Łódzkie: Podstępem zwabił koleżankę siostry
Było czwartkowe popołudnie, 9 czerwca 2016 roku. Ola, uczennica Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II przy ul. Kaliskiej w Goszczanowie, podobnie jak większość jej rówieśników, myślała już o zbliżających się wielkimi krokami wakacjach. W tym samym budynku mieściło się wtedy gimnazjum, do którego uczęszczał Piotr B. Chłopak po przedwczesnej śmierci swojego ojca, zaczął sprawiać problemy wychowawcze. Gorzej się uczył, potrzebował pomocy psychologa i pedagoga, źle odnosił się do swojej matki. Ale tego dnia, kiedy kończyły lekcje, nikt nie przypuszczał, że niedługo potem 14-latek zamieni się w oprawcę i w oddalonej o kilka kilometrów nieczynnej żwirowni zgotuje swojej znajomej piekło.
Oboje wychowywali się w pobliskim Sokołowie, mieszkali niedaleko siebie i często razem jeździli do szkoły. Ola nie miała więc powodów, by się obawiać starszego kolegi, tym bardziej, że często bywała w jego domu, by odwiedzać swoją przyjaciółkę. Dlatego, gdy po skończonych lekcjach zaproponował jej przejażdżkę rowerową, chętnie się na nią zgodziła. - Moja siostra chciała się z tobą spotkać. Czeka na nas tu niedaleko - zagaił do dziewczynki. - Super! - ucieszyła się.
Ola przeżyła, bo udawała martwą
Wsiedli na rowery i ruszyli przed siebie. Podróż minęła spokojnie. Już na miejscu okazało się, że nikogo poza nimi nie ma, a on sam zaczął realizować wymyślony wcześniej swój zbrodniczy plan. Zrzucił Olę z roweru, zaciągnął w zarośla. Tam przez niemal godzinę znęcał się nad nią, niczym kat stosujący najbardziej wymyślne tortury. Bił ją po całym ciele, uderzał kamieniem w głowę, skakał po niej, pociął jej twarz i ręce potłuczoną butelką, dusił sznurkiem, przejechał kilka razy po dziewczynce rowerem. Potwornie skatowana 10-latka zachowała resztki przytomności i w pewnym momencie zaczęła udawać martwą. Po kilkudziesięciu minutach zadawania fizycznego bólu, Piotr B. uznał, że zakończył swoje dzieło, wsiadł na rower i wrócił do domu. Tam zachowywał się, jak zwykły nastolatek po powrocie z krótkiej wycieczki.
Tymczasem Aleksandra ostatkiem sił dotarła do swoich rodzinnych zabudowań. Okaleczona, sponiewierana i obolała zdołała tylko wyszeptać rodzicom, kto był jej oprawcą, po czym nieprzytomna osunęła się na ziemię. Wezwani na miejsce ratownicy medyczni zdecydowali o przetransportowaniu dziewczynki do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, gdzie na Oddziale Intensywnej Terapii lekarze wprowadzili ją w stan śpiączki farmakologicznej. Ola miała pękniętą czaszkę, wiele ran ciętych i obrażeń wewnętrznych, uraz oka, który groził ślepotą.
Szybkie zatrzymanie i szok wśród mieszkańców
Piotr B. został zatrzymany przez policjantów jeszcze tego samego dnia. Nie okazywał żadnych emocji. - On chciał ją zabić. Wszystko zaplanował i dobrze się przygotował -mówiła mama Oli kilka dni po zdarzeniu, kiedy jej córka odzyskała już przytomność. Mieszkańcy Sokołowa byli wstrząśnięci. - Co mu strzeliło do głowy? Pewnie się czegoś naćpał - komentowali.
W jego organizmie śledczy nie wykryli jednak ani alkoholu, ani śladów narkotyków. Piotr B. zaraz po zatrzymaniu trafił do ośrodka dla nieletnich w Konstantynowie Łódzkim, a niemal rok później decyzją Wydziału Rodzinnego Sądu Rejonowego w Sieradzu został umieszczony w poprawczaku. Miał tam przebywać do ukończenia 21 lat, co nastąpiło w 2023 roku. Ola dziś mieszka w Łodzi.
Galeria ze zdjęciami: 10-letnia Ola przeżyła tortury zadawane przez 14-latka, bo udawała martwą