Tomek chciał odpocząć na podłodze. Już nie wstał. Został zadźgany przez znajomego

Towarzyskie spotkanie czworga znajomych z Pabianic nieoczekiwanie przerodziło się w krwawą jatkę. Gdy jeden z nich, Tomasz S. (✝45 l.) zmęczony położył się na podłodze mieszkania, w którym odbywała się impreza, drugi – Marcin S. (50 l.) złapał za nóż i sześciokrotnie wbił go leżącemu mężczyźnie w klatkę piersiową pozbawiając go życia. Potem uciekł, ale wkrótce został zatrzymany. Sąd Okręgowy w Łodzi wydał właśnie wyrok w tej sprawie.

Krwawy finał spotkania znajomych

Piętrowa kamienica przy ul. Moniuszki w Pabianicach. Tuż obok miejscowego targowiska. Jedno z mieszkań na poddaszu zajmuje tam Renata S. (45 l.) i jej partner Tomasz P. (47 l.). Oboje prowadzą towarzyski tryb życia, a goście odwiedzają ich nader chętnie.

10 października 2024 roku kolejne spotkanie w ich lokum w gronie czterech osób zakończyło się tragedią. Oprócz gospodarzy byli tam obecni Tomasz S. i Marcin S.

Był już ranek, kiedy policja otrzymała informacje o ugodzonym nożem pierwszego z tych mężczyzn. Kiedy mundurowi dotarli na miejsce, okazało się, że poza ciężko rannym mężczyzną, w środku są jedynie gospodarze. Brakowało czwartego z gości, Marcina S., który miał być odpowiedzialny za użycie ostrego narzędzia.

Ratownicy medyczni próbowali reanimować poszkodowanego, ale wobec obrażeń byli bezradni. Lekarz po chwili stwierdził jego zgon. Policjanci rozpoczęli poszukiwania nożownika. Znaleźli go kilka ulic dalej. Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut zabójstwa. 1 czerwca tego roku przed Sądem Okręgowym w Łodzi rozpoczął się jego proces.

Marcin S. stanął przed sądem

- Oskarżam Marcina S. o to, że w dniu 10 października 2024 roku działając z zamiarem bezpośrednim pozbawiania życia poszkodowanego zadał mu sześć ciosów nożem powodując u niego obrażenia skutkujące jego śmiercią - mówiła prokurator Dorota Grzelińska.

Marcin S. do winy się nie przyznał, odmówił też składania wyjaśnień, dlatego sąd odczytał jego zeznania złożone w trakcie śledztwa. Tuż po zatrzymaniu utrzymywał, że w ogóle nie było go w mieszkaniu Renaty S. i Tomasza P.. Dopiero w trakcie kolejnego przesłuchania przyznał, że był obecny w trakcie imprezy, ale to nie on użył noża i przerzucił odpowiedzialność za śmierć kolegi na gospodarza.

- Obudziłem się i widziałem, że Tomek trzyma zakrwawiony nóż - mówił.

- Potem ten drugi mężczyzna spadł z krzesła na podłogę. Był we krwi. Tomek mi powiedział, że mam opuścić ich mieszkanie, co też uczyniłem - dodał.

Sąd nie dał jednak wiary tym wyjaśnieniom i w czwartek, 15 października, uznał go winnym morderstwa i skazał na 25 lat więzienia.

- W tej sprawie mieliśmy wersję wydarzeń przedstawioną przez oskarżonego i wersję wydarzeń, którą przedstawił Tomasz P. - mówił sędzia Robert Świecki.

- Ten drugi od początku utrzymywał, że do zadania ciosów nożem doszło, gdy pokrzywdzony leżał na podłodze. Oskarżony początkowo twierdził z kolei, że go nie było na miejscu zdarzenia, a następnie przyznał, że był w tym towarzystwie, ale że to Tomasz P. zadał ciosy, gdy pokrzywdzony siedział na krześle. Tę wersję wykluczył jednak biegły sądowy, który w swojej ekspertyzie wskazał, że w chwili zadania ran pokrzywdzony leżał na podłodze, dlatego sąd uznał oskarżonego za winnego - wyjaśnił.

Marcin S. decyzją sądu najbliższe ćwierć wieku spędzi za kratkami. Wyjdzie na wolność w wieku 75 lat.

Zygmunt i Sylwester zginęli w pożarze. Adil A. jednak nie zabił?!
Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki