Tragiczny finał poszukiwań 17-letniego Filipa
Filip 2 lipca około godz. 21 wyszedł na spacer z psem. Następnie przyprowadził czworonoga z powrotem, zostawił telefon i ponownie opuścił mieszkanie. Tym razem już nie wrócił. Zaniepokojona rodzina po północy zgłosiła jego zaginięcie na policję, a rankiem mama chłopaka opublikowała prośbę o pomoc w poszukiwaniach w mediach społecznościowych. Ruszyły szeroko zakrojone poszukiwania. Wszyscy liczyli na pozytywny finał tej historii. Niestety, stało się inaczej.
7 lipca policja odnalazła ciało młodego mężczyzny na dnie blisko 100-metrowego komina na terenie opuszczonej fabryki włókienniczej w Konstantynowie Łódzkim. Od początku wszystko wskazywało na to, że jest to zaginiony kilka dni wcześniej 17-letni mieszkaniec Florentynowa. - Przy zwłokach nie było dokumentu tożsamości. Ubiór i wygląd się zgadzają. Z dużym prawdopodobieństwem jest to zaginiony 17-latek - informowała wówczas podkom. Agnieszka Jachimek z Komendy Powiatowej Policji w Pabianicach.
Trwa śledztwo prokuratury
Po odnalezieniu zwłok nastolatka, na miejscu tragedii policjanci pracowali pod nadzorem prokuratora. Wykonali oględziny i zabezpieczyli ciało zmarłego. Dzień później media obiegła informacja, że tożsamość młodego mężczyzny została oficjalnie potwierdzona. Nie było już wątpliwości, że to 17-letni Filip.
Sprawą śmierci nastolatka zajęła się prokuratura, która wszczęła śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Co już wiadomo?
- Wykonano już sekcję zwłok. Na obecnym etapie nie wyklucza się żadnej wersji, aczkolwiek w szczególności bada się kwestię nieszczęśliwego wypadku - poinformował „Super Express” prok. Paweł Jasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Z ustaleń służb wynika bowiem, że zmarły 17-latek lubił odwiedzać i eksplorować opuszczone budynki.
Mimo to śledczy nie wykluczają również samobójstwa. Ono również jest brane pod uwagę.
- Wszystkie dostępne nagrania są szczegółowo analizowane i poddawane oględzinom. O ich wyniku Prokuratura poinformuje na dalszym etapie śledztwa - dodał prok. Jasiak.