- Aktywistki z Fundacji Tara pojawiły się na końskim targu w Pajęcznie, aby zarejestrować koszmarne realia, w jakich przebywają tamtejsze zwierzęta.
- Wolontariuszki odnotowały szereg sytuacji świadczących o znęcaniu się nad zwierzętami, takich jak okładanie koni batogiem czy przewożenie chorych osobników.
- Organizacja apeluje do innych stowarzyszeń o zjednoczenie sił. Wspólne monitorowanie wydarzeń w Pajęcznie ma doprowadzić do prawnego zakazu rzezi koni.
Dramat na targu w Pajęcznie. Scarlett Carmen Szyłogalis alarmuje o agresji handlarzy
Szefowa Schroniska dla koni TARA, Scarlett Carmen Szyłogalis, przedstawiła wstrząsającą relację z targu w Pajęcznie. Zaledwie po przekroczeniu bram targowiska, około godziny 3 w nocy wolontariuszki zderzyły się z widokiem, który wywołał u nich ogromne przerażenie.
- Ujrzałyśmy mężczyznę, która lał batem (myślę, że przynajmniej 10 razy) z całej siły swojego konia... Batożył Go z całej siły.....
Kobiety nie zdążyły nawet podjąć interwencji, ponieważ błyskawicznie je zidentyfikowano. Sama obecność obiektywów oraz symboli fundacji wystarczyła, by wyzwolić wściekłość wśród zgromadzonych wokół ludzi.
- Nie będę cytować, jak się mnie tam określa, możecie się domyślić
Działaczka podkreśliła tym samym skrajnie nieprzyjazne nastawienie tłumu. Chociaż mrok i rozległość terenu utrudniały pracę, aktywistki nieustannie rejestrowały wjeżdżające ciężarówki przeznaczone do przewozu rzeźnego. W tle bez przerwy rozlegały się dźwięki uderzeń batem oraz rżenie spanikowanych zwierząt. Atmosferę strachu potęgował fakt, że wielu sprzedawców spożywało alkohol już od wczesnego świtu.
- Gdzieś przed 4 miałyśmy pierwszą skrajnie niebezpieczną sytuację. Kazano nam przestać nagrywać konie, grożono zabraniem i zniszczeniem telefonu. Pan próbował mnie szarpać, rzucał się
Zrelacjonowała prezeska fundacji. Chwilę później agresor sięgnął po bat i demonstracyjnie wymachiwał nim w kierunku kobiet, na co pozostali uczestnicy targu nie zareagowali w żaden sposób, zachowując całkowitą obojętność.
Fundacja TARA zgłasza brak nadzoru. Szokujące doniesienia z Pajęczna
Przedstawicielka organizacji zwróciła uwagę na całkowitą bierność służb mundurowych oraz służb weterynaryjnych na placu. Dopiero po dokładnym sprawdzeniu wyszło na jaw, że dwóch lekarzy przebywało w zamkniętym pomieszczeniu, ignorując setki koni zgromadzonych na zewnątrz. Sytuacja zaostrzyła się około godziny 5 nad ranem, kiedy ochroniarze zablokowali działaczkom możliwość dalszego filmowania, strasząc je usunięciem z terenu pod pretekstem rzekomego zakazu nałożonego przez organizatora.
Aktywistka zestawia te wydarzenia z praktykami spotykanymi przed laty na targu w Skaryszewie, który kiedyś określała mianem prawdziwego piekła. W przeszłości czworonogi doświadczały tam ogromnego bólu przy całkowitym braku reakcji obrońców zwierząt. Dziś Scarlett Szyłogalis bije na alarm, twierdząc, że to właśnie Pajęczno stało się znacznie gorszym punktem na mapie. Słaniający się na nogach kucyk, ślady pobicia na końskich zadach, wycieńczona oślica czy brutalne zachowanie dorożkarza to zaledwie ułamek tamtejszej codzienności. W związku z tym organizacja prosi inne stowarzyszenia i fundacje o masowe wsparcie oraz stawienie się na jesiennej edycji wydarzenia we wrześniu.
- Nie możemy zostawiać takich targów bez nadzoru!
Powiedziała stanowczo prozwierzęca aktywistka. Głównym założeniem Fundacji Tara pozostaje przeforsowanie projektu ustawy, który całkowicie zablokuje możliwość uboju tych zwierząt w celach spożywczych.
- Tylko potrzeba Nam zrywu ludzi!
Zaapelowała na koniec Scarlett Carmen Szyłogalis, deklarując jednocześnie, że jej organizacja na pewno powróci na miejsce targu we wrześniu.