Nazwał ich auto "trumną na kółkach", kobiety zginęły. Adwokat Paweł K. próbował uciec przed więzieniem

To była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach. I między innymi dlatego te kobiety zginęły – to szokujące słowa prawnika, Pawła K., którego filmik opublikowany w sieci wywołał ogromne oburzenie opinii publicznej. Niedługo później okazało się, że to on jechał tym „bezpiecznym autem”, w zderzeniu z którym zginęły dwie kobiety. Mężczyzna wyszedł z wypadku bez szwanku. Żmudny proces w jego sprawie był szeroko komentowany w całej Polsce. Aż w końcu zapadł wyrok: bezwzględne więzienie. Paweł K. zaczął się jednak ukrywać. Na szczęście niedługo czekaliśmy na to, aż sprawiedliwości stanie się zadość.

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło 26 września 2021 roku na trasie Barczewo – Jeziorany pod Olsztynem, około godziny 17:40. W jednym samochodzie za kierownicą siedział Paweł K., znany prawnik. Na miejscach pasażerskich w aucie mecenasa siedziała jego żona oraz czteroletni syn. Rodzina wracała w tym czasie z wesela. W drugim samochodzie, który brał udział w zdarzeniu, znajdowały się natomiast dwie kobiety w wieku kolejno 53 i 67 lat. Jechały w odwiedziny do wspólnej rodziny, którą stały się, gdy ich dzieci zawarły związek małżeński. Według prokuratury, to mercedes kierowany przez Pawła K. zjechał na drugi pas jezdni i w efekcie doprowadził do czołowego zderzenia z audi. Mecenasowi oraz jego rodzinie nic poważnego się nie stało, choć 4-letni chłopiec profilaktycznie trafił do szpitala. Obie kobiety jadące w drugim pojeździe - zginęły. Nie tylko wypadek był szokujący, ale również zachowanie podejrzanego o sprawstwo prawnika. Mężczyzna opublikował bowiem w mediach społecznościowych nagranie, na którym padły wstrząsające słowa. - Wszyscy mówią o tym, że nadmierna prędkość, że brawura, że telefony komórkowe, że pijani kierowcy. Ale zapominamy o tym, moi drodzy, że po naszych drogach poruszają się trumny na kółkach – stwierdził na nagraniu. - To była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach i między innymi dlatego te kobiety zginęły – dodawał.

Próba "ominięcia" czarnej skrzynki w samochodzie. "To niebezpieczny precedens"

W kontekście oskarżenia mężczyzny o sprawstwo wypadku, jego słowa zyskały jeszcze wyższy, obrzydliwy wymiar. Ale on sam nie poczuwał się do winy. Jak ustalił TVN, jednym z kluczowych dowodów w procesie, który toczył się przed Sądem Rejonowym w Olsztynie, były zapisy rejestratora danych, czyli tak zwanej czarnej skrzynki w mercedesie oskarżonego. Okazuje się jednak, że choć zgodnie z tymi danymi to Paweł K. miał doprowadzić do zderzenia pojazdów, to sąd nagle postanowił zlecić biegłemu przygotowanie dodatkowej opinii, bez uwzględnienia informacji z czarnej skrzynki. Dziennikarze portalu TVN24 informowali, że pismo z sądu wpłynęło do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji pod koniec listopada 2024 roku, czyli trzy lata po tragicznym wypadku. Zgodnie ze wskazaniami, biegły miał przygotować nową rekonstrukcję zdarzeń, bez uwzględnienia wcześniejszych danych, które wskazywały na winę mecenasa. - Ekspert ma ją oprzeć wyłącznie na podstawie dowodów materialnych i osobowych, z wyłączeniem danych informatycznych pozyskanych z odczytu sterowników z samochodu oskarżonego – wskazano.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Taki obrót spraw zaskakiwał komentatorów, którzy przypominali, że to właśnie czarna skrzynka z mercedesa pozwoliła na odtworzenie przebiegu wypadku z 2021 roku. - Odczytane dane wskazywały, że mercedes przyspieszał, z około 60 do 66 km/h, a kierownica samochodu była na pięć sekund przed tragedią wychylona w lewo. Na półtorej sekundy przed wypadkiem mecenas K. miał szarpnąć kierownicą w prawo, co - w pierwotnej opinii - zostało uznane za spóźnioną próbę powrotu na swój pas. Biegły wskazywał, że zebrane dane pasują do uszkodzeń rozbitych aut i śladów zabezpieczonych na miejscu zdarzenia – przypominali reporterzy TVN-u.

Obrońca oskarżonego, Władysław Marczewski, uważał że ówczesna opinia została przygotowana w skrajnie nieprofesjonalny sposób, stworzona pod określoną tezę, stąd konieczność ponownego przyjrzenia się sprawie. Chodzi o rzekome defekty translacji danych w raportach powypadkowych, które mogły wprowadzać w błąd osoby analizujące te dane podczas procesów sądowych. Stąd prośba o to, by nową opinię przygotowano bez ich uwzględnienia, żeby sprawdzić, czy finalne wnioski będą takie same, czy odmienne.

Michał Krzemiński, jeden z autorów publikacji, na którą powoływał się obrońca K., w rozmowie z TVN-em nie ukrywał zdziwienia taką decyzją sądu. Mówił, że jego artykuł nie podważał zaufania do zdobywanych w ten sposób danych. - Jest dokładnie odwrotnie. Od kilku lat "czarne skrzynki" pozwalają dokładniej niż dotąd odtworzyć okoliczności zdarzeń drogowych. Publikacja miała w założeniu pomóc świadomiej korzystać z tego źródła danych, a nie zakwestionować zasadność ich wykorzystania. To niebezpieczny precedens – stwierdził.

Obrońca walczył o wolność dla adwokata. Paweł K. w ogniu krytyki za swoje zachowanie

Jednocześnie eksperci dodawali, że zignorowanie tych danych nie zmieni opinii, która pierwotnie opierała się przede wszystkim na śladach pozostawionych przez samochody na drodze. Nowy dokument i tak został stworzony, skoro sąd sobie tego zażyczył, ale specjaliści jeszcze przed jego powstanie mówili, że wnioski będą te same. Dowodów na winę Pawła K., oprócz czarnych skrzynek, było zresztą więcej.

- Na pasie, po którym jechało audi, znaleziono rozrzucony piasek. Biegły stwierdził, że odpadł on z lewych, przednich nadkoli obu pojazdów w momencie zderzenia. Oprócz tego ekspert zwrócił uwagę na ślady kół mercedesa. Ich początek znajdował się na pasie ruchu samochodu pokrzywdzonych, w okolicy miejsca zderzenia. Ślady te przechodziły na pas ruchu, po którym powinien jechać mercedes i kończyły się w okolicy jego kół, gdzie się zatrzymał – ustalili dziennikarze TVN-u, którzy przyglądali się sprawie jako pierwsi.

Prokuratura uważała, że kobieta w drugim aucie nie miała szans na reakcję, bo wszystko działo się szybko i nagle. Powypadkowe ułożenie pojazdów nie pozostawia wątpliwości, kto zjechał ze swojego pasa ruchu i doprowadził do wypadku. Wbrew temu wszystkiemu, żona oskarżonego, jako jeden ze świadków zdarzenia, zeznawała przed sądem, że jej mąż jechał zgodnie z przepisami. - Jestem pewna, że do zderzenia doszło na naszym pasie ruchu, na prostym odcinku drogi. Przed tym oboje z mężem patrzyliśmy na ulicę, mąż nie wykonywał żadnych czynności, które mogłyby rozproszyć jego uwagę – zapisano w zeznaniach cytowanych w opinii eksperta rekonstruującego przebieg wypadku.

Czytaj także:  Zostawiła 3-letnią Emilkę w domu i poszła imprezować. Dziecko nie przeżyło. "Ropne zapalenie płuc"

Takie samo stanowisko ma Paweł K., który nie przyznawał się do winy. Jego adwokat, Władysław Marczewski, dodaje że stan techniczny audi mógł mieć kluczowy wpływ na to, co stało się tamtego dnia, bo audi było „składakiem”, a w opinii nie ma o tym ani słowa. Jednocześnie nie chciał oceniać czy komentować słów swojego klienta o „trumnie na kółkach”.

- Nadwozie musiało być wcześniej oddzielone od podwozia i układu napędowego pojazdu, a potem złożone na nowo. Tylko z tego względu nie był to pojazd o fabrycznych właściwościach technicznych. Oprócz tego miał on kolizję w lipcu, a przegląd w sierpniu. Pomiędzy jednym a drugim wydarzeniem zmalał jego przebieg. Auto było w takim stanie, że w momencie wypadku wypadł z niego reflektor, akumulator i cała chłodnica – wyliczał prawnik i w wątpliwość podał też obliczenia biegłych w zakresie prędkości, którymi poruszały się pojazdy.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Więcej postępowań przeciwko mecenasowi. Paweł K. musiał gęsto się tłumaczyć

Co ciekawe, postępowanie w sprawie wypadku nie było jedynym, jakie toczyło się w sądzie przeciwko Pawłowi K. W innej jednostce prokuratura oskarżyła mecenasa, że w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 10 tys. zł utrudniał śledztwo w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej działającej w Polsce i Niemczech oraz wyłudzającej pieniądze metodą „na policjanta". W prostszych słowach prokuratura uważała, że podejrzany zdradził tajemnice śledztwa członkowi gangu fałszywych policjantów, za co wziął pieniądze. Proces w tej sprawie toczył się w Sądzie Rejonowym Łódź – Śródmieście, a K. groziła kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Nie przyznał się on do winy.

Zobacz również:  Jak naprawdę zginął Łukasz Litewka? Prokuratura ujawnia nowe fakty. Ludzie będą w szoku

Wcześniej Sąd Najwyższy w Warszawie oddalił natomiast skargę kasacyjną złożoną przez obrońcę K. na decyzję Wyższego Sądu Dyscyplinarnego, który zawiesił mężczyznę na dwa lata w wykonywaniu swojego zawodu. Tym samym kara w tej postaci została utrzymana w mocy. Chodziło właśnie o „trumnę na kółkach”, jak K. nazwał audi po śmiertelnym wypadku, bez szacunku do ofiar i z rażącym brakiem empatii czy profesjonalizmu. Oprócz kary dwóch lat zawieszenia, mecenas został także na pięć lat pozbawiony prawa patronatu adwokackiego.

Warto dodać, że mężczyzna tłumaczył się w przeszłości z nagrania, które – jak wskazywał – opublikował pod wpływem emocji i użył w nim niewłaściwych słów. - Z całego serca przepraszam za te wypowiedzi rodziny ofiar i wszystkich tych, których moje wypowiedzi uraziły, zbulwersowały, oburzyły. Nigdy moim zamiarem nie było zrzucanie winy za spowodowanie tego wypadku na ofiary śmiertelne, które poruszały się samochodem starszej generacji. Składam najszczersze kondolencje rodzinom ofiar. Modlę się za obie zmarłe kobiety oraz ich rodziny. Czekam na oficjalne ustalenia śledztwa, które prowadzą odpowiednie służby. Jeszcze raz wyrażam głębokie ubolewanie i przepraszam za wypowiedziane słowa – podkreślił w oświadczeniu, opublikowanym w mediach społecznościowych.

Ucieczka i próba uniknięcia więzienia. Paweł K. w końcu wpadł i trafi za kraty

Mimo wszelkich starań Pawła K. oraz jego mecenasa, mężczyźnie nie udało się uniknąć więzienia. Olsztyński sąd wymierzył mu karę roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności, a decyzja stała się prawomocna. I choć obrońca oskarżonego wnioskował o to, by ten mógł odbywać karę w ramach dozoru elektronicznego, to nie udzielono na to zgody. Wtedy Paweł K. uciekł i zaczął się ukrywać, lecz szybko - w maju 2026 roku - został odnaleziony i aresztowany. Policja ujawniła, że 46-latek był całkowicie zaskoczony wizytą mundurowych. Nie stawiał oporu podczas zatrzymania. Był przekonany, że częste zmiany miejsca pobytu pozwolą mu pozostać nieuchwytnym.

Teraz najbliższe półtora roku adwokat Paweł K. ma teoretycznie spędzić w więzieniu, odbywając zasądzoną mu karę, ale niewykluczone, że to jeszcze nie koniec całego postępowania. Dlaczego? 1 czerwca 2026 roku media obiegła informacja, że prokuratura ma zastrzeżenia do obniżenia wyroku, jakie zastosował Sąd Okręgowy w Olsztynie. Złagodził on bowiem karę w stosunku do pierwotnej decyzji: z dwóch lat więzienia i pięcioletniego zakazu prowadzenia pojazdu do półtora roku pobytu za kratami i czteroletniego zakazu. Prokurator Daniel Brodowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, powiadomił o złożeniu kasacji do Prokuratury Krajowej. Zdaniem śledczych, sąd dopuścił się błędnych ustaleń co do przebiegu zdarzenia.

- Nie możemy w tej sprawie samodzielnie złożyć kasacji jako prokuratura okręgowa, dlatego z zachowaniem drogi służbowej, taki wniosek skierowaliśmy do prokuratury krajowej – wyjaśnił prokurator Brodowski. Jeśli wyższa instancja podzieli zdanie niższej i taki wniosek złoży, może się okazać, że sprawa znów wróci na wokandę, a proces rozpocznie się od nowa. Jeśli tak się nie stanie, w mocy pozostanie prawomocny wyrok, czyli półtora roku więzienia. Odpowiedź na pytanie o to, co faktycznie się wydarzy i jaka będzie finalna decyzja, poznamy dopiero za jakiś czas.

Sonda
Czy zgadzasz się z wyrokiem, który zapadł w sprawie adwokata od "trumny na kółkach"?
ZASKAKUJĄCY FINAŁ SPRAWY, PAWEŁ K. I „TRUMNA NA KÓŁKACH” | POKÓJ ZBRODNI

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki