Sebastian M. jest oskarżony o to, że we wrześniu 2023 roku doprowadził do wypadku na autostradzie A1, w wyniku którego zginęła trzyosobowa rodzina: Martyna, Patryk oraz ich 5-letni syn, Oliwier. Mężczyzna miał zdaniem śledczych znacząco przekroczyć dozwoloną na tamtym odcinku drogi prędkość: poruszał się sportowym BMW ponad 250 kilometrów na godzinę. Niektórzy eksperci wskazywali, że mogło to być nawet ponad 300 km / h, stwarzając tym samym zagrożenie dla ruchu drogowego. Prokuratura uważa, że podczas jazdy uderzył w samochód osobowy marki Kia, którym podróżowała rodzina z Myszkowa, i spowodował, że pojazd uderzył w bariery, a następnie zajął się ogniem. Miał też nie podjąć próby ratunku poszkodowanych, którzy spłonęli żywcem w samochodzie. Później sprawca uciekł za granicę, a proces ekstradycji do Polski ciągnął się miesiącami. Proces w końcu ruszył i dziś wzbudza wielkie emocje w całym kraju.
Czytaj także: Sebastian M. i jego siostra wybuchli śmiechem, sąd wybałuszył oczy! Ostra reakcja. "Zniszczyli nam życie"
Wątek, który budził do tej pory największe kontrowersje, czyli prędkość, z jaką poruszało się auto Sebastiana M. po drodze, właśnie został rozwinięty. Podczas rozprawy, która odbyła się we wrześniu 2026 roku, biegli powiedzieli wprost, że ekspertyza wykazała szybkość pojazdu feralnego dnia na poziomie od 315 do nawet 329 kilometrów na godzinę. Gdy liczba padła na sali sądowej, wiele osób aż oniemiało. - Nie spotkaliśmy się wcześniej z takimi prędkościami na drodze - stwierdził jeden z biegłych.
Jak podkreślają specjaliści, to prędkość, z jaką rozpędzają się na pasach startowych samoloty! Popularne maszyny rejsowe sięgają wówczas prędkości około 250-270 km/h, a szerokokadłubowce nawet 300 km/h. To wciąż mniej, niż pędził po autostradzie samochodem Sebastian M. - jak uważają biegli. Oczywiście oskarżony oraz jego obrona poddają w wątpliwość przedstawione dane.
Sebastian M. odpiera zarzuty, obrona kontratakuje. Sąd szykuje się do wydania wyroku
Sebastian M. właściwie od samego początku twierdzi, że prędkość, z jaką się poruszał autem, była znacznie niższa od tej wskazywanej przez ekspertów. Jednocześnie wiele razy zmieniał wartość, którą podawał w sądzie. Obrona w ramach kontrataku zleciła przygotowanie odrębnej, niezależnej opinii, tylko że wykonanej na polecenie prywatne, więc niezbyt wiarygodnej w oczach wymiaru sprawiedliwości. Mecenas oskarżonego próbuje podważyć między innymi metodologię prowadzonych badań, lecz na razie wszystko wskazuje na to, że sąd weźmie pod uwagę analizę biegłych, która miażdży linię obrony Sebastiana M.
Proces, który ruszył jesienią ubiegłego roku, powoli zmierza do końca. Czekają nas jeszcze na pewno mowy końcowe, a później werdykt. Sebastianowi M. za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi do 8 lat więzienia.