W przypadkach takich jak ten liczy się czas. Aby spowolnić rozwój guza, specjaliści ze szpitala im. Marii Konopnickiej w Łodzi, wytypowali dostępny w Stanach Zjednoczonych lek. Kiedy ministerstwo zdrowia wydało zgodę na leczenie nim 9-letniej pacjentki i zgłosił zapotrzebowanie na jego ściągnięcie do Polski, procedury ruszyły. Jak opisuje TVN24, lek został wysłany z Huston w środę wieczorem amerykańskiego czasu i w piątek rano był już w Warszawie. Jak się wkrótce okazało, entuzjazm lekarzy był przedwczesny, ponieważ lek... utknął. Według informacji od przewoźnika, wstępnie paczka miałą dotrzeć do łódzkiego szpitala, w poniedziałek, jednak tak się nie stało. Jak opisuje Profesor Wojciech Młynarski, kierownik Kliniki Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii w szpitalu im. M. Konopnickiej w Łodzi, z informacji na stronie przewoźnika wynikało, że przesyłka wciąż jest w Warszawie, a jej dostarczenie ulegnie opóźnieniu. Jak się okazało, załączony do niej dokument zawierał informację, że znajduje się w niej - nie lek - lecz... tablet.
Lekarz był zszokowany obrotem spraw, alarmując, że każda zwłoka działa na niekorzyść pacjentki. Finalnie, to bliscy 9-latki, sprowadzili lek z Warszawy do łódzkiego szpitala. Jak podaje TVN24, sprawą przedłużającego się transportu leku zainteresowało się ministerstwo zdrowia.
Polecany artykuł: