym naszym materiale.
Czytaj więcej: Sebastian M. zostanie uniewinniony?! Przerażająca wizja końca procesu. "Walka o miliony złotych"
Teraz jednak w sprawie pojawiają się nowe informacje - za sprawą rodzin ofiar, które postanowiły przerwać milczenie i wystąpiły przed kamerami TVN-u w programie "Uwaga!". Wypowiedzi pojawiły się też w bliźniaczym materiale serwisu O2, na łamach którego bliscy zabrali głos. Czytamy, że trwający proces rozszarpuje rany, powstałe po śmierci Martyny, Patryka i Oliwierka. Szczególnie trudne jest słuchanie na sali sądowej, jak Sebastian M. kpi z wydarzeń na autostradzie A1. Szczegóły poniżej.
Uśmieszki, drwiny, ironia. Sebastian M. nie ma żadnych zahamowań. "Upokarza nasze dzieci, lekceważy ich pamięć"
Pani Małgorzata, matka śp. Martyny, mówi wprost, że na sali sądowej doświadczają śmiechów, szyderczych uśmiechów oraz ironii. Zachowanie oskarżonego Sebastiana M., ale też jego rodziny, na przykład siostry, jest dla rodziny ofiar szokujące. Trudno znaleźć wytłumaczenie na tak rażący brak empatii i współczucia wobec tego, co ich spotkało, niezależnie od poczucia odpowiedzialności za wypadek lub jego brak.
- On upokarza nasze dzieci, lekceważy ich pamięć. Co by było, gdyby sytuacja się odwróciła? Gdyby ich spotkało takie nieszczęście? Czy dalej byłyby te głupie uśmiechy? Lekceważenie naszych nieżyjących dzieci? Jak oni zareagowaliby na taką tragedię? – pyta pani Małgorzata na łamach portalu O2. - Nigdy do nas nie podeszli. Cały czas uśmieszki, zdjęcia, nagrywanie, szyderstwa. Jego siostra śmiała się w głos, aż sędzia zwróciła jej uwagę - dodaje pani Elżbieta, matka śp. Patryka.
Czytaj także: Tym zdaniem obrończyni Sebastiana M. oburzyła nawet sąd. Co za tupet, zginęła cała rodzina
Sąd wielokrotnie musiał reagować na zachowania niektórych świadków lub samego oskarżonego. Zdarzyło się też poprawienie obrończyni, która tragiczny wypadek śmiertelny nazwała podczas jednej z rozpraw "kolizją". Przykład idzie z góry.
- Zniszczył nam życie, którego nic już nie odbuduje. Naszym domem jest teraz cmentarz. Jesteśmy tam cały czas, rano, w południe, wieczorem. Nawet w nocy, jak nie możemy spać - mówi pani Elżbieta. - Gdyby nie mec. Łukasz Kowalski, internauci i dziennikarze, nie byłoby sprawy. Zakopaliby temat - mówią zgodnie rodziny ofiar wypadku A1.
Pan Waldemar dodaje, że w pewnym sensie zgadza się z mecenas Katarzyną Hebdą, adwokatką Sebastiana M., że "to nie był wypadek". - Bo to nie był wypadek. To było zabójstwo. Tak powinien być sądzony - mówi wprost mężczyzna. O zaskakująco niskim wymiarze kary, jaki grozi oskarżonemu, mnóstwo jest też wpisów w mediach społecznościowych. Internauci podzielają oburzenie bliskich ofiar. Szczegóły poniżej.
Bliscy ofiar wypadku na A1 próbują żyć normalnie, ale tak się nie da. "Ten człowiek tak naprawdę zabił trzy rodziny"
Pani Małgorzata jest zrozpaczona, podobnie jak pozostali, którzy przerwali milczenie w mediach. To pierwsze tak szerokie wystąpienie na łamach serwisów i telewizji przez bliskich ofiar wypadku na A1. Nie chcą, by sprawa została zamieciona pod dywan, by pogłoski o próbach uniewinnienia Sebastiana M. stały się rzeczywistością.
- Tamtego wieczoru ten człowiek tak naprawdę to zabił trzy rodziny. My funkcjonujemy, my się staramy funkcjonować, ale tak naprawdę, to co to za życie teraz? Życie się dla nas jak gdyby zatrzymało – podkreśla kobieta na łamach O2. - To był nasz jedyny syn, jedyny wnuk, jedyna synowa. Ja ją traktowałam jak córkę, którą zawsze chciałam mieć. Oni byli dla nas tak dobrzy. Wozili nas po lekarzach. Umawiali mnie do okulistów, bo mam chore oczy. "Oliś" zawsze mówił: "Babuniu, jak nie będziesz dobrze widziała, to ja ci pomogę" - wspomina zapłakana pani Elżbieta.
Rodzina wie, że "musi to wytrzymać", chcą to zrobić - dla pamięci o dzieciach, ich wewnętrzne postanowienie. Jednocześnie czują wewnętrzna niesprawiedliwość za każdym razem, gdy Sebastian M. w lekceważący sposób zabiera głos na sali sądowej. Odwraca też wzrok, kiedy bliscy próbują spojrzeć mu w oczy. - Nic do niego nie dotarło - mówią.
Do sprawy na naszych łamach będziemy jeszcze z pewnością nie raz wracać.