Obaj panowie zajmowali lokum na parterze jednego z wieżowców przy ul. Retkińskiej w Łodzi. Jego główny lokator, pan Tomasz w przeszłości mieszkał tu ze swoją partnerką, urodziła im się córka, ale losy pary tak się skomplikowały, że kobieta zabrała dziecko i wyniosła się od niego. Właściciel po jakimś czasie przygarnął „pod swój dach” Krzysztofa M.
Tragicznego dnia – 28 września 2023 roku - obaj od rana pili alkohol, po czym przebywający w gościnie mężczyzna położył się spać. Kiedy wstał, wyszedł z mieszkania, bo miał pojechać na swoją działkę. Według tego, co powiedział w śledztwie, zapomniał telefonu i po jakimś czasie wrócił. - Nagle zamiast Tomka zobaczyłem dzika. Złapałem więc za widelec do grilla i wbiłem z całych sił w jego szyję, żeby go zabić – zeznał w trakcie przesłuchania. Z ustaleń sekcji zwłok wynika, że ostre narzędzie przebiło szyję na wylot.
Mężczyzna stanął przed sądem, gdzie zmienił wersję wydarzeń. - Wróciłem do domu, a Tomek leżał zakrwawiony z tym widelcem w szyi – mówił.
Sąd nie uwierzył jednak w te słowa, uznając za wiarygodne zeznania złożone w śledztwie i skazał go na 12 lat i 6 miesięcy więzienia.
- Oskarżony miał wizje – mówił przewodniczący składu sędziowskiego, Adam Karowicz. - Wydawało mu się, że walczy z dzikiem, mówił, że do tej walki użył tego narzędzia, które potem zostało w szyi pokrzywdzonego.
Jak dodał, o tak dość stosunkowo niskim wyroku zadecydowały przepisy Kodeksu Karnego, które obowiązywały w dniu zdarzenia. Trzy dni po morderstwie zostały one zmienione, więc kara byłaby znacznie surowsza. Wyrok nie jest prawomocny.