Kazimiera Zaremba zaginęła podczas pielgrzymki. Ksiądz i uczestnicy ją zostawili. "Szukali tylko 30 minut"

Kazimiera Zaremba miała 79 lat, gdy zdecydowała się uczestniczyć w wycieczce do Wilna, organizowanej przez swoją parafię. Podczas pielgrzymki kobieta niespodziewanie zniknęła z zasięgu wzroku pozostałych uczestników i księdza. Szukano jej zaledwie przez trzydzieści minut, a później odpuszczono. Kamery monitoringu nagrały seniorkę, jak błąka się w środku nocy ulicami miasta, potem ślad po niej zaginął. Do dziś nie wiadomo, co stało się z panią Kazimierą, a jej rodzina jest zrozpaczona. Jak to możliwe, że nikt nie zainteresował się losem starszej kobiety?

Kazimiera Zaremba postanowiła wziąć udział w pielgrzymce do obcego kraju w 2012 roku. Wilno, stolica Litwy, miało być odskocznią od wycieczek po polskich miastach, w których często brała udział w przeszłości. Tym razem również nie chciała odpuścić, choć bliscy zwracali jej uwagę, że może to być trudna wyprawa w jej wieku. Miała bowiem 79 lat. Ale kobieta uparła się, była sprawna i aktywna, nie wymagała całodobowej opieki, była też w pełni sił fizycznych i psychicznych, zresztą nie jechała tam sama. Pielgrzymkę organizowała bowiem jej parafia, na której czele stał ksiądz Piotr Kotas – wikary z parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Bełchatowie. Pani Kazimiera traktowała go niemal jak syna, miała z nim świetny i regularny kontakt. Była przekonana, że pod jego opieką będzie mogła czuć się na wyjeździe bezpiecznie. Fakt, że jedzie z nią zaprzyjaźniony ksiądz, uspokajał też rodzinę. - Często ją odwiedzał, był u mamy nawet dzień przed wyjazdem do Wilna. Prosiliśmy, żeby została, bo to będzie dla niej męczące, jechać tak daleko autobusem. Nie słuchała nas, uparła się, że pojedzie - opowiadała „Onetowi” pani Barbara, córka kobiety.

Kazimiera Zaremba miała pokój ze współlokatorką. "Nagle wyznała, że chciałaby wrócić do domu"

Decyzja zapadła, Kazimiera nie zmieniła zdania i ruszyła do Wilna razem z pozostałymi uczestnikami wyjazdu. 28 września 2012 roku, w piątek, wyruszono autokarem z parkingu położonego przy kościele. Łącznie w pielgrzymce wzięło udział 55 osób. W planie był nocleg w jednym z hoteli w Augustowie, do którego uczestnicy dojechali po kilku godzinach jazdy z Bełchatowa. Kazimiera Zaremba otrzymała pokój ze współlokatorką, która w późniejszych zeznaniach twierdziła, że 79-latka w pewnym momencie zaczęła się „dziwnie zachowywać”. Miała mówić, że chciałaby jednak już wrócić do domu rodzinnego. Po krótkiej rozmowie kobiety poszły spać, bo następny dzień miał obfitować w liczne atrakcje.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

W sobotę, 29 września 2012 roku, parafianie dojechali na Litwę. Na miejscu dołączyła do nich przewodniczka, która miała opowiadać uczestnikom o zwiedzanych przez nich miejscach. Najpierw poszli do miasteczka o nazwie Troki, oddalonego o ponad 20 kilometrów od Wilna. Zaczęło się zwiedzanie: pielgrzymi zobaczyli między innymi zabytkowy zamek na jeziorze Galwe, a potem – na koniec – mieli odwiedzić kaplicę Matki Boskiej Ostrobramskiej na Starym Mieście w Wilnie. To właśnie tam rozegrały się kluczowe w tej historii wydarzenia.

Uczestnicy dotarli na miejsce w godzinach południowych. Akurat odbywała się tam msza święta, w której mieli wziąć udział. Kazimiera Zaremba usiadła z tyłu. Tuż przed jej zniknięciem miała zachowywać się zwyczajnie, nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na to, by coś było nie tak. Aktywnie uczestniczyła w nabożeństwie, ale tylko do czasu. Po zaledwie kilkunastu minutach miała wstać z miejsca i wyjść z kaplicy. Żaden z pielgrzymów za nią nie poszedł. Ludzie byli zajęci uczestniczeniem we mszy, zresztą zapewne nie sądzili, że kobieta odejdzie daleko – może uznali, że źle się poczuła? Niezależnie od powodów, zdumiewającym pozostaje fakt, że w takiej chwili pozostawiono 79-latkę samą sobie.

Dopiero około godziny 14:00, kiedy uczestnicy spotkali się na ustalonej wcześniej zbiórce, zorientowano się, że pani Kazimiera zniknęła. Świadkowie, którzy byli niedaleko niej podczas mszy, zeznali że wyszła z kaplicy, aby znaleźć najbliższą toaletę. Miała też mówić, że chce kupić na pamiątkę znaczki. Atmosfera zaczęła się zagęszczać, ale organizatorzy pielgrzymki czuli się bezradni: nie wiedzieli, jak mogliby się skontaktować z kobietą, nie mieli też jej zdjęcia, które mogliby pokazać przechodniom. W centrum Wilna, popularnego miasta turystycznego, w godzinach szczytu w sobotę były prawdziwe tłumy. Wypatrzenie pani Kazimiery wzrokiem należało więc do zadań niemożliwych do wykonania.

30 minut poszukiwań i kontynuowanie wycieczki. Doszło do zaniedbań ze strony organizatorów pielgrzymki? "To dorosła osoba"

Z perspektywy czasu to, co zdecydowano się zrobić, budzi jednak ogromny sprzeciw. Postanowiono bowiem, że wycieczka poczeka jakiś czas w miejscu, mając nadzieję, że 79-latka wróci sama. Ksiądz Piotr Kotas wykonał jeszcze telefon do pani Kazimiery, ale okazało się, że ta zostawiła komórkę w domu. Odebrała jej córka, która usłyszała wówczas, że mama zaginęła. Według medialnych doniesień, najwięcej miała zrobić przewodniczka, która poinformowała zaprzyjaźnionych pracowników turystycznych w mieście, by wypatrywali Kazimiery. Jednocześnie to ona zauważyła nietypowe zachowania seniorki, która w jej ocenie mogła nagle wykazywać problemy z pamięcią. Miała często oddalać się od grupy, mieć trudności w odnalezieniu miejsca zbiórek. Z drugiej strony, czy nie powinno to być sygnałem, że należy zwrócić na nią większą uwagę? Przewodniczka powiadomiła policję. Trzydzieści minut – tyle wystarczyło, by zapadła decyzja o kontynuowaniu zwiedzania. Ksiądz i pozostałe osoby ruszyły dalej, jak gdyby nigdy nic. Zwiedzali miasto, spali smacznie w hotelach, nie byli zainteresowani kontynuowaniem poszukiwań. Potem tłumaczono się, że sprawa została zgłoszona funkcjonariuszom i służby miały się tym zająć, więc co więcej mieli zrobić?

Czytaj także:  Marynarz Piotr Piela zaginął podczas wyprawy, zostały po nim tylko rzeczy. Pokój wciąż na niego czeka

- Tam nic nikogo nie obchodziło. Zaginęła, to zaginęła – mówiła po latach córka pani Kazimiery. - Od uczestników wycieczki słyszeliśmy, że powinna się trzymać grupy. Jeden powiedział, że do Wilna pojechali zwiedzać, a nie kogoś pilnować. Bo ja później chodziłam, pytałam. Wszyscy mówili, że wyszła po pocztówki i na tym kończyli – dodawała. Okazało się, że jeszcze tego samego dnia 79-latka pojawiła się na parkingu, gdzie wcześniej zatrzymał się autobus z Bełchatowa. Łapała za klamki pojazdów, próbowała odnaleźć grupę. Niewykluczone, że gdyby uczestnicy wycieczki poczekali na nią dłużej, udałoby się uniknąć tych dramatycznych wydarzeń. I choć różne są wersje o okresie oczekiwania na panią Kazimierę – jedna mówi o piętnastu minutach, druga o trzydziestu, a jeszcze inna o tym, że czekano dłużej – to słuszna i właściwa wydaje się tylko jedna odpowiedź: trzeba było czekać do skutku.

Informacja o zaginięciu została przekazana do Ambasady Polski na Litwie, której prędko udało się rozszerzyć skalę poszukiwań Kazimiery. Rodzina poszkodowanej mówiła w mediach, że to oni zawiadomili ambasadę, wbrew temu, co twierdzili organizatorzy pielgrzymki. Służby przeanalizowały nagrania z monitoringu, na których widać, jak pani Kazimiera w niedzielną noc, 30 września 2012 roku, około godziny 3:00, pojawiła się na jednej ze stacji benzynowych. Miejsce znajdowało się około sześć kilometrów od kaplicy, w której odbywała się msza święta. Nie wiadomo, jak tam dotarła. Miała na sobie płaszcz i okulary, w ręce trzymała niewielką torebkę.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Pracownicy stacji, którzy zostali potem przesłuchani, relacjonowali, że nie potrafili porozumieć się z kobietą z uwagi na barierę językową. Miała próbować kupić rumianek, ale nie był on dostępny. Oprócz tego, że pani Kazimiera nie znała języka, jednocześnie rzekomo nie wyglądała na przestraszoną czy zmartwioną, więc nie wzbudziła podejrzeń pracowników. To kolejny aspekt, który jest dość zaskakujący, bo przecież sama obecność osoby w podeszłym wieku na stacji benzynowej, próbującej kupić rumianek o tak późnej porze, powinna zapalić nad głową czerwoną lampkę. Nikt jednak nie zainteresował się losem kobiety.

Kamery monitoringu nagrały, jak seniorka błąka się po mieście. Kazimiery Zaremby nigdy nie odnaleziono

Kazimiera Zaremba opuściła stację i ruszyła w nieznanym kierunku. Inna kamera zarejestrowała ją dopiero po godzinie 9:00 rano, kiedy znajdowała się przy jednym z bloków mieszkalnych. Podeszła do dozorcy budynku, próbowała się z nim jakoś porozumieć, lecz znów przeszkodziła w tym bariera językowa. Turystka z Polski nie mogła dogadać się z obcokrajowcem, więc ostatecznie odeszła. Widać to wszystko na nagraniach z monitoringu, które zostały zabezpieczone przez służby. Mężczyzna zeznał, że być może kobieta chciała mu przekazać, że jest jej zimno. Co istotne w tym kontekście, na nagraniu 79-latka nie ma części swojej garderoby – jest bez płaszcza i okularów, brakuje też torebki. Czy została napadnięta i okradziona? A może zgubiła te rzeczy w jakiś sposób, zapomniała ich zabrać? Może doszło do nagłego pogorszenia jej stanu zdrowia? Są też inne pytania: dlaczego dozorca nie wezwał służb? Dlaczego w międzyczasie nikt nie zainteresował się losem seniorki, błąkającej się po ulicach Wilna w środku nocy? Nie wiadomo.

Zobacz również:  Mateusz udusił Gosię, poćwiartował i spalił ciało. Później opiekował się 2-letnim synem. "Jestem zwyrolem"

Ostatnie nagranie przedstawia panią Kazimierę na parkingu w pobliżu bloku – tego samego, przy którym rozmawiała z dozorcą. Widać, jak próbuje dostać się do jednego z zaparkowanych tam samochodów, jakby chciała się w nim schronić. Jednocześnie wygląda już na bardzo zdezorientowaną. Gdy nie udaje jej się otworzyć drzwi pojazdu, odchodzi. Później ślad się po niej urywa, na żadnej z następnych kamer nie udało się odnotować jej obecności.

W poszukiwania Kazimiery Zaremby na przestrzeni lat zaangażowanych było mnóstwo osób. Do funkcjonariuszy z Litwy dołączyli policjanci z Polski. Pojechała tam też rodzina – najpierw sama, później z dziennikarzami w towarzystwie kamer. Niestety, kobiety nigdy nie udało się odnaleźć. Równocześnie nie znaleziono żadnych zwłok, które mogłyby należeć do seniorki, co może potwierdzać teorię rodziny, że pani Kazimiera nadal żyje. Być może ktoś udzielił jej pomocy. Jeśli jednak by tak było, czemu nie zgłosił sprawy na policję? Wizerunek kobiety był i nadal jest udostępniany w polskich oraz zagranicznych mediach. To praktycznie niemożliwe, by ewentualny anioł stróż seniorki tego nie zauważył. Jednocześnie brak odnalezienia ciała czy innych, niezidentyfikowanych przez litewskie służby osób, daje nadzieję rodzinie pani Kazimiery.

Bliscy 79-latki mają żal do księdza Piotra Kotasa, że – ich zdaniem – zbagatelizował sprawę. Duchowny nie ma sobie jednak nic do zarzucenia. W rozmowach z dziennikarzami mówił, że zrobił wszystko, co było w jego mocy, żeby odszukać Kazimierę. - Zawiadomiliśmy policję litewską i ambasadę – wyliczał. Rodzina seniorki twierdzi, że nie usłyszeli od niego nawet zwykłego „przepraszam”, że nie przyjechał się wytłumaczyć czy choćby porozmawiać, mimo że wcześniej był im oraz przede wszystkim pani Kazimierze bliską osobą. - Dowiedziałam się, że uczy w szkole i poszłam do niego. Rozmawiał ze mną uśmiechnięty, jakby nic się nie stało. Jeszcze mi pokazał zdjęcie, jakie sobie zrobił wtedy z mamą - wspominała w rozmowie z „Onetem” córka Kazimiery.

Ksiądz Piotr Kotas nie usłyszał żadnych zarzutów. Zdaniem służb, nie doszło do zaniechania, a prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, ponieważ kobieta była osobą dorosła, w pełni świadomą swoich czynów i zachowań. Nikt nie poniósł konsekwencji zaginięcia parafianki. Duchowny został niedługo później przeniesiony do innej parafii, gdzie został proboszczem.

Rodzina nie traci nadziei, ale wszystko wskazuje na to, że nie poznamy prawdy. Teorie spiskowe w internecie

Kazimiera Zaremba w 2026 roku miałaby ponad 90 lat. Policja jest w posiadaniu DNA kobiety i porównuje je z innymi osobami, których tożsamość jest niezidentyfikowana. Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, nadal nieznany był los seniorki. W programie „Uwaga! TVN” córka pani Kazimiery mówiła, że wersja śledczych jest taka, że ktoś faktycznie mógł przyjąć ją pod swój dach. Dlaczego jednak nie zgłosił się na policję? - Myślę o tym codziennie, przecież to moja mama. Dopóki nie wiemy, co się stało, mamy nadzieję. Chcielibyśmy się w końcu dowiedzieć czegoś nowego. Nie mogę uwierzyć, że przez tyle lat nikogo nie ruszyło sumienie. Może w końcu ktoś coś napisze, zadzwoni. Chociaż anonimowo - mówiła kilka lat temu pani Barbara. Bliscy nie chcą dopuszczać do siebie czarnych myśli i mrocznych teorii kryminalnych, które krążą na temat sprawy w internecie.

Jeżeli posiadasz jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu Kazimiery Zaremby, albo wiesz, co mogło się jej przytrafić, niezwłocznie skontaktuj się z najbliższą komendą policji.

Sonda
Czy odpowiadasz na apele o pomoc w poszukiwaniach?
Pokój Zbrodni - Kazimiera Zaremba

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki