Sebastian M. jest oskarżony o to, że we wrześniu 2023 roku doprowadził do wypadku na autostradzie A1, w wyniku którego zginęła trzyosobowa rodzina: Martyna, Patryk oraz ich 5-letni syn, Oliwier. Mężczyzna miał zdaniem śledczych znacząco przekroczyć dozwoloną na tamtym odcinku drogi prędkość: z ekspertyzy biegłych wynika, że jego BMW pędziło z prędkością od 315 do nawet 329 kilometrów na godzinę, stwarzając tym samym ogromne zagrożenie dla ruchu drogowego. Prokuratura uważa, że podczas jazdy Sebastian M. zahaczył swoim autem o samochód osobowy marki Kia, którym podróżowała rodzina z Myszkowa, i spowodował, że pojazd uderzył w bariery, a następnie zajął się ogniem. Miał też nie podjąć próby ratunku poszkodowanych, którzy spłonęli żywcem w samochodzie. Później sprawca uciekł za granicę, a proces ekstradycji do Polski ciągnął się miesiącami. Proces w końcu ruszył i dziś wzbudza wielkie emocje w całym kraju.
Czytaj także: Mowy końcowe w procesie Sebastiana M.! Zapłakana mama ofiary wybiegła z sali, gdy oskarżony to powiedział
Wyrok w tej sprawie ma zapaść dokładnie 21 października 2026 roku, co zostało zapowiedziane przez sąd na ostatniej rozprawie. Sebastianowi M. grozi do 8 lat więzienia. Ale dlaczego tylko tyle? To jedno z najczęściej zadawanych pytań, zwłaszcza po tym, jak Łukasz Żak, pirat drogowy z Warszawy, usłyszał wyrok 20 lat więzienia. W wyniku jego działań zginęła jedna osoba, tutaj ofiar mamy więcej. Skąd ta rozbieżność? Jeden z ekspertów postanowił podjąć się odpowiedzi, a ona nie spodoba się wielu osobom.
Jak tłumaczy adwokat Karolina Pilawska z kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną", różnica wynika przede wszystkim z kwalifikacji prawnej czynów i okoliczności przewidzianych w Kodeksie karnym. "Podstawą odpowiedzialności za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym jest art. 177 § 2 Kodeksu karnego. W przypadku czynu zarzucanego Sebastianowi M. przepis ten przewiduje karę od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Wypadek drogowy jest przestępstwem nieumyślnym co do skutku. Oznacza to, że kierowca może świadomie naruszać przepisy ruchu drogowego, ale nie zamierza doprowadzić do śmierci innej osoby ani nie godzi się na taki rezultat", przytacza serwis. Co to oznacza w praktyce? Szczegóły poniżej.
Liczba ofiar i skrajnie wysoka prędkość nie powodują podwyższenia kary. "Wiele osób to zaskakuje"
Ekspertka wyjaśnia, że sama liczba ofiar czy wysoka prędkość nie powodują automatycznego podwyższenia ustawowego zagrożenia karą, co może być dla wielu osób zaskakujące. Ta górna granica pozostaje sztywna niemal niezależnie od okoliczności zdarzenia.
- Nie podnosi jej ani prędkość, ani liczba ofiar. Kierowca, który w terenie zabudowanym potrąci pieszego na pasach i kierowca, który przy trzystu kilometrach na godzinę zabije całą rodzinę, odpowiadają z tego samego przepisu. Okoliczności przesądzą o tym, w którym miejscu widełek sąd umieści karę. Samych widełek nie przesuną – mówi Karolina Pilawska w "DGP".
Zobacz również: Rodzinę ofiar wypadku na A1 aż wryło, gdy Sebastian M. zabrał głos. "Nie zawieziecie wnuka do przedszkola"
Dotyczy to podstawowej kwalifikacji z art. 177 § 2 k.k. W określonych sytuacjach inne przepisy przewidują surowszą odpowiedzialność. W przypadku Łukasza Żaka, pojawiły się dodatkowe okoliczności: jazda pod wpływem alkoholu, ucieczka z miejsca zdarzenia i poruszanie się pojazdem mimo czterech prawomocnych zakazów i działanie w warunkach recydywy. To podwyższa maksymalny wymiar kary do 20 lat pozbawienia wolności, dlatego takowy otrzymał.
"Ale Sebastian M. też uciekł" - ktoś mógłby powiedzieć. Tyle że jego wyjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich nie został zakwalifikowany jako klasyczna ucieczka, bo nastąpił później. Mało tego, nawet jeśli dostanie 8 lat, to teoretycznie może wyjść z więzienia szybciej, jeśli sąd nie zaostrzy zasad ewentualnego warunkowego przedterminowego zwolnienia. To pozostaje kwestią nierozstrzygniętą, póki nie znamy ostatecznego wyroku.
Zmiana prawa jest konieczna? Ludzie mówią o "zabójstwie drogowym", eksperci nie są przekonani
W sprawie Sebastiana M., ale też przy wielu innych podobnych historiach, regularnie podnoszony jest temat zmiany kwalifikacji prawnej czynów o takim charakterze. - Jeśli chcesz kogoś zabić, użyj do tego samochodu. Wtedy dostaniesz niski wyrok - wskazują sarkastycznie ludzie, oburzeni tym, że śmierć na drodze spowodowana przez pirata drogowego nie jest traktowana tak surowo, jak klasyczne morderstwo. Czy potrzebujemy osobnej kwalifikacji "zabójstwa drogowego"? Eksperci wskazują na problem braku spójności systemu kar w Polsce. Dla przykładu, we Włoszech taka kwalifikacja funkcjonuje od dziesięciu lat.
- W określonych przypadkach, gdy w zdarzeniu zginie więcej niż jedna osoba, kara może tam wynieść do 18 lat więzienia - wskazuje "Dziennik Gazeta Prawna". Ale Karolina Pilawska jest sceptycznie do tego pomysłu nastawiona. - Polski ustawodawca już poszedł w podobnym kierunku, tylko inną drogą. Zamiast tworzyć nowy typ zabójstwa, zaostrzył przepisy o wypadku. Za śmiertelny wypadek po alkoholu albo z ucieczką grozi dziś do dwudziestu lat, a dla przypadków naprawdę skrajnych pozostaje art. 148 i zamiar ewentualny. Brakowało jednego: odpowiedzi na brawurę trzeźwego kierowcy – ocenia.
Niestety, w przypadku Sebastiana M. do zaostrzenia kary nie dojdzie, bo sąd jest związany granicami odpowiedzialności karnej, przewidzianymi przez ustawodawcę dla zarzucanego czynu. Pozostaje liczyć na to, że w przyszłości, przy podobnych historiach, odpowiedzialność będzie większa i stanie się jednocześnie przestrogą dla nierozważnych (delikatnie mówiąc) kierowców.