42-latek zatrzymany. Wcześniej wtargnął do łódzkiej fabryki Gillette i oddał strzały

2026-04-01 17:27

W środę rano w łódzkiej fabryce Gillette doszło do dramatycznych wydarzeń. 42-letni mężczyzna, były pracownik zakładu, wtargnął na teren firmy i oddał strzały w kierunku swojego dawnego przełożonego. Na miejsce natychmiast wezwano służby, a z terenu zakładu ewakuowano około 400 pracowników.

Zatrzymanie napastnika z Łodzi

- Około 10 minut temu policjanci dokonali zatrzymania napastnika, który zabarykadował się w fabryce Gillette w Łodzi - przekazała o 17:25  "Super Expressowi" Oficer Prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Łodzi asp. Kamila Sowińska.

Rzecznik przekazała również, że w zdarzeniu nie ma osób poszkodowanych, a sam proces pojmowania napastnika trwał tak długo bo trwały negocjacje policyjne z uzbrojonym mężczyzną. 

- Mężczyzna nie był agresywny. Negocjacje były bardzo trudne - przekazała Radiu Eska Edyta Machnik z łódzkiej policji.

- W dniu jutrzejszym mężczyzna usłyszy w prokuraturze zarzut usiłowania zabójstwa. Napastnik próbował postrzelić innego mężczyznę. Mężczyzna nie był wcześniej karany, nie miał też pozwolenia na broń, natomiast co do samej zabezpieczonej broni będzie powołany biegły z zakresu balistyki, który oceni czy ten konkretny przedmiot spełniał warunki broni palnej w rozumieniu ustawy - powiedział Paweł Jasiak z łódzkiej prokuratury podczas konferencji prasowej. 

Wszedł z bronią do fabryki w Łodzi 

W środę około godziny 7 rano 42-letni mężczyzna pojawił się w łódzkim zakładzie przy ul. Nowy Józefów. Był w nim w przeszłości zatrudniony. Napastnik wszedł do biura i prawdopodobnie dwu- lub trzykrotnie strzelił z broni w kierunku swojego byłego przełożonego.

Na miejsce natychmiast wezwano służby, a z terenu fabryki ewakuowano łącznie około 400 pracowników. 

Do fabryki dotarli kontrterroryści z Łodzi, Poznania i Warszawy. Ściągnięto też sprzęt do zagłuszania i drony. 42-latek został zlokalizowany na terenie przylegającym do zakładów i rozpoczęto z nim negocjacje. 

- Z tego co wiemy, mężczyzna nie miał pozwolenia na broń - przekazała w rozmowie z Radiem Eska Marta Stachowiak-Klimaszewska z Prokuratury Rejonowej Łódź - Polesie.

Mężczyzna przepracował w firmie łącznie 14 lat - pracę zakończył pod koniec 2024 roku. Nie wiadomo, jakie były motywy jego postępowania i czy był nim zatarg z byłym szefem; nie jest też jasne, w jaki sposób dostał się do firmy i wyposażony w broń pokonał kontrolę prowadzoną przy wejściu na teren zakładu. To wszystko ma wyjaśnić prowadzone śledztwo policji i działania prokuratury.

Strzały w łódzkiej fabryce, 400 osób ewakuowanych. Trwa obława:

Strzały we Wrocławiu. Dwie osoby nie żyją. Byliśmy na miejscu tragedii

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki