Prawniczka wyjaśnia, czemu wyrok dla Sebastiana M. jest tak niski. "Wielu ludzi uznaje to za niesprawiedliwe"

2026-10-22 10:36

Adwokat Karolina Pilawska z kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci komentuje dla "Super Expressu" głośny wyrok w sprawie Sebastiana M., który zapadł przed sądem 21 października 2026 roku. Dlaczego kara 8 lat więzienia oburza tak wielu ludzi? I czemu wyrok jest tak niski, skoro w tragedii zginęła trzyosobowa rodzina? Ekspertka nie ma wątpliwości. - Wielu ludzi uznaje to za niesprawiedliwe - wskazuje i wyjaśnia, z czego to wynika.

Sebastian M. usłyszał karę ośmiu lat więzienia za wypadek, do którego doszło we wrześniu 2023 roku. Sąd skazał mężczyznę, uznając tak samo jak prokuratura, że doprowadził on do tragedii, w wyniku której zginęła trzyosobowa rodzina: Martyna, Patryk oraz 5-letni Oliwier. Oskarżony przekroczył dozwoloną prędkość, jadąc według biegłych ponad 315 km/h i stwarzając tym samym olbrzymie zagrożenie dla pozostałych uczestników ruchu drogowego. Finalnie Sebastian M. zahaczył swoim autem o samochód osobowy marki Kia, którym podróżowała rodzina z Myszkowa, i spowodował, że pojazd uderzył w bariery, a następnie zajął się ogniem. Młodego małżeństwa i ich dziecka nie udało się uratować, zginęli na miejscu. Oprócz kary więzienia, sąd zdecydował, że skazany musi zapłacić jeszcze zadośćuczynienie po 500 tysięcy złotych dla pięcioro oskarżycieli posiłkowych, bliskich ofiar. O warunkowe przedterminowe zwolnienie Sebastian M. będzie mógł się ubiegać po odbyciu 3/4 kary, czyli po sześciu latach. Orzeczono wobec niego także 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów.

Czytaj także: Sąd bezlitosny dla Sebastiana M.! Zapadł wyrok w głośnej sprawie. Na A1 zginęła cała rodzina

Obrończyni mężczyzny, mecenas Katarzyna Hebda, zapowiedziała już złożenie apelacji od tego wyroku, co oznacza, że czeka nas jeszcze proces w drugiej instancji, przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Tymczasem ludzie w mediach społecznościowych nie ukrywają swojego wzburzenia. Osiem lat więzienia za śmierć trzyosobowej rodziny to w ich ocenie wyrok nieadekwatny do skali przewinienia i tragedii. Adwokat Karolina Pilawska z kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci nie jest zdziwiona, że sprawa wywołuje tak duże emocje.

- Społeczeństwo liczy prosto: trzy życia, osiem lat. To niespełna trzy lata za każdą ofiarę, a przy dobrym sprawowaniu wolność po sześciu. Do tego dochodzi cały kontekst: wyjazd do Dubaju, złota wiza, ekstradycja dopiero w maju 2025 roku, wywiad, w którym oskarżony przedstawiał się jako ofiara, i końcowa prośba o uniewinnienie - komentuje dla "Super Expressu".

Prawniczka dostrzega liczne porównania do sprawy Łukasza Żaka, które pojawiają się w sieci. Pirat drogowy, który spowodował śmierć jednej osoby w Warszawie, otrzymał karę 20 lat. Dlaczego więc Sebastian M. dostał "tylko osiem"? To najczęściej powtarzane pytanie w tej sprawie.

- Tam jedna ofiara i 20 lat, tu trzy ofiary i 8 lat. Trudno się dziwić, że wielu ludzi uznaje to za niesprawiedliwe. Nawet prokurator w mowie końcowej przyznał, że państwo nie ma w tej sprawie kary adekwatnej do tragedii, i dodał, że gdyby mógł, żądałby 30 lat. To ważny sygnał: zarzut „za mało” nie trafia w sąd, który sięgnął po maksimum. Trafia w ustawodawcę, który wyznaczył granicę - wskazuje adwokat Karolina Pilawska. Jak dodaje, o różnicy nie zdecydowała liczba ofiar ani surowość sędziów, tylko zupełnie inny zestaw przesłanek ustawowych. Szczegóły poniżej.

Łukasz Żak i Sebastian M. - czym różnią się te dwie sprawy? Wydają się podobne, ale okoliczności zmieniają kwalifikację prawną

Ekspertka przypomina, że Łukasz Żak w chwili wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 roku był nietrzeźwy, uciekł z miejsca zdarzenia, a za kierownicę wsiadł mimo sądowego zakazu. Wcześniej był wielokrotnie karany. - Odpowiadał więc z art. 177 § 2 w związku z art. 178 § 1a k.k., który przy śmierci ofiary przewiduje od 5 do 20 lat więzienia. Sąd sięgnął po górną granicę i orzekł dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów - wyjaśnia adw. Karolina Pilawska.

Zobacz również: Obrończyni Sebastiana M. po tym pytaniu nie wytrzymała. Aż wybuchła! "To absolutne kłamstwo"

Sebastian M. we wrześniu 2023 roku był natomiast trzeźwy, został na miejscu wypadku i według doniesień medialnych nie był wcześniej karany. Odpowiadał z samego art. 177 § 2 k.k., czyli w granicach od 6 miesięcy do 8 lat. On również dostał górną granicę. Obaj sądzeni zostali więc najsurowiej, jak pozwalało prawo, tyle że w zupełnie innych widełkach.

- Zaostrzony art. 178 § 1a k.k. działa tylko wtedy, gdy sprawca był nietrzeźwy, odurzony albo zbiegł z miejsca zdarzenia. Zaostrzenie weszło w życie dopiero jesienią 2023 roku, już po wypadku na A1. Nawet gdyby obowiązywał wcześniej, wobec Sebastiana M. by się nie zastosował: był trzeźwy i został na miejscu. Wyjazd z Polski po przesłuchaniu w charakterze świadka to nie jest ucieczka z miejsca zdarzenia w rozumieniu kodeksu, a surowszej ustawy i tak nie wolno stosować wstecz (art. 4 § 1 k.k.). Jest jeszcze jedna rzecz, którą trudno zaakceptować laikowi. Spowodowanie wypadku, w którym ginie kilka osób, to jedno przestępstwo z art. 177 § 2, a nie trzy. Liczba ofiar wpływa na wymiar kary w ustawowych granicach, ale tych granic nie przesuwa. Trzy śmierci nie oznaczają trzech kar po 8 lat. Jedyną drogą do kary surowszej niż 8 lat byłaby inna kwalifikacja czynu, tj. zabójstwa z zamiarem ewentualnym - mówi prawniczka.

Czy potrzebne są więc zmiany w prawie? A może należy wprowadzić termin "zabójstwa drogowego"? Karolina Pilawska wskazuje, że przestępstwo popełnione z zamiarem ewentualnym charakteryzuje się tym, że sprawca nie zmierzał bezpośrednio do jego popełnienia, lecz przewidywał taką możliwość i na to się godził. W przypadku zabójstwa oznacza to świadomość, że skutkiem jego działania może być śmierć człowieka. - W doktrynie od lat prezentowane jest stanowisko, że przyjmując zamiar ewentualny, trzeba wyjaśnić, dlaczego czyn nie jest nieumyślnym spowodowaniem śmierci z art. 155 k.k. Również wtedy sprawca przewiduje możliwość spowodowania śmierci, lecz bezpodstawnie przypuszcza, że jej uniknie. Przykładem zabójstwa z zamiarem ewentualnym może być spowodowanie śmierci w wyniku pobicia. Choć kodeks przewiduje odrębnie odpowiedzialność za pobicie ze skutkiem śmiertelnym (art. 158 § 3 k.k.), orzecznictwo często kwalifikuje takie czyny jako zabójstwo - mówi.

Adwokatka dodaje, że znacznie bardziej dyskusyjne jest przypisanie zamiaru ewentualnego sprawcy wypadku drogowego. - Tu także istnieje odrębny przepis. Zgodnie z art. 177 § 2 k.k., jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. To właśnie ten przepis sądy stosują zdecydowanie najczęściej - wskazuje. - W orzecznictwie pojawia się jednak pogląd, że kierowca, który celowo narusza zasady bezpieczeństwa, np. jadąc z ogromną prędkością, i wywołuje konkretne niebezpieczeństwo, jest w stanie przewidzieć, że skutkiem może być śmierć człowieka. W szczególnych okolicznościach powinien więc odpowiadać za zabójstwo z art. 148 k.k. Pogląd ten jest mocno krytykowany w doktrynie. Przeciwnicy wskazują, że z samego naruszenia reguł bezpieczeństwa nie wynika automatycznie, iż sprawca, przewidując możliwość zabicia człowieka, godził się na ten skutek. Coraz częściej jednak sądy aprobują zaostrzenie odpowiedzialności sprawców śmiertelnych wypadków - dodaje Pilawska.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Będzie apelacja, obrona walczy o uniewinnienie. Czy Sebastian M. może liczyć na łagodniejszy wyrok?

Karolina Pilawska mówi wprost, że jako adwokat "rozumie linię obrony". - Walka o uniewinnienie, podważanie opinii biegłych i alternatywne wersje zdarzeń to praca obrońcy, nie obstrukcja. Rozumiem też, że orzeczenie górnej granicy wobec trzeźwego i niekaranego sprawcy wypadku jest decyzją wyjątkową i będzie musiało obronić się w apelacji - mówi. - Rozumiem jednak również sąd. Skoro ustawodawca przewidział maksymalny wymiar kary, to po to, by sięgać po niego w sprawach najcięższych. Trudno wyobrazić sobie cięższą postać nieumyślnego wypadku bez alkoholu i ucieczki niż trzy ofiary przy ponad 300 km/h. Jeżeli w takiej sprawie nie orzeka się górnej granicy, to trudno powiedzieć, kiedy w ogóle miałaby być orzekana - dodaje.

Czytaj też: Co za bezczelność! Sebastian M. robił to w czasie ogłaszania wyroku. Wyraźnie znudzony, nie do wiary

Ekspertka zwraca też uwagę na to, że Sebastian M. prosił o nieskazywanie go pod presją opinii publicznej. Przyznaje mu nawet w tym aspekcie rację. - Sąd ocenia czyn, a nie medialny wizerunek oskarżonego. Gdyby wysokość kar zależała od zasięgów w mediach, anonimowy sprawca takiego samego czynu dostałby kilka lat w zawieszeniu. Problem leży więc gdzie indziej, a mianowicie w widełkach art. 177 § 2, które tak samo traktują chwilę nieuwagi i skrajną brawurę trzeźwego kierowcy, oraz w ostrożności prokuratury przy kwalifikacji takich czynów jako zabójstwa. To pytanie do ustawodawcy, a nie zarzut wobec sędzi z Piotrkowa - podkreśliła.

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wyrok 8 lat więzienia dla Sebastiana M. pozostaje nieprawomocny. Obrona zapowiedziała już złożenie apelacji. Do sprawy będziemy wracać.

Sonda
Jak oceniasz zachowanie Sebastiana M. podczas procesu dotyczącego wypadku na A1?
Pokój Zbrodni - Hubert B. i śmiertelne potrącenie w Krakowie

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki