Zatrzymanie napastnika z Łodzi
- Około 10 minut temu policjanci dokonali zatrzymania napastnika, który zabarykadował się w fabryce Gillette w Łodzi - przekazała o 17:25 "Super Expressowi" Oficer Prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Łodzi asp. Kamila Sowińska.
Rzecznik przekazała również, że w zdarzeniu nie ma osób poszkodowanych, a sam proces pojmowania napastnika trwał tak długo bo trwały negocjacje policyjne z uzbrojonym mężczyzną.
- Mężczyzna nie był agresywny. Negocjacje były bardzo trudne - przekazała Radiu Eska Edyta Machnik z łódzkiej policji.
- W dniu jutrzejszym mężczyzna usłyszy w prokuraturze zarzut usiłowania zabójstwa. Napastnik próbował postrzelić innego mężczyznę. Mężczyzna nie był wcześniej karany, nie miał też pozwolenia na broń, natomiast co do samej zabezpieczonej broni będzie powołany biegły z zakresu balistyki, który oceni czy ten konkretny przedmiot spełniał warunki broni palnej w rozumieniu ustawy - powiedział Paweł Jasiak z łódzkiej prokuratury podczas konferencji prasowej.
Wszedł z bronią do fabryki w Łodzi
W środę około godziny 7 rano 42-letni mężczyzna pojawił się w łódzkim zakładzie przy ul. Nowy Józefów. Był w nim w przeszłości zatrudniony. Napastnik wszedł do biura i prawdopodobnie dwu- lub trzykrotnie strzelił z broni w kierunku swojego byłego przełożonego.
Na miejsce natychmiast wezwano służby, a z terenu fabryki ewakuowano łącznie około 400 pracowników.
Do fabryki dotarli kontrterroryści z Łodzi, Poznania i Warszawy. Ściągnięto też sprzęt do zagłuszania i drony. 42-latek został zlokalizowany na terenie przylegającym do zakładów i rozpoczęto z nim negocjacje.
- Z tego co wiemy, mężczyzna nie miał pozwolenia na broń - przekazała w rozmowie z Radiem Eska Marta Stachowiak-Klimaszewska z Prokuratury Rejonowej Łódź - Polesie.
Mężczyzna przepracował w firmie łącznie 14 lat - pracę zakończył pod koniec 2024 roku. Nie wiadomo, jakie były motywy jego postępowania i czy był nim zatarg z byłym szefem; nie jest też jasne, w jaki sposób dostał się do firmy i wyposażony w broń pokonał kontrolę prowadzoną przy wejściu na teren zakładu. To wszystko ma wyjaśnić prowadzone śledztwo policji i działania prokuratury.
Strzały w łódzkiej fabryce, 400 osób ewakuowanych. Trwa obława: