Pszczółka Maja odfrunęła do nowego domu. „Tamten moment wszystko zmienił”

2026-10-28 12:47

Jeszcze niedawno ta kruszynka nie znała matczynego ciepła ani ojcowskiej bliskości. Jej rodzice porzucili ją zaraz po narodzinach, a malutka Majeczka w szpitalu musiała zmagać się z wieloma wadami rozwojowymi, których przyczyną był alkohol pity w ciąży przez jej rodzicielkę. Kiedy opuściła placówkę medyczną została przyjęta do ośrodka preadopcyjnego Tuli Luli przy łódzkiej Fundacji Gajusz. Czas mijał, a nikt nie chciał jej adoptować. Aż wreszcie znalazły się osoby, które otworzyły dla niej swoje serca.

Majeczka ma dom!

„Pszczółka Maja”, jak pieszczotliwie była określana przez pracowników Tuli Luli, trafiła tam gdy miała cztery miesiące. Była obarczona wieloma problemami zdrowotnymi, być może dlatego mimo usilnych starań nie udało się znaleźć dla niej nowego domu. W maju Fundacja Gajusz rozpoczęła więc poszukiwania rodziny zastępczej, a jej historię opisał „Super Express”. I udało się!

„Pszczółka Maja” odleciała do nowego domu

Na apel zareagowali pani Monika i pan Andrzej. Mieli dorosłe już dzieci, poukładane na nowo życie, podróże, które stały się ich pasją. A jednak, gdy zobaczyli Maję, coś drgnęło w ich sercach. 

- Już kilka lat wcześniej mieliśmy w głowie pomysł, żeby stać się dla jakiegoś opuszczonego dziecka rodziną zastępczą, ale nic z tego nie wyszło. Zajęliśmy się więc swoimi sprawami, dzień mijał za dniem. Aż pewnego dnia trafiliśmy na informację o Mai. Tamten moment wszystko zmienił - wspomina dziś pani Monika.

- Porozmawialiśmy i postanowiliśmy skontaktować się z fundacją. Serce mówiło „tak” od początku, ale ja obawiałem się nieco, czy na pewno damy sobie radę. Czy podołamy finansowo? Czy będziemy mieć siłę, żeby sprostać wszystkim potrzebom Mai? Czy nie zawiedziemy? - opowiada pan Andrzej. 

Wątpliwości szybko zostały rozwiane, formalności dopięte na ostatni guzik i dzięki temu Maja od kilku dni jest już w domu. Śpi spokojnie, ale nie chce zasypiać sama w łóżeczku, tylko wtulona w mamę. Kiedy otwiera oczy, domaga się bliskości rodziców.  

- Wiemy, że mamy przed sobą mnóstwo pracy, wizyt u różnych specjalistów, ćwiczeń, wysiłku, żeby pokonać trudności, z jakimi zmaga się Majeczka. Ale wierzymy, że wszystko to przezwyciężymy - zaznacza mama zastępcza dziewczynki.  

- Odkąd zaczęliśmy się z nią regularnie spotykać, zaczęła gaworzyć, uśmiechać się, jest w lepszym kontakcie. Widzimy, że ten rozwój idzie do przodu. Jesteśmy w domu zaledwie chwilę, a Maja już na śniadanie zjada kaszkę. A przecież od kilku miesięcy była karmiona dojelitowo. To ogromny sukces! - cieszy się pani Monika.  

- Krok po kroku i wszystko ułożymy. A za jakiś czas wrócimy do naszych podróży. Tylko tym razem już z Mają - uśmiecha się pan Andrzej. 

 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki