Dwudziestoośmiolatek, na co dzień zajmujący się doradztwem podatkowy, dwa lata temu podjął odważną decyzję – zawiesić karierę zawodową i przepłynąć z Helu do Gdyni. Po co? By uczcić pamięć dziadka i pomóc potrzebującym. Wymierna pomoc miała polegać na zebraniu środków, które wesprą podopiecznych trzech fundacji - Fundacji Gajusz, Fundacji MG 13 i Caritas Archidiecezji Łódzkiej. Mężczyzna wcześniej nie trenował pływania.
Pod koniec lipca udało mu się zrealizować swój cel. Do akcji przyłączali się kolejni partnerzy, zarówno osoby prywatne, jak i firmy, którzy na zasadzie zakładu dżentelmeńskiego deklarowali określone przez siebie kwoty. W przypadku, gdy Jerzykowski przepływa wyznaczony dystans, uczestnicy zakładu przelewają pieniądze na konto fundacji Swim For A Dream. Tak zebrana suma dzielona jest na równe części i przekazywana w/w organizacjom. Ponadto, przy okazji zbiórki, wystartowała pomoc w serwisie internetowym Wspieram.to. Jako, że licytacje oraz crowdfunding cały czas funkcjonują, to finansowe podsumowanie projektu planowane jest na połowę sierpnia.

i
Jerzykowski przepłynął z Helu do Gdańska w 8 godzin
Trasa, którą Jerzykowski pokonał, miała w linii prostej 18,5 km. Z relacji załogi wynika, że pokonane zostało znacznie ponad 20 km. Czas przepłynięcia to 8 godzin i 13 minut. W tym przymusowa przerwa na przepuszczenie tankowca wpływającego do portu w Gdyni. Pływak wystartował z plaży w Helu o godzinie 11:03, a dopłynął do mety na plaży głównej w Gdyni o godzinie 19:17.

i
- Ten dzień, do momentu, kiedy skoczyłem do wody, od strony mentalnej – od strony mojego nastawienia i tego, jak powinienem się zachowywać, był idealny. Dobrze się wyspałem, byłem bardzo pobudzony i radosny rano, a jednocześnie w tym wszystkim byłem mocno skoncentrowany i wiedziałem, że wskakuję do wody w Helu i dopływam do Gdyni – o swoim wyczynie Adam Jerzykowski mówi, jakby to była „bułka z masłem”. Jednak realizacja była dużo bardziej złożona.
Swim for a dream – na takim dystansie potrzebna każda iskra
Śmiałek asekurowany był przez łódkę ratowniczą, która cały czas płynęła obok niego. Na jej pokładzie, oprócz ratownika medycznego, nawigatora i kilku innych osób, znajdował się trener Jerzykowskiego - Marek Jędrzejewski z Personal Trainers. Z jego relacji wynika, że przez pierwsze dwie i pół godziny utrzymywane było tempo ok. 4km/h. Po trzech godzinach od wystartowania, diametralnie zmieniły się warunki pogodowe, morze się wzburzyło i zaczął wiać wiatr znoszący w stronę Pucka. Pojawienie się fal wybijających, obniżyło prędkość do około 2,6 - 2,8km/h. Najtrudniejsze okazały się ostatnie 2 kilometry do celu. Sportowcowi zaczęło brakować sił, jednak w wolniejszym tempie udało mu się dopłynąć do mety.
- W pewnym momencie, już jedyne co miałem w głowie to to, żeby przeć naprzód i żeby nie przestawać płynąć. I miałem takie poczucie, że jak będę mówił załodze, że jest ciężko, że mi jest zimno, jak będę rozmyślał o różnych rzeczach i o tym, jak to jest trudne, to niepotrzebnie będę marnował energię. A wiedziałem, że może być mi potrzebna każda iskra – wspomina Jerzykowski.

i

i
Niebywały wysiłek z gdyńskiej plaży obserwowali rodzice, przyjaciele, partnerzy projektu, przedstawiciele wspieranych fundacji oraz grupa ludzi, którym zaimponowała determinacja łodzianina.
O tym niebywałym wyczynie z Adamem Jerzykowskim rozmawiał Andrzej Pinkowski z Radia ESKA, posłuchajcie:
Biegacie, pływacie? Zdecydowalibyście się na takie wyzwanie? Piszcie!