O nowych ustaleniach w sprawie "króla dopalaczy" po latach napisaliśmy jako pierwsi. Dawid Bratko, jak się okazało, nigdy nie trafił bowiem do więzienia, mimo prawomocnego wyroku, który zapadł 20 marca 2023 roku. Zgodnie z decyzją, mężczyźnie zaostrzono wówczas pierwotną karę więzienia z 3,5 roku do 4 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności. W pozostałej części sąd utrzymał wyrok w mocy. Dlaczego więc "król dopalaczy" pozostaje na wolności? W odpowiedzi na nasze pytania, przesłane do rzecznika prasowego drogą mailową, otrzymaliśmy odpowiedź, że Dawid Bratko nie stawił się do odbycia kary. - Wyjaśniam, że postanowieniem z 16 maja 2024 roku Sąd Okręgowy w Łodzi zarządził poszukiwania listem gończym skazanego Dawida B., z uwagi na fakt, iż skazany nie zgłosił się do odbycia kary pozbawienia wolności i w wyniku przeprowadzonych czynności nie doprowadzono do jego zatrzymania - napisał SSO Grzegorz Gała, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi.
List gończy pojawił się na stronie polskiej policji, z datą 29 stycznia 2026 roku, czyli niemal trzy lata od prawomocnego wyroku i nieco ponad półtora roku od zarządzenia poszukiwania listem gończym skazanego. Nie wiadomo, czy dopiero wtedy nastąpiła publikacja, czy być może została odświeżona na stronie, stąd tak "późna" data. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że działania próbowano podejmować "po cichu", ponieważ na próżno szukać w mediach oficjalnych komunikatów o "królu dopalaczy". Praktycznie nikt nie informował ani o prawomocnym wyroku, ani o fakcie, że Dawid Bratko jest na wolności i nigdy nie trafił do więzienia. Zrobiliśmy to my, jako pierwsi, po latach od tych wydarzeń.
Czytaj także: Dawid Bratko na wolności! "Król dopalaczy" nigdy nie trafił do więzienia. Wystawiono za nim list gończy
Wcześniej, w toku postępowania, sąd odrzucił wniosek prokuratury o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec Dawida Bratko. Pełnomocnik mężczyzny, mec. Bronisław Muszyński, przekazywał w 2010 roku, że nie podzielono obaw prokuratury, co do wysokości kary i obawy matactwa. Najwyraźniej nie spodziewano się też ewentualnej ucieczki podejrzanego. A jednak, jak już wiemy, uciekł i jest teraz ścigany.
Podstawą poszukiwań, którą wskazano na stronie policji, jest art. 165 § 1 pkt 1, czyli "sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach poprzez powodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub szerzenie się choroby zakaźnej albo zarazy zwierzęcej lub roślinnej". Cechy zamieszczone w rysopisie to krępa (muskularna) sylwetka, blizna na plecach, proste i krótkie włosy, ciemny blond, uczesanie z przedziałkiem. Do tego pełne uzębienie, średnie wargi, uszy "normalne, średnie", prostolinijny nos, tatuaż(e) na łydkach, oczy "normalnie osadzone", średnie czoło, owalna twarz i blada cela. Wzrost 181-185 cm, kolor oczu: jasne. Więcej poniżej.
Dawid Bratko stworzył imperium na granicy prawa. O "królu dopalaczy" było głośno w całej Polsce, teraz powstaje na tej kanwie film
Dawid Bratko urodził i wychowywał się w Łodzi. Skończył jedno z tamtejszych liceów, a później zatrudnił się jako barman, zbierając doświadczenia zarówno w Polsce, jak i za granicą: między innymi w Wielkiej Brytanii, Edynburgu czy Londynie. Po raz pierwszy zetknął się z dopalaczami właśnie poza granicami naszego kraju, ale wtedy jeszcze nie myślał, by stworzyć podobny biznes. Zamiast tego, wrócił do Łodzi, gdzie założył firmę świadczącą usługi marketingowe. Nie był jednak zadowolony z tego, w którym kierunku szła działalność: biznes nie rozwijał się tak, jak tego oczekiwał, i nie przynosił specjalnych zysków. Wtedy zapadła decyzja, by ruszyć z „dopalaczowym imperium”. Pierwszy „Smart Shop” powstał przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Dawid Bratko miał wtedy zaledwie 23 lata. Najpierw kupował asortyment w internecie, później sprowadzał towar z zagranicy. W kulminacyjnym momencie sieć punktów sprzedaży liczyła aż 127 sklepów w całej Polsce, a sam pomysłodawca stał się niemal celebrytą, udzielającym wywiadów i występującym w mediach.
Dziś wiemy, że wykorzystano lukę w zapisach ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, bo środki używane do produkcji dopalaczy nie znajdowały się na listach substancji zakazanych. Przez długi czas traktowano je jako legalne również dlatego, że sprzedawcy przedstawiali je jako produkty kolekcjonerskie lub artykuły chemiczne. W praktyce ich celem było wywołanie efektu narkotycznego. Sprawą zainteresowały się służby, kiedy w kraju wzrosła liczba przypadków zatruć, a nawet zgonów, które przedstawiano jako konsekwencje zażywania tych środków.
Dawid Bratko uważał wówczas, że to nagonka na jego firmę, a on sam określał siebie jako zwykłego, normalnego biznesmena. Nigdy nie przyznał się do winy, choć jednocześnie nazywał swoich klientów "debilami". W 2009 roku Sejm znowelizował ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii, która doprowadziła do zamknięcia „Smart Shopów” w Polsce. W październiku 2010 roku kilkuset inspektorów sanitarnych w towarzystwie trzech tysięcy policjantów, zamknęło ponad 1100 punktów handlujących dopalaczami całym kraju.
Dziś sprawa Dawida Bratki powraca za sprawą filmu pt. „Król dopalaczy”, który trafił do kin w marcu 2026 roku. Warto doprecyzować, że to tylko inspiracja, a nie dokument. Najciekawsze scenariusze pisze jednak życie, co udowadnia faktyczna, nadal tocząca się historia "biznesmena".