Wydarzenia, które zaprowadziły mężczyznę na ławę oskarżonych, rozegrały się wczesnym rankiem, 29 czerwca 2025 roku. Kamil K. wspólnie z kilkorgiem znajomych najpierw spożywał alkohol na terenie Zamku Książąt Mazowieckich, a później impreza przeniosła się na Stary Rynek, czyli miejscowy targ. Tam Kamil K. sprowokował kłótnię z jednym z kolegów, Maciejem R., w wyniku czego ten drugi w obawie o swoje bezpieczeństwo zaczął uciekać przed agresywnym znajomym. Akurat los chciał, że w pobliżu przechodził starszy mężczyzna, Franciszek N. Gdy 29-latek tylko go zobaczył, swoją złość wyładował na nim. Podbiegł do niego i z wyskoku kopnął w klatkę piersiową. Senior próbował się zasłonić niesioną przez siebie skrzynką na owoce, ale kolejne kopnięcie obaliło go na ziemię. Gdy już leżał, Kamil K. bez opamiętania zaczął go kopać po głowie. Wszystko trwało nieco ponad 30 sekund. Tyle wystarczyło, by pan Franciszek nie przeżył.
Czytaj także: W pół minuty śmiertelnie skatował pana Franciszka. Przerażające wideo z ataku. "Oskarżonego trzeba wyeliminować"
Na ratunek seniorowi ruszyli towarzysze agresora. Jedna z młodych kobiet odgoniła go i zadzwoniła pod numer alarmowy. Kamil K. uciekł, a nieprzytomny pan Franciszek trafił do szpitala. Już nigdy się nie wybudził. Zmarł w wyniku odniesionych obrażeń 16 września. Jego oprawca został zatrzymany niedługo po zdarzeniu, usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, a w styczniu 2026 roku roku rozpoczął się jego proces. W jego trakcie Kamil K. przyznał się do winy. Nie potrafił logicznie wytłumaczyć, dlaczego swoją agresję wyładował na postronnym człowieku. - Przepraszam rodzinę zmarłego. Nie chciałem, żeby do tego doszło – stwierdził.
Prokuratura żądała 30 lat więzienia, ale sąd zdecydował inaczej. "Nie dążył bezpośrednio do morderstwa"
W środę, 26 września, Kamil K. usłyszał wyrok. Choć prokuratura żądała dla niego 30 lat więzienia, sąd wymierzył mu karę o 10 lat mniejszą, uznając, że sprawca działał z tzw. zamiarem ewentualnym, co w języku prawniczym oznacza, iż swoim działaniem nie dążył bezpośrednio do morderstwa, ale się na nie godził.
- Prokurator w mowie końcowej wskazywał, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim zabójstwa – mówiła sędzia Nadia Kołacińska - Sumińska. - Nie ulega wątpliwości, że zamiar bezpośredni sąd może ustalić wówczas, gdy sprawca chce zabić ofiarę. W niniejszej sprawie okoliczności zdarzenia nie pozwalają na przyjęcie ustaleń, by sprawca działał z zamiarem bezpośrednim. Oskarżony nie groził pokrzywdzonemu, nie łączyła go z nim żadna relacja. Dlatego zdaniem sądu działał z zamiarem ewentualnym. Sąd orzekł wobec oskarżonego karę 20 lat pozbawienia wolności, na co złożyło się kilka okoliczności. Ofiarą oskarżonego padł przypadkowy człowiek. Jako okoliczność obciążającą sąd wziął pod uwagę to, że oskarżony jest osobą wielokrotnie karaną, a pobyty w jednostkach penitencjarnych nic go nie nauczyły. Sąd wziął pod uwagę jednak również okoliczności łagodzące. Po pierwsze jest to fakt, że sąd przyjął, iż było to zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Po drugie oskarżony ma stwierdzoną osobowość nieprawidłową, ma zaburzenia adaptacyjne, jest osobą uzależnioną - dodawała w uzasadnieniu.
Wyrok sądu jest na razie nieprawomocny. Prokuratura już zapowiedziała złożenie wniosku o uzasadnienie orzeczenia na piśmie, a po zapoznaniu się z nim, wniesienie ewentualnej apelacji.