Tajemnicza śmierć emerytki w drodze do sanatorium. 70-latka wykrwawiła się na torach. Nowe informacje

Pięć miesięcy od tragicznych wydarzeń na stacji PKP w Pabianicach, nadal nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za śmierć 70-letniej mieszkanki miasta. Zwłoki kobiety prawdopodobnie leżały na torach aż sześć godzin, nim maszynista jednego z przejeżdżających pociągów je zauważył! - Na obecnym etapie nie przedstawiono nikomu zarzutów - przekazał „Super Expressowi” prok. Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Zbliżenie na stalowe szyny kolejowe i ciemne drewniane podkłady. O śledztwie w sprawie śmierci seniorki przeczytasz na SE Łódź.
Autor: Pixabay.com

„Konieczne było ponowne przesłuchanie świadka”

Od tragicznych wydarzeń, do których doszło na początku lutego, minęło już pięć miesięcy. Co przez ten czas udało się ustalić śledczym? Czy wiadomo już, kto odpowiada za śmierć 70-letniej kobiety na torach kolejowych? Zapytaliśmy o to łódzką prokuraturę. Niestety, wygląda na to, że sprawa na razie utknęła w martwym punkcie.

- W tej sprawie uzupełniono materiał dowodowy poprzez uzyskanie dokumentacji z komisji wypadków kolejowych oraz decyzji podjętych przez Komendę Główną SOK, jak również przesłuchano kierownika pociągu i konduktorki - przekazał „Super Expressowi” prok. Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Jak zaznaczył, „konieczne było ponowne przesłuchanie bezpośredniego świadka zdarzenia”.

Na obecnym etapie prokuratura jeszcze nikomu nie przedstawiła zarzutów. Śledztwo cały czas toczy się więc "w sprawie", a nie "przeciwko komuś".

- W trakcie przygotowania jest postanowienie o powołaniu biegłego z zakresu bezpieczeństwa transportu kolejowego - poinformował nas prok. Jasiak.

Tajemniczy wypadek na dworcu w Pabianicach. 70-latka zginęła w drodze do sanatorium

Przypomnijmy. Do wypadku doszło 7 lutego 2026 r. na dworcu kolejowym w Pabianicach. Około godz. 8:15 maszynista pociągu PKP Intercity "DĄBROWSKA" z Wrocławia do Białegostoku zgłosił zdarzenie na torach. Początkowo służby podejrzewały, że 70-latka zginęła pod kołami tego właśnie pociągu. Jej obrażenia miały sugerować, że została potrącona przez skład.

Jednak im więcej informacji zdobywali śledczy, tym więcej pytań pojawiało się w tej sprawie. Okazało się bowiem, że do śmierci kobiety mogło dojść już ok. 2 w nocy, czyli aż sześć godzin przed znalezieniem ciała! 70-latka miała bowiem rankiem jechać do sanatorium pociągiem PKP Intercity "PODHALANIN" relacji Zakopane-Świnoujście, i to właśnie w tym pociągu znaleziono jej bagaż. Z relacji świadków wynika, że seniorka prawdopodobnie wysiadła, z pociągu, by zabrać z peronu drugą torbę i wtedy doszło do dramatu.

10 lutego Prokuratura Rejonowa w Pabianicach wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci kobiety. - Ciało znajdowało się pod składem pociągu PKP Intercity relacji Wrocław-Białystok, którego dalszy bieg został wstrzymany. W trakcie oględzin ustalono, że u 70-letniej kobiety doszło do częściowej amputacji lewej nogi, a obrażenia te mogły nastąpić za jej życia. Z uwagi na niewykluczenie udziału osób trzecich prokurator zdecydował o przeprowadzeniu sądowo-lekarskiej sekcji zwłok - informował wówczas prok. Jasiak.

Z kolei prok. Emilia Michałowska-Marchewa z Prokuratury Okręgowej w Łodzi po przeprowadzonej sekcji poinformowała "Fakt", że bezpośrednią przyczyną śmierci seniorki było wykrwawienie, do jakiego doszło w wyniku częściowej amputacji lewej nogi. Co ważne, kobieta po wypadku nadal żyła! Dodatkowo miała zmiażdżoną miednicę. - Starsza kobieta nie posiadała żadnych innych obrażeń. Nic nie wskazuje na to, że została przejechana przez jakikolwiek inny pociąg - tłumaczyła prokurator.

Czy życie kobiety można było uratować, gdyby pomoc przyszła kilka godzin wcześniej? Kto odpowie za to, że seniorkę znaleziono tak późno? Na odpowiedzi na te pytania przyjdzie nam poczekać do zakończenia śledztwa.

Brutalne zabójstwo w Pabianicach
Sonda
Czy lubisz podróżować pociągami?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki