Przyszedł w odwiedziny do ojca i go zadźgał. Osiedle w strachu. "Nie mogę się otrząsnąć"

2026-01-05 14:45

Jeszcze niedawno mieszkańcy jednego z bloków przy ul. Księdza Jerzego Popiełuszki na łódzkim osiedlu Retkinia widywali, jak lokatorzy z drugiego piętra, starsze małżeństwo S., wspólnie chodzili na zakupy do okolicznych sklepów. Kiedy jednak seniorka roku podupadła na zdrowiu i trafiła do szpitala, jej mąż sam musiał przemierzać tę drogę. Teraz i jego zabraknie. 1 stycznia 78-letni mężczyzna został zamordowany przez swojego syna, Marcina (53 l.).

  • Tragiczny początek nowego roku wstrząsnął mieszkańcami bloku przy ul. Popiełuszki w Łodzi.
  • Syn śmiertelnie ugodził nożem swojego ojca podczas kłótni w mieszkaniu.
  • Co było powodem awantury, która doprowadziła do tak dramatycznego finału?

Łódź: Senior rodu nie żyje. Jego syn zatrzymany pod zarzutem zabójstwa

Kiedy rankiem w Nowy Rok wiele osób regenerowało siły po całonocnej sylwestrowej zabawie, w mieszkaniu państwa S. zjawił się ich syn. Przebywał tam tylko jego ojciec, ponieważ żona gospodarza od jakiegoś czasu przebywa w szpitalu. Między mężczyznami doszło do kłótni. Jak podaje prokuratura, jej podłożem były powody osobiste, ale ze względu na wrażliwe dane medyczne, śledczy nie chcą ujawniać więcej szczegółów.

Można więc domniemywać, że Marcin S. mógł mieć pretensje do ojca o stan zdrowia swojej mamy. Awantura robiła się coraz bardziej gorąca, aż w końcu młodszy z mężczyzn chwycił za nóż i wbił go swojemu tacie prosto w klatkę piersiową. Kiedy 78-latek zakrwawiony padł na podłogę, jego przerażony syn zadzwonił po pogotowie. Niestety gdy ratownicy przyjechali na miejsce mogli tylko stwierdzić zgon seniora. Marcin S. został zatrzymany, usłyszał zarzut zabójstwa i trafił do aresztu.

Noworoczny dramat wstrząsnął mieszkańcami

Sąsiedzi zamordowanego są wstrząśnięci. Nasz reporter był na miejscu i pytał o wspominaną wyżej rodzinę. - Widywałem tych państwa, jak często razem chodzą do pobliskiego dyskontu - mówi jeden z mężczyzn mieszkających w tej samej klatce. - To była taka spokojna rodzina - podkreśla.

- Nie mogę się otrząsnąć - dodaje inna kobieta. - Rano, 1 stycznia zobaczyłam policjantów wychodzących z tego mieszkania. Spytałam się, co się stało, odpowiedzieli tylko, że trwają czynności i nic nie mogą powiedzieć - mówi "Super Expressowi".

Marcinowi S. grozi teraz dożywocie.

Przyszedł w odwiedziny do ojca i go zadźgał
Łódź SE Google News

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki