Gdy policjant zobaczył ciało Maksia, poszedł na L4. Ojczym palił 6-latkowi genitalia, główkę miał jak balon z wodą

6-letni Maksiu był przez wiele tygodni bity, poniżany i zastraszany przez partnera swojej matki. Według prokuratury, kiedy doszło do śmiertelnego w skutkach pobicia, dorośli zostawili ciężko ranne dziecko w mieszkaniu, podczas gdy sami pojechali do innego miasta kupić środki odurzające. Na ławie oskarżonych znaleźli się zarówno ojczym, któremu zarzucono zabójstwo, jak i matka Maksia, która miała wiedzieć o przemocy i nie ochronić syna. Po tragedii pojawiło się jeszcze jedno pytanie: czy znów wcześniejsze sygnały zagrożenia nie zostały poważnie potraktowane? Właśnie, 6 listopada 2026 roku, zapadł wyrok w tej głośnej sprawie.

To był środowy poranek, 7 maja 2025 roku. Paulina M. zawiadomiła służby, że jej sześcioletni syn nie oddycha. Pomoc została niezwłocznie skierowana do mieszkania w kamienicy przy placu Wolności w Zduńskiej Woli, lecz małego Maksymiliana nie udało się uratować. Na jego ciele znajdowały się liczne obrażenia, które od razu wzbudziły podejrzenie, że dziecko padło ofiarą przemocy, więc policja zatrzymała matkę chłopca oraz jej partnera. Kobieta miała wtedy 31 lat, natomiast mężczyzna: 28. Wiadomość szybko dotarła do ludzi, którzy znali Maksia z codziennych spotkań. Reporterka „Wirtualnej Polski” rozmawiała z rodzicami dzieci uczęszczających z nim do przedszkola. Zapamiętali go jako chłopca cichego, wycofanego, rzadko okazującego radość. Jedna z mieszkanek powiedziała, że w przedszkolu miał najsmutniejsze oczy ze wszystkich dzieci. Inna kobieta podkreślała, że nie zauważyła u niego siniaków, choć widywała go podczas przebierania w szatni. Jak często w tego typu historiach bywa, zeznania świadków były niejednoznaczne.

Jak to możliwe, że cierpienia dziecka nie zauważono? Maksiu był katowany przez dwa miesiące

W tych samych rozmowach pojawił się także obraz dziecka życzliwego wobec rówieśników. Jedna z mam wspominała, że jej syn opowiadał o wspólnej zabawie z Maksiem i mówił, że chłopiec był dla niego bardzo miły. Zanim nazwisko 6-latka pojawiło się w aktach śledztwa, był po prostu kolegą z przedszkolnej grupy. Dzieckiem, z którym inni spędzali czas, bawili się i którego później zaczęło im brakować. Z informacji ujawnionych po tragedii wynikało, że przemoc była obecna w życiu rodziny jeszcze przed pojawieniem się Daniela S., który następnie stał się ojczymem Maksia. Prezydent Zduńskiej Woli, Konrad Pokora, wyjaśniał w mediach, że pomoc społeczna utrzymywała kontakt z Pauliną, ponieważ wcześniej sama była krzywdzona, przez poprzedniego partnera. Mężczyzna trafił wówczas do więzienia. Był to jeden z powodów, dla których po śmierci pokrzywdzonego malucha zaczęto pytać o wcześniejszą wiedzę instytucji oraz zakres udzielanej rodzinie pomocy. Stało się to zasadne między innymi dlatego, że sekcja zwłok wykazała wielotygodniowe maltretowanie ofiary, więc czy jest to możliwe, że przemocy nie zauważono? Czy nadzór nad rodziną prowadzono w sposób właściwy? Wielu odpowiedzi nie uzyskaliśmy.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Daniel S. miał za sobą pobyty w zakładach karnych. Prokuratura potwierdziła, że odbywał wyroki za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, dlatego późniejszy zarzut zabójstwa Maksia postawiono mu w warunkach wielokrotnego powrotu do przestępstwa, określanego jako multirecydywa. Nie był więc człowiekiem, który po raz pierwszy zetknął się z wymiarem sprawiedliwości. Można nawet stwierdzić, że funkcjonariusze musieli go kojarzyć, bowiem widniał w policyjnych kartotekach. W zestawieniu z trudną sytuacją rodziny, pojawienie się w niej kogoś o przestępczej przeszłości, tym bardziej powinno zaalarmować odpowiednie instytucje. A jednak do uratowania dziecka nie doszło w porę. To budzi ogromny sprzeciw i oburzenie.

Według aktu oskarżenia przemoc wobec chłopca trwała od marca do maja 2025 roku. Śledczy opisali powtarzające się poniżanie, zastraszanie, pozostawianie bez opieki, szarpanie i bicie. Zarzuty dotyczą około dwóch miesięcy krzywdzenia dziecka, które było całkowicie zależne od dorosłych. Mundurowi ujawnili również, że Daniel miał oskarżać 6-letniego Maksia o kradzież pieniędzy i straszyć go więzieniem. Zarzucał mu także, że nie pomógł matce, kiedy wcześniej pobił ją inny mężczyzna. Odpowiedzialnością za sytuację dorosłej kobiety obciążał sześcioletnie dziecko. Oskarżenie obejmuje ponadto przypalanie chłopca papierosem, również w miejscach intymnych. Do przemocy, która według śledczych bezpośrednio doprowadziła do śmierci, doszło 6 i 7 maja 2025 roku. Prokuratura wskazała na ciężkie urazy czaszkowo-mózgowe oraz uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego. Danielowi zarzucono zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Oznacza to, że według oskarżyciela przewidywał on możliwość śmierci dziecka i godził się na nią. W rekonstrukcji prokuratury szczególnie wstrząsające jest to, co miało wydarzyć się tuż po brutalnym pobiciu, ponieważ Maksymilian został porzucony w mieszkaniu bez pomocy. Daniel i Paulina pojechali w tym czasie do innego miasta… po narkotyki. Potrzeba zdobycia środków odurzających okazała się silniejsza niż bezpieczeństwo dziecka. Tak wynika z ustaleń śledczych.

Pozostaje pytanie, co w czasie znęcania się nad chłopcem, wiedziała i robiła matka Maksa? Prokuratura twierdzi, że Paulina miała świadomość przemocy stosowanej przez partnera. Zarzucono jej, że nie zapewniła synowi bezpieczeństwa, wielokrotnie zostawiała go bez opieki i nie udzielała pomocy mimo widocznych obrażeń. Wśród opisanych sytuacji znalazło się również złamanie ręki małoletniemu. Według śledczych nawet tak poważny uraz nie doprowadził do udzielenia dziecku potrzebnej pomocy. Matce zarzucono więc znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem, nieudzielenie pomocy oraz narażenie syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Jej odpowiedzialność prokuratura wiąże między innymi z obowiązkiem ochrony dziecka i świadomym zaniechaniem działań, które miały zapewnić mu bezpieczeństwo.

Policjanci nie zainterweniowali, bo "nie było podstaw". Maluszek cierpiał w samotności

Ważne pytanie dotyczy również tego, czy ktokolwiek próbował wcześniej zwrócić uwagę służb na sytuację Maksymiliana? Okazuje się, że… tak. Reporterzy programu „Uwaga!” TVN ustalili, że 2 maja, pięć dni przed śmiercią chłopca, znajomy pary zadzwonił na policję. Zgłoszenie dotyczyło niewłaściwej opieki nad dzieckiem i podejrzenia, że matka jest pod wpływem alkoholu. Funkcjonariusze pojechali pod wskazany adres, lecz nie dostali się do mieszkania. Rzeczniczka policji przyznała, że mimo dzwonienia domofonem mundurowi nie weszli nawet na klatkę schodową. Nic więcej nie zrobiono. Policja wyjaśnia, że miała wątpliwości co do wiarygodności zgłoszenia, bo jego autor był skonfliktowany z Danielem i nie odbierał późniejszych telefonów od dyżurnego. Według przedstawicielki komendy, w zastanych okolicznościach nie było podstaw do wejścia siłą, co jest tłumaczeniem absurdalnym, bo wydawałoby się, że każde podejrzenie stosowania przemocy wobec dziecka powinno zostać sprawdzone, tym bardziej, że przecież funkcjonariusze wiedzieli o trudnej sytuacji w tej rodzinie. W reportażu TVN-u dawna sąsiadka pary utrzymywała zresztą, że w przeszłości ostrzegała pracowników pomocy społecznej przed nowym partnerem Pauliny. Dyrektor ośrodka zaprzeczał jednak, by w dokumentacji znajdowały się takie zgłoszenia. A skoro wątpliwości nie zgłoszono na papierze, to łatwo teraz umywać ręce.

Po tragedii, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, Krzysztof Bejmert, zapewniał, że pracownicy dopełnili swoich obowiązków. Przedstawiciele miasta informowali o analizie wcześniejszych działań. Jednocześnie radni domagali się udostępnienia wyników kontroli oraz szczegółowego wykazu czynności podejmowanych wobec rodziny. Publiczne zapewnienia o prawidłowym postępowaniu bez twardych danych nie rozstrzygają przecież o ewentualnej odpowiedzialności konkretnych urzędników. Internauci komentowali wprost, że w tego typu sprawach rzadko kto przyznaje się do błędów, nawet jeśli te wydają się oczywiste.

To nie wszystko, ponieważ radni działający w mieście zażądali jeszcze odwołania dyrektora ośrodka. Prezydent Konrad Pokora nie zgodził się wówczas na taki krok, uznając ocenianie odpowiedzialności przed zakończeniem śledztwa za przedwczesne. Radio Łódź opisywało ten spór już w połowie maja 2025 roku. Obok postępowania dotyczącego śmierci chłopca pojawiła się dyskusja o tym, co instytucje wiedziały wcześniej i jak na tę wiedzę reagowały, albo raczej… nie reagowały. Nie da się rzecz jasna rozstrzygnąć wszystkich tych pytań na podstawie samych publicznych wypowiedzi. Trzeba odróżnić podejrzenie zaniedbania od jego udowodnienia. Ale równie ważne jest, żeby nie uznawać sprawy za wyjaśnioną tylko dlatego, że ktoś zapewnia o dopełnieniu procedur. W centrum tych pytań powinno pozostawać bezpieczeństwo dziecka, a nie obrona reputacji którejkolwiek instytucji.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Jak nietrudno się domyślić, śmierć Maksymiliana poruszyła mieszkańców Zduńskiej Woli. 22 maja 2025 roku ulicami miasta przeszedł marsz milczenia pod hasłem „Stop przemocy”, w którym uczestniczyło kilkaset osób. Były białe balony, znicze i maskotki pozostawiane przed kamienicą. Wśród uczestników znaleźli się ludzie, którzy znali chłopca, ale też mieszkańcy, którzy przyszli wyrazić sprzeciw wobec krzywdzenia dzieci. Marsz zorganizowano z ich inicjatywy.

W międzyczasie śledztwo wciąż trwało. Zabezpieczone w mieszkaniu ślady poddawano badaniom, przesłuchiwano świadków i gromadzono opinie specjalistów. Wykorzystano między innymi badania biologiczne, genetyczne, toksykologiczne, medycynę sądową oraz analizę plam krwawych. Ten materiał miał pomóc odtworzyć zdarzenia i zweryfikować wyjaśnienia podejrzanych. Znaczenie miały nie tylko relacje ludzi, lecz także ślady, których nie można było wyjaśnić samym zaprzeczaniem. Już 9 maja 2025 roku prokuratura poinformowała o zastosowaniu wobec obojga podejrzanych trzymiesięcznego aresztu. Daniel nie przyznawał się do zarzutu, jednak Paulina się przyznała i złożyła obszerne wyjaśnienia. Na tym etapie śledczy nadal odtwarzali ostatni okres życia Maksymiliana i sprawdzali zachowanie osób, pod których opieką pozostawał. Ponad rok później, 21 sierpnia 2026 roku, Prokuratura Okręgowa w Sieradzu ogłosiła skierowanie aktu oskarżenia do sądu. Obejmował on nie tylko przemoc wobec Maksia, lecz także przestępstwa narkotykowe: Danielowi zarzucono posiadanie substancji odurzających, a Paulinie ułatwianie partnerowi ich nabycia. Kobieta miała przeznaczać na ten cel własne pieniądze. Najważniejszym przedmiotem sprawy pozostawały jednak przemoc wobec sześciolatka i okoliczności jego śmierci.

Wyrok w głośnej sprawie. Sąd nie miał litości wobec Daniela S.

Proces rozpoczął się 8 października 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Sieradzu. Daniel miał wtedy 29 lat, Paulina - 32. Według relacji „Super Expressu” mężczyzna nadal zaprzeczał. - Nie wiem, skąd u niego takie obrażenia – zarzekał się w sądzie. Kwestionował również przypalanie chłopca, tłumacząc że używa papierosów elektronicznych. Matka z kolei przyznała się do winy.

Pod koniec października 2026 roku w procesie wygłoszono mowy końcowe. Jak relacjonował dziennikarz Dariusz Kucharski, padły wówczas mocne słowa. I choć Witold Hejmanowski, Prokurator Rejonowy w Zduńskiej Woli, w swoim zawodowym życiu widział już wiele okrucieństwa, to kiedy wymieniał cierpienia, których doznał 6-letni chłopczyk, głos wyraźnie mu się łamał. „Super Express” przytaczał, że Daniel S. wielokrotnie popychał dziecko, uderzał w twarz i tułów, przypalał genitalia papierosami, kopał po całym ciele, a w dniu zbrodni popchnął Maksia, w wyniku czego upadł on głową na podłogę, a następnie uderzył go jeszcze pięścią w twarz, bardzo silnie kopnął, by na koniec podnieść dziecko za koszulkę na wysokość twarzy i z całych sił rzucić o ścianę. 6-latek nie przeżył tych tortur.

- Maksymilianowi nie dane było przeżyć szczęśliwego dzieciństwa, bo zamiast normalnego domu urządzono mu salę tortur i miejsce powolnego konania – mówił prokurator Witold Hejmanowski. - Przemoc przybierała postać niezwykle ciężkiej, bo jak inaczej nazwać przypalanie miejsc intymnych papierosami. Jak inaczej nazwać popychanie dziecka, które w efekcie uderza głową o podłogę? Jak inaczej nazwać obecność plam krwawych na oknach, na ścianach, jak nazwać inaczej zakrwawiony materac, który nasiąknął krwią nie świeżą, ale taką z kilkunastu, może kilkudziesięciu dni? Ciosy, które w dniu śmierci otrzymał ten chłopczyk były zadawane z taką siłą, że spowodowały przerwanie połączeń nerwowych w mózgu, spowodowały wylew krwi z mózgu do czaszki, stąd też słowa jednego z funkcjonariuszy policji, który był na miejscu znalezienia zwłok, a który powiedział, że głowa dziecka wyglądała tak, jakby nalano do niej wiadro wody – dodawał wstrząśnięty. To jednak nie było wszystko. - Tam były liczne sińce na nogach, na rękach, złamany bark, który nie był leczony. Miejsc na ciele, gdzie nie było siniaków, było niewiele. Jeden z funkcjonariuszy policji, który był na miejscu, był tak zszokowany widokiem, że musiał wziąć kilka dni wolnego i opiekę psychologa – podsumował prokurator., żądając dla oskarżonego kary dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po upływie co najmniej 35 lat odbywania kary. Dodatkowo wniesiono o pozbawienie Daniela S. praw publicznych na okres dziesięciu lat. Wobec matki Maksia zawnioskowano o dziewięć lat pozbawienia wolności. Adwokat mężczyzny poprosiła sąd w zasadzie tylko o to, by kara nie była bezwzględnym dożywociem. Podejrzany wydusił natomiast słowo „przepraszam”. – Chciałbym, żeby to się nie wydarzyło – powiedział na koniec.

Wyrok w tej sprawie zapadł dokładnie 6 listopada 2026 roku, a na sali uzasadnienie wysłuchiwał dziennikarz "Super Expressu", Dariusz Kucharski. Zgodnie z decyzją sądu, Daniela S. skazano na dożywotnie pozbawienie wolności. Ponadto zastrzeżono, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie mężczyzna może ubiegać się najwcześniej po 40 latach odsiadki. Matka zamordowanego chłopca, Paulina, usłyszała natomiast karę 9 lat i 6 miesięcy więzienia.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Katował i przypalał genitalia 6-letniego Maksia
Obsesje Psychopatów
Co można zrobić z własnym ciałem po śmierci? Najdziwniejsze pochówki świata | OBSESJE PSYCHOPATÓW

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI