Czas nie leczy ran. Bliscy ofiar tej katastrofy codziennie przeżywają ją na nowo. Każdego dnia wracają wspomnieniami do tego wieczora, gdy stracili swoje skarby. Martyna, Patryk i ich jedyny synek wracali z wakacji w Jastrzębiej Górze do rodzinnego Myszkowa. Jechali nowym samochodem marki Kia. Po godzinie 19 kobieta napisała SMS-a do swojej mamy z informacją, że zostały im jeszcze dwie godziny drogi. Do domu już jednak nie dojechali. W pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego w ich auto uderzyło pędzące – według biegłych sądowych – około 315 km/h czarne, podrasowane BMW, za kierownicą którego siedział Sebastian M. W efekcie zderzenia samochód trzyosobowej rodziny wjechał w przydrożne bariery i stanął w płomieniach. Cała trójka spłonęła żywcem w potwornych męczarniach.
Auto oskarżonego miało podniesioną moc z 500 do 680 koni mechanicznych – mówił, wygłaszając mowę końcową, prokurator Aleksander Duda. – Ściągnięta była blokada fabryczna prędkości do 250 km/h. To była rakieta. Oskarżony wjechał tym samochodem na autostradę A1 i rozpoczął swoją rosyjską ruletkę.
Prokurator stwierdził, że w polskim prawie nie ma wystarczającej kary za spowodowanie tak potwornego wypadku. Zgodnie z obowiązującymi w dniu tragedii przepisami sprawca może być ukarany jedynie 8 latami więzienia. O taką karę więc zawnioskował. Prosił też sąd, by ten przyznał każdemu z czworga rodziców zmarłych dorosłych po 500 tysięcy złotych zadośćuczynienia oraz nałożył na Sebastiana M. 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów.
Ostatnie słowo przed ogłoszeniem wyroku wygłosiła też mama zmarłej Martyny.
Jestem tutaj przed sądem nie jako oskarżyciel posiłkowy, ale jako mama, babcia i teściowa, której w ułamku sekundy odebrano całe życie – mówiła zapłakana Małgorzata Duda. – Całą przyszłość i cały sens istnienia. Nasz cały świat się zawalił. Odebrano nam to, co było najdroższe i najcenniejsze w życiu. Moja córka, wnuk i zięć 16 września 2023 roku wracali z wakacji nad morzem. Byli zadowoleni, wypoczęci i szczęśliwi. Do domu jednak nigdy nie dojechali, choć mieli jeszcze tylko dwie godziny jazdy. Człowiek siedzący tutaj na ławie oskarżonych, sprawca tego wypadku, nie tylko złamał przepisy ruchu drogowego. On swoim egoizmem, bezmyślnością, szpanerstwem i kompletnym brakiem wyobraźni wydał wyrok śmierci na nasze niewinne dzieci i doprowadził do ich straszliwej i męczeńskiej śmierci. Martyna i Patryk mieli synka, Oliwierka. Planowali jeszcze drugie dziecko. Nie doczekaliśmy się już.
Wyrok zostanie ogłoszony 21 października.