Fatalne zauroczenie zakończone krwawą masakrą
Para mieszkała w jednej z kamienic przy ul. Traugutta w Ozorkowie. Feralnego dnia pani Justyna późnym wieczorem wyszła do pracy, o co jej partner miał do niej pretensje. Otworzył okno na oścież i ją zwyzywał. Kobieta wróciła więc do mieszkania, a tam czekała na nią rzeź. Dariusz F. najpierw kilkukrotnie uderzył ją wkrętarką w głowę, a potem nożem o długości 28 centymetrów próbował ją zadźgać powodując rany twarzy, głowy i szyi. Najprawdopodobniej to by mu się udało, gdyby Justyna Ż. nie zdołała wyrwać mu ostrego narzędzia. Kiedy zakrwawiona padła na podłogę, mężczyzna podpalił jeden z pokoi i wyszedł na zewnątrz. Wydobywający się z mieszkania dym dostrzegł jeden z sąsiadów, który powiadomił strażaków. Gdy ci przyjechali na miejsce i weszli do palącego się lokalu, zobaczyli ranną kobietę. Wyprowadzili ją na zewnątrz, wezwali karetkę pogotowia i ugasili pożar.
Dariusz F. stanął przed sądem
Dariusz F. został zatrzymany przez policjantów jeszcze tej samej nocy na jednej z ulic w Ozorkowie. Mężczyzna niedawno stanął przed sądem oskarżony o usiłowanie zabójstwa i spowodowanie pożaru. Przyznał się do spowodowania obrażeń u pani Justyny, ale twierdził, że nie chciał jej zabić. Innego zdania był sąd, który za próbę morderstwa skazał go na 17 lat więzienia, uznał go też winnym sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wystąpienia zdarzenia zagrażającego życiu oraz zdrowiu wielu osób i wymierzył mu karę łączną 18 lat pozbawienia wolności.
- Oskarżony zadał swojej partnerce uderzenia, najpierw wkrętarką, tych uderzeń było cztery, następnie wziął nóż długości 28 centymetrów i zaczął zadawać jej ciosy w głowę i szyję - mówił sędzia Robert Świecki.
- Zdaniem sądu oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia swojej partnerki. Z opinii biegłej z zakresu medycyny sądowej wynika, że te rany były głębokie, drążące i co najmniej jedna z ran była zadana z dużą siłą. Nie doszło do morderstwa, bo pokrzywdzona wyrwała oskarżonemu nóż z ręki. O zamiarze zabójstwa świadczy też zachowanie oskarżonego już po tym wszystkim: widział, że pokrzywdzona leży, krwawi, czołga się, ale jej nie pomógł. Zresztą już po zatrzymaniu przez policjantów w wulgarny sposób mówi, że ma nadzieję, iż pokrzywdzona nie żyje - tłumaczył.
Justyna Ż. po tym zdarzeniu ma bliznę na jednym z polików. Wyrok jest nieprawomocny.