Zabójstwo na łódzkich Bałutach
Mieszkająca obok miejsca zbrodni pani Kinga wróciła wieczorem z pracy. - U Marcina było zupełnie cicho - wspomina kobieta. Nie przypuszczała, że wcześniej w jego mieszkaniu krew lała się strumieniami. Dowiedziała się o tym, gdy sąsiad zapukał do jej drzwi.
- Była godzina 21:10 - opowiada. - Mówił, że potrzebuje telefonu, bo swój gdzieś zgubił. Dałam mu, a on zadzwonił pod numer alarmowy. Powiedział, że u niego leży zakrwawiony człowiek. Powiedział jeszcze do mnie „chodź sąsiadko, zobacz, co się stało”. Odparłam, że nie dam rady, bo byłam sama z dziećmi i nie mogłam ich zostawić. Wtedy wrócił do siebie - mówi "Super Expressowi" pani Kinga.
Gdy policja przyjechała na miejsce, zastała przerażający widok. - Denat miał liczne obrażenia na całym ciele. Twarzoczaszka posiadała rany cięte i rąbane, co znacznie utrudniało identyfikacje jego wizerunku. Policjanci zabezpieczyli leżącą nieopodal maczetę oraz zakrwawiony blender. Natychmiast wezwany został Zespół Ratownictwa Medycznego - lekarz potwierdził zgon 63- latka - mówi Kamila Sowińska z łódzkiej policji.
Czytaj też: W kilkadziesiąt sekund zabił pana Franciszka. Wszystko widać na tym filmie
"Wcześniej nie było z nim żadnych problemów"
- Gospodarz w rozmowie z funkcjonariuszami przyznał, że tego dnia spożywał alkohol ze swoim znajomym. W pewnym momencie doszło między nimi do sprzeczki, w wyniku której chwycił za maczetę i zadał ciosy kompanowi od kieliszka. 53-latek został zatrzymany. Badanie wykazało w jego organizmie blisko 1,5 promila alkoholu - przekazuje policjantka.
Mężczyzna usłyszał już zarzut zabójstwa, za co grozi mu kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Decyzją sądu na wniosek prokuratora wobec podejrzanego zastosowano areszt na 3 miesiące. Pani Kinga jest zszokowana zachowaniem sąsiada. - Wcześniej nie było z nim żadnych problemów. Zawsze mówił "dzień dobry". Jak trzeba było w czymś pomóc, to pomagał - mówi. Marcinowi S. grozi dożywocie.