Usiłowanie zabójstwa przy ul. Limanowskiego w Łodzi
Do zdarzenia doszło w jednym z pustostanów przy ul. Limanowskiego w Łodzi, w pobliżu Rynku Bałuckiego. Pan Michał był stałym bywalcem tego miejsca, 33-latek pojawiał się tam sporadycznie. Ostatnia jego wizyta o mały włos nie skończyła się śmiercią starszego z mężczyzn.
- Siedziałem i czytałem książkę - wspomina Michał W. - Nagle on wpadł z krzykiem, że ukradłem mu plecak. Chwycił za jakąś butelkę i rozbił mi ją na głowie. Zamroczyło mnie. Dziś w tym miejscu mam dziurę w czaszce. Potem złapał za takie wielkie nożyce i zaczął mnie nimi okładać. To było wiele uderzeń. W ramię, w udo. Później dostałem cios w piszczel, aż usiadłem. Gdy tak siedziałem, chwycił za łopatę i bił mnie od góry w głowę. Próbowałem wstać, ale chrupnęło mi w nodze i upadłem na ziemię. Dalej mnie bił po głowie i plecach. Potem wyszedł - opowiada poszkodowany.
Przeczytaj też: W kilkadziesiąt sekund zabił pana Franciszka. Wszystko widać na tym filmie
Jarosławowi S. grozi dożywocie
Skatowany mężczyzna zaczął wzywać pomocy. Jego krzyki usłyszał przypadkowy przechodzień. Kiedy jego oczom ukazał się zakrwawiony Marek W., natychmiast wezwał pogotowie. Gdy ratownicy medyczni przyjechali na miejsce mężczyzna był jeszcze przytomny, ale z każdą chwilą słabł. Nieprzytomnego przewieziono go na oddział intensywnej terapii szpitala im. Kopernika w Łodzi, gdzie lekarze uratowali mu życie. Miał liczne obrażenia głowy, połamane obie ręce i nogę.
Jarosław S. został zatrzymany następnego dnia w pobliżu miejsca zdarzenia i stanął przed sądem, oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Nie przyznał się do winy, twierdząc, że działał w obronie własnej, bo Michał S. rzekomo chciał go zaatakować nożem. Grozi mu dożywocie.
Galeria ze zdjęciami: Michała jest inwalidą, bo kolega skatował go nożycami i łopatą. „Mam dziurę w czaszce”