Trzy razy wbił nóż w brzuch Mariusza. Tak chciał uniknąć spłacenia długu

2026-03-17 14:40

Lista grzechów Michała W. (42 l.) ze Zgierza koło Łodzi jest całkiem spora. Najpierw – zdaniem miejscowej prokuratury – ostrzelał z broni na gumowe pociski dwóch braci, powodując u jednego z nich obrażenia głowy, a u drugiego – ramienia. Potem według śledczych próbował zabić nożem swojego znajomego Mariusza Ś., a na koniec usiłował uciec z policyjnego konwoju. We wtorek, 17 marca, w Sądzie Okręgowym w Łodzi rozpoczął się jego proces. Grozi mu nawet dożywocie.

Nie chciał oddawać długu, wbił mu nóż w brzuch

Najpoważniejszy zarzut ciążący na karanym już wcześniej za inne przestępstwa Michale W. dotyczy wydarzeń z sierpnia ubiegłego roku, gdy na jednej ze zgierskich ulic miał zaatakować nożem Mariusza Ś., wobec którego miał mieć dług w wysokości 2000 złotych. Według aktu oskarżenia wierzyciel upomniał się o zwrot pieniędzy, a wtedy 42-latek wyciągnął nóż i trzykrotnie ugodził nim w brzuch poszkodowanego. Ten zdołał dotrzeć do położonego w pobliżu domu, skąd jego partnerka zadzwoniła po karetkę, która przewiozła go do szpitala, gdzie lekarze uratowali mu życie.

Przed sądem Michał W. nie przyznał się do tego czynu, twierdząc, że to on został zaatakowany przez znajomego, a nożem próbował się jedynie bronić. - Zostałem uderzony w tył głowy, kiedy szedłem sobie ulicą. Nawet nie wiedziałem, kto mnie zaczął bić - opowiadał. - Dopiero po jakimś czasie zobaczyłem, że to Mariusz. On był w jakimś amoku, jakby po narkotykach. Wyciągnąłem scyzoryk, żeby go odstraszyć, ale nie wiem, czy go nim uderzyłem - tłumaczył.

Mariusz Ś. nie stawił się na pierwszej rozprawie, więc sąd nie poznał jego wersji wydarzeń.

Ostrzelał dwóch braci

Oskarżony przyznał się z kolei do dwóch pozostałych zarzutów. Potwierdził, że ostrzelał braci Wiesława i Dariusza G. z broni na gumowe pociski, ale podobnie jak w pierwszym przypadku, miał działać w obronie własnej.

Uciekł z konwoju

Do próby ucieczki z konwoju policyjnego doszło natomiast w trakcie transportowania Michała W. z aresztu na badania psychiatryczne do szpitala w Zgierzu. Wysiadając z radiowozu odepchnął jednego z funkcjonariuszy, Krzysztofa B., przewracając do na ziemię. Rzucił się do biegu, ale po kilku metrach został dogoniony przez drugiego z policjantów.

- Spytaliśmy go, czemu próbował uciec. Odpowiedział, że grozi mu tak wysoki wyrok, że musiał spróbować - zeznał w trakcie procesu Krzysztof B.

Michałowi W. grozi bowiem dożywocie.

Sebastian M. znów szokuje w sądzie

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki