To miały być beztroskie wakacje. Około południa Wojtek przemierzał hulajnogą drogi w pobliżu miejsca swojego zamieszkania. Z rodzinnej miejscowości, pojechał w stronę pobliskiego Sypienia. Gdy zbliżał się do łuku jezdni nie dostrzegł zbliżającego się z naprzeciwka kombajnu. Być może zasłoniły go stojące obok drzewa. Maszyna rolnicza jechała z zamontowanym tzw. hederem, czyli urządzeniem do koszenia zboża. Jeżdżenie z nim po drogach publicznych jest w Polsce zakazane.
Chłopiec dostrzegł pojazd w ostatniej chwili i próbował desperacko hamować, o czym świadczą widniejące na asfalcie ślady. Niestety było już za późno. Uderzył w kombajn i padł na ziemię.
Czytaj też: 11-latek na hulajnodze zginął pod kołami kombajnu. Śledczy wskazali winnego, nie mają wątpliwości
Na miejsce wezwano pogotowie i strażaków z pobliskich jednostek. Niedługo potem w pobliżu lądował helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Rozpoczęła się dramatyczna walka o życie Wojtka. Niestety mimo reanimacji, nie udało się go uratować.
Jeszcze tego samego dnia odbyły się szczegółowe oględziny miejsca tragedii. Po nich prokurator zdecydował o zatrzymaniu 48-letniego kierowcy kombajnu.
- Jeszcze tego samego dnia dokonano oględzin z udziałem biegłego z zakresu ruchu drogowego - mówi Paweł Jasiak rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - W jego opinii kombajn w ogóle nie powinien poruszać się wąską drogą, na której doszło do wypadku, poza tym pojazd miał nieprawidłowo rozłożone urządzenia, co również mogło przyczynić się do tragedii.
Śledczy zdecydowali o przedstawieniu mu zarzutu spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.