Sebastian M. usłyszał karę ośmiu lat więzienia za wypadek, do którego doszło we wrześniu 2023 roku. Sąd skazał mężczyznę, uznając tak samo jak prokuratura, że doprowadził on do tragedii, w wyniku której zginęła trzyosobowa rodzina: Martyna, Patryk oraz 5-letni Oliwier. Oskarżony przekroczył dozwoloną prędkość, jadąc według biegłych ponad 315 km/h i stwarzając tym samym olbrzymie zagrożenie dla pozostałych uczestników ruchu drogowego. Finalnie Sebastian M. zahaczył swoim autem o samochód osobowy marki Kia, którym podróżowała rodzina z Myszkowa, i spowodował, że pojazd uderzył w bariery, a następnie zajął się ogniem. Młodego małżeństwa i ich dziecka nie udało się uratować, zginęli na miejscu. Oprócz kary więzienia, sąd zdecydował, że skazany musi zapłacić jeszcze zadośćuczynienie po 500 tysięcy złotych dla pięcioro oskarżycieli posiłkowych, bliskich ofiar. O warunkowe przedterminowe zwolnienie Sebastian M. będzie mógł się ubiegać po odbyciu 3/4 kary, czyli po sześciu latach. Orzeczono wobec niego także 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów.
Czytaj także: Sąd bezlitosny dla Sebastiana M.! Zapadł wyrok w głośnej sprawie. Na A1 zginęła cała rodzina
Obrończyni mężczyzny, mecenas Katarzyna Hebda, zapowiedziała już złożenie apelacji od tego wyroku, co oznacza, że czeka nas jeszcze proces w drugiej instancji, przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Tymczasem ludzie w mediach społecznościowych nie ukrywają swojego wzburzenia. Osiem lat więzienia za śmierć trzyosobowej rodziny to w ich ocenie wyrok nieadekwatny do skali przewinienia i tragedii. Adwokat Karolina Pilawska z kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci nie jest zdziwiona, że sprawa wywołuje tak duże emocje.
- Społeczeństwo liczy prosto: trzy życia, osiem lat. To niespełna trzy lata za każdą ofiarę, a przy dobrym sprawowaniu wolność po sześciu. Do tego dochodzi cały kontekst: wyjazd do Dubaju, złota wiza, ekstradycja dopiero w maju 2025 roku, wywiad, w którym oskarżony przedstawiał się jako ofiara, i końcowa prośba o uniewinnienie - komentuje dla "Super Expressu".
Prawniczka dostrzega liczne porównania do sprawy Łukasza Żaka, które pojawiają się w sieci. Pirat drogowy, który spowodował śmierć jednej osoby w Warszawie, otrzymał karę 20 lat. Dlaczego więc Sebastian M. dostał "tylko osiem"? To najczęściej powtarzane pytanie w tej sprawie.
- Tam jedna ofiara i 20 lat, tu trzy ofiary i 8 lat. Trudno się dziwić, że wielu ludzi uznaje to za niesprawiedliwe. Nawet prokurator w mowie końcowej przyznał, że państwo nie ma w tej sprawie kary adekwatnej do tragedii, i dodał, że gdyby mógł, żądałby 30 lat. To ważny sygnał: zarzut „za mało” nie trafia w sąd, który sięgnął po maksimum. Trafia w ustawodawcę, który wyznaczył granicę - wskazuje adwokat Karolina Pilawska. Jak dodaje, o różnicy nie zdecydowała liczba ofiar ani surowość sędziów, tylko zupełnie inny zestaw przesłanek ustawowych. Szczegóły poniżej.
Łukasz Żak i Sebastian M. - czym różnią się te dwie sprawy? Wydają się podobne, ale okoliczności zmieniają kwalifikację prawną
Ekspertka przypomina, że Łukasz Żak w chwili wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 roku był nietrzeźwy, uciekł z miejsca zdarzenia, a za kierownicę wsiadł mimo sądowego zakazu. Wcześniej był wielokrotnie karany. - Odpowiadał więc z art. 177 § 2 w związku z art. 178 § 1a k.k., który przy śmierci ofiary przewiduje od 5 do 20 lat więzienia. Sąd sięgnął po górną granicę i orzekł dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów - wyjaśnia adw. Karolina Pilawska.
Zobacz również: Obrończyni Sebastiana M. po tym pytaniu nie wytrzymała. Aż wybuchła! "To absolutne kłamstwo"
Sebastian M. we wrześniu 2023 roku był natomiast trzeźwy, został na miejscu wypadku i według doniesień medialnych nie był wcześniej karany. Odpowiadał z samego art. 177 § 2 k.k., czyli w granicach od 6 miesięcy do 8 lat. On również dostał górną granicę. Obaj sądzeni zostali więc najsurowiej, jak pozwalało prawo, tyle że w zupełnie innych widełkach.
- Zaostrzony art. 178 § 1a k.k. działa tylko wtedy, gdy sprawca był nietrzeźwy, odurzony albo zbiegł z miejsca zdarzenia. Zaostrzenie weszło w życie dopiero jesienią 2023 roku, już po wypadku na A1. Nawet gdyby obowiązywał wcześniej, wobec Sebastiana M. by się nie zastosował: był trzeźwy i został na miejscu. Wyjazd z Polski po przesłuchaniu w charakterze świadka to nie jest ucieczka z miejsca zdarzenia w rozumieniu kodeksu, a surowszej ustawy i tak nie wolno stosować wstecz (art. 4 § 1 k.k.). Jest jeszcze jedna rzecz, którą trudno zaakceptować laikowi. Spowodowanie wypadku, w którym ginie kilka osób, to jedno przestępstwo z art. 177 § 2, a nie trzy. Liczba ofiar wpływa na wymiar kary w ustawowych granicach, ale tych granic nie przesuwa. Trzy śmierci nie oznaczają trzech kar po 8 lat. Jedyną drogą do kary surowszej niż 8 lat byłaby inna kwalifikacja czynu, tj. zabójstwa z zamiarem ewentualnym - mówi prawniczka.
Czy potrzebne są więc zmiany w prawie? A może należy wprowadzić termin "zabójstwa drogowego"? Karolina Pilawska wskazuje, że przestępstwo popełnione z zamiarem ewentualnym charakteryzuje się tym, że sprawca nie zmierzał bezpośrednio do jego popełnienia, lecz przewidywał taką możliwość i na to się godził. W przypadku zabójstwa oznacza to świadomość, że skutkiem jego działania może być śmierć człowieka. - W doktrynie od lat prezentowane jest stanowisko, że przyjmując zamiar ewentualny, trzeba wyjaśnić, dlaczego czyn nie jest nieumyślnym spowodowaniem śmierci z art. 155 k.k. Również wtedy sprawca przewiduje możliwość spowodowania śmierci, lecz bezpodstawnie przypuszcza, że jej uniknie. Przykładem zabójstwa z zamiarem ewentualnym może być spowodowanie śmierci w wyniku pobicia. Choć kodeks przewiduje odrębnie odpowiedzialność za pobicie ze skutkiem śmiertelnym (art. 158 § 3 k.k.), orzecznictwo często kwalifikuje takie czyny jako zabójstwo - mówi.
Adwokatka dodaje, że znacznie bardziej dyskusyjne jest przypisanie zamiaru ewentualnego sprawcy wypadku drogowego. - Tu także istnieje odrębny przepis. Zgodnie z art. 177 § 2 k.k., jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. To właśnie ten przepis sądy stosują zdecydowanie najczęściej - wskazuje. - W orzecznictwie pojawia się jednak pogląd, że kierowca, który celowo narusza zasady bezpieczeństwa, np. jadąc z ogromną prędkością, i wywołuje konkretne niebezpieczeństwo, jest w stanie przewidzieć, że skutkiem może być śmierć człowieka. W szczególnych okolicznościach powinien więc odpowiadać za zabójstwo z art. 148 k.k. Pogląd ten jest mocno krytykowany w doktrynie. Przeciwnicy wskazują, że z samego naruszenia reguł bezpieczeństwa nie wynika automatycznie, iż sprawca, przewidując możliwość zabicia człowieka, godził się na ten skutek. Coraz częściej jednak sądy aprobują zaostrzenie odpowiedzialności sprawców śmiertelnych wypadków - dodaje Pilawska.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Będzie apelacja, obrona walczy o uniewinnienie. Czy Sebastian M. może liczyć na łagodniejszy wyrok?
Karolina Pilawska mówi wprost, że jako adwokat "rozumie linię obrony". - Walka o uniewinnienie, podważanie opinii biegłych i alternatywne wersje zdarzeń to praca obrońcy, nie obstrukcja. Rozumiem też, że orzeczenie górnej granicy wobec trzeźwego i niekaranego sprawcy wypadku jest decyzją wyjątkową i będzie musiało obronić się w apelacji - mówi. - Rozumiem jednak również sąd. Skoro ustawodawca przewidział maksymalny wymiar kary, to po to, by sięgać po niego w sprawach najcięższych. Trudno wyobrazić sobie cięższą postać nieumyślnego wypadku bez alkoholu i ucieczki niż trzy ofiary przy ponad 300 km/h. Jeżeli w takiej sprawie nie orzeka się górnej granicy, to trudno powiedzieć, kiedy w ogóle miałaby być orzekana - dodaje.
Czytaj też: Co za bezczelność! Sebastian M. robił to w czasie ogłaszania wyroku. Wyraźnie znudzony, nie do wiary
Ekspertka zwraca też uwagę na to, że Sebastian M. prosił o nieskazywanie go pod presją opinii publicznej. Przyznaje mu nawet w tym aspekcie rację. - Sąd ocenia czyn, a nie medialny wizerunek oskarżonego. Gdyby wysokość kar zależała od zasięgów w mediach, anonimowy sprawca takiego samego czynu dostałby kilka lat w zawieszeniu. Problem leży więc gdzie indziej, a mianowicie w widełkach art. 177 § 2, które tak samo traktują chwilę nieuwagi i skrajną brawurę trzeźwego kierowcy, oraz w ostrożności prokuratury przy kwalifikacji takich czynów jako zabójstwa. To pytanie do ustawodawcy, a nie zarzut wobec sędzi z Piotrkowa - podkreśliła.
Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wyrok 8 lat więzienia dla Sebastiana M. pozostaje nieprawomocny. Obrona zapowiedziała już złożenie apelacji. Do sprawy będziemy wracać.