Spis treści
O północy ceny paliw drastycznie wzrosły
Podwyżki zaczęły obowiązywać w nocy z 31 sierpnia na 1 września. Właścicielka stacji paliw "Skorpion" w Bełchatowie, Agnieszka Nadajewska, wyjaśnia, że stacje musiały dostosować się do przywróconej podstawowej stawki podatku VAT.
– Niestety wracamy do stawek VAT, które są podstawowe, czyli do 23 proc. To jest północ, musimy zmienić te ceny. Niestety klienci odczują dosyć dużą różnicę – mówi.
Wcześniej za litr benzyny Pb95 na tej stacji trzeba było zapłacić 6,34 zł, a obecnie cena skoczyła do 7,46 zł. Równie boleśnie odczują to kierowcy aut z silnikiem Diesla. Cena oleju napędowego wzrosła o 1,04 zł, osiągając od 1 września pułap 8,08 zł za litr, przebijając w ten sposób barierę 8 złotych.
Spora grupa kierowców postanowiła nie czekać na wrześniowe podwyżki. Już w poniedziałkowy wieczór na stacjach zrobiło się tłoczno, a do dystrybutorów ustawiały się długie kolejki. Na jednej ze stacji zapobiegliwie zamówiono nawet dodatkową dostawę paliwa, spodziewając się natłoku klientów.
– Mieliśmy kolejki już od wczoraj. Przewidzieliśmy to, dlatego mieliśmy dodatkową dostawę. Od rana dzisiaj były kolejki. Również tutaj policja pomagała kierowcom jakoś ustawić się do tych kolejek – relacjonuje właścicielka stacji.
Motywacja do tankowania przed północą była oczywista. Napełniając bak po dotychczasowych stawkach, kierowcy zyskiwali na każdym litrze ponad złotówkę.
– Wcale się nie dziwię, że klienci chcieli kupić tę złotówkę taniej. Jeżeli ktoś tankuje samochód raz w tygodniu, to zawsze jest oszczędność około 50–60 zł. Może przeznaczyć te pieniądze na coś innego – słyszymy.
Tak kształtują się ceny paliw od początku września:
Prognozy mówiły o mniejszych podwyżkach. Zaskoczenie na stacjach
Wielkość podwyżek mocno zaskoczyła zmotoryzowanych. Wcześniejsze analizy sugerowały, że ceny paliw wzrosną o zaledwie kilkadziesiąt groszy – szacowano wzrost rzędu 50, 60, maksymalnie 80 groszy. W rzeczywistości jednak na omawianej stacji skok cenowy przekroczył barierę jednej złotówki.
Właścicielka stacji tłumaczy to tym, że jej obiekt oferował wcześniej paliwo po stawkach niższych niż ustalone ceny maksymalne.
– U nas cena na pylonie była dużo niższa niż urzędowa, więc po prostu my podnieśliśmy tylko i wyłącznie stawkę VAT. Dalej mamy niską marżę – tłumaczy.
Dodaje, że na stacjach usytuowanych przy głównych trasach, które wcześniej utrzymywały ceny zbliżone do dopuszczalnych maksimum, podwyżki mogły wyglądać inaczej.
Chociaż nowe stawki weszły w życie 1 września, nie ma pewności, jak długo utrzymają się na obecnym poziomie. Cena przy dystrybutorze jest bowiem mocno uzależniona od notowań na rynku hurtowym paliw.
– Wszystko zależy od tego, jakie będą ceny zakupu paliwa w hurcie. Na razie nic nie zapowiada, że ceny te mają spaść – mówi Nadajewska.
Biorąc pod uwagę ostatnie wzrosty cen w hurcie, przedsiębiorcy prowadzący stacje benzynowe muszą kalkulować nie tylko podniesiony VAT, ale także rosnące koszty zakupu samego surowca oraz wydatki związane z prowadzeniem działalności.
– Jakby na cenę końcową składają się ceny zakupu, oczywiście koszty i musimy mieć to wszystko na uwadze. Musimy opłacić pracownika, terminal, więc dosyć dużo kosztów takich ubocznych jest – wyjaśnia.
Nadajewska śledziła również hurtowe cenniki udostępniane przez Orlen, choć z poniedziałku na wtorek w nocy nie było jeszcze jasne, jak ukształtują się przyszłe stawki hurtowe.
1 września kierowcy odczują podwyżkę także przez powrót do szkoły
Skok cen paliw nałożył się w czasie z rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Dla wielu gospodarstw domowych to powrót do rutynowych dojazdów do placówek edukacyjnych, miejsc pracy oraz na popołudniowe zajęcia pozalekcyjne.
– Zaczyna się rok szkolny, dzieci idą do szkoły. Wakacje, część dzieci pozostawała w domu albo dziadkowie się opiekowali, a teraz niestety rodzice oprócz tego, że muszą jeździć do pracy, to jeszcze często odwożą dzieci do szkoły. Na pewno odczujemy to na naszych portfelach – zauważa Nadajewska.
Dla osób pokonujących codzienne długie trasy, podwyżki te będą szczególnie uciążliwe finansowo.
„To po prostu szaleństwo dla takiego zwykłego człowieka”
Kierowcy tankujący na stacji, na której przeprowadzano rozmowy, byli wyraźnie zbulwersowani całą sytuacją.
– Bardzo dużo. To po prostu szaleństwo dla takiego zwykłego człowieka – mówi jeden z nich.
Inny z kolei podkreśla, że dla wielu z nich rezygnacja z samochodu, nawet przy rosnących kosztach utrzymania pojazdu, jest niemożliwa ze względów praktycznych.
– Tankować trzeba i to prawie codziennie. Jak są duże trasy, wszystko podrożeje. Paliwo powinno być tańsze – mówi.
Według kierowców, fundusze pochłonięte przez droższe paliwo, z powodzeniem mogłyby zostać spożytkowane w inny sposób.
– Można wydatkować te pieniądze inaczej, oczywiście. Na jakieś przyjemności dla siebie albo dla dzieci. A tu trzeba jednak zatankować – słyszymy.
Dla niektórych opcją zastępczą staje się rower, choć jest to rozwiązanie wysoce ograniczone.
– Do miasta rowerem. Poza miasto rowerem już nie. Poza miasto nie przyjadę do pracy – mówi jeden z kierowców.
Oznacza to, że od 1 września kierowcy będą musieli mierzyć się ze znacznie uszczuplonymi budżetami podczas wizyt na stacjach benzynowych. Pytanie o dalsze wzrosty pozostaje otwarte, a odpowiedź będzie uzależniona głównie od wahań cen paliw na rynkach hurtowych.