Sebastian M. wciąż czeka na zakończenie procesu, w którym jest oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, gdzie zginęła trzyosobowa rodzina. Mężczyzna utrzymuje, że jest niewinny, a samochód ofiar zjechał na pas, którym z zawrotną prędkością pędził swoim BMW, natomiast prokuratura uważa, że to on najechał na osobówkę poszkodowanych. Tymczasem w sprawie pojawia się nowy wątek, który dotyczy pisma, jakie Sebastian M. wysłał do Rzecznika Praw Obywatelskich. O tym, że takie działania zostały przez niego podjęte, poinformowała wcześniej sędzia Renata Folkman, lecz nie ujawniła, czego dokładnie dotyczył dokument. Teraz dziennik "Fakt" dotarł do szczegółów. Jak się okazuje, Sebastian M. skarżył się w piśmie na warunki, jakie panują w areszcie. Od lutego 2026 roku przebywa on bowiem w izolatce, w areszcie śledczym w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie na czas procesu został przetransportowany z aresztu w Katowicach.
Czytaj więcej: Sebastian M. zostanie uniewinniony?! Przerażająca wizja końca procesu. "Walka o miliony złotych"
Jak donosi "Fakt", w notatce skierowanej do sądu pod koniec kwietnia 2026 roku Sebastian M. zwrócił uwagę między innymi na "kiepskie wyżywienie" w areszcie, na które ma składać się głównie chleb, margaryna i herbata. Narzekał też na brak dostępu do książek, brak zajęć rekreacyjno-sportowych, kulturalno-oświatowych czy fizycznych.
- Prysznic, jak wspomina, jest kilkuminutowy i tylko dwa razy w tygodniu, a w dodatku ma nie być ciepłej wody. Lampy jarzeniowe w celach są o niebieskiej barwie, przez co, jego zdaniem, powodują ból oczu i głowy. Sebastian M. zwraca też uwagę, że brakuje dostępu do światła dziennego, a okna w jego celi zabezpieczone mają być podwójną kratą i nieprzewiewną pleksą - czytamy w relacji gazety.
Oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku skarży się jeszcze na niską temperaturę w areszcie, zwłaszcza w nocy. Mężczyzna twierdzi, że w okresie zimowym ogrzewanie ma być wyłączane po godzinie 20:00 i ponownie włączane dopiero około 5:00 rano. Aby wytrzymać zimno, "musiałby spać w kurtce, czapce i rękawiczkach", a ma tylko jedną bluzę. W efekcie, jak dodaje, pranie schnie trzy dni. Sebastian M. podnosi ponadto, że przysługuje mu jedynie litr wody mineralnej dziennie do kupienia w kantynie. Szczegóły poniżej.
Służba Więzienna odpowiada na zarzuty Sebastiana M. w sprawie aresztu. "Zgodne z normami"
Sebastian M. w długiej liście zarzutów wskazywał jeszcze na rzekome utrudnianie mu kontaktu z sądem. Za przykład podaje dwa tygodnie oczekiwania na znaczki do korespondencji, których zabrakło w kantynie. Co ciekawe, biuro RP, z profesorem Marcinem Wiąckiem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich na czele, interweniowało w jego sprawie. Nie ujawniono jednak, jaki był zakres działań biura.
Zobacz także: Tym zdaniem obrończyni Sebastiana M. oburzyła nawet sąd. Co za tupet, zginęła cała rodzina
- Zarzuty odnoszące się do warunków bytowych oraz ograniczonego dostępu do biblioteki, zajęć kulturalno-oświatowych i sportowych zostały szczegółowo przeanalizowane przez administrację jednostki — wyjaśniła "Faktowi" ppłk Arleta Pęconek, rzeczniczka Służby Więziennej. — Dyrektor aresztu śledczego przekazał do Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim stanowisko odnoszące się do treści skargi. W przesłanej odpowiedzi szczegółowo opisano warunki w jakich przebywa osadzony i że są one zgodne z normami regulaminu organizacyjno-porządkowego wykonania tymczasowego aresztowania oraz porządku wewnętrznego jednostki — poinformowała "Fakt" ppłk Arleta Pęconek. Dodała też, że za realizację konwoju odpowiada policja i to ona decyduje o stosowaniu kajdanek zespolonych.
Wygląda na to, że nawet bez kolejnej rozprawy Sebastian M. dostarcza mediom i służbom nowych informacji na swój temat. Przypomnijmy, że za czyn, o który jest oskarżany i podejrzewany, grozi mu kara do 8 lat więzienia.