Za tymi drzwiami rozgrywał się dramat. Anna i jej niepełnosprawny partner zamarzli na śmierć

2026-02-06 17:34

Nie milkną echa tragicznej śmierci kilkorga mieszkańców Łodzi, którzy zamarzli na śmierć w swoich mieszkaniach w należących do miasta kamienicach. Choć stany techniczne budynków pozostawiają wiele do życzenia, niewykluczone, że tych tragedii udałoby się uniknąć, gdyby ofiary mrozów wcześniej właściwie korzystały z udzielonych im pomocy.

  • W Łodzi dwie osoby zmarły z wychłodzenia w kamienicy przy ul. Kaliskiej.
  • Ofiary to 64-letnia pani Anna i starszy od niej o 10 lat mężczyzna, podopieczni MOPS.
  • Tragedię odkryła sąsiadka, wezwana przez MOPS, po tym jak para przestała się pokazywać.
  • Jak doszło do tego, że nikt nie zareagował wcześniej na dramatyczne warunki życia tych ludzi?

Tragiczna śmierć z wychłodzenia. Nie żyją dwie osoby

Dwie osoby zmarły z wychłodzenia w kamienicy przy ul. Kaliskiej. To 64-letnia pani Anna i mieszkający z nią o 10 lat starszy mężczyzna. Budynek jest w opłakanym stanie. Tuż obok stoi nowoczesny, piękny apartamentowiec. Jego mieszkańcom pewnie niczego nie brakuje. Tymczasem po sąsiedzku kilka dni temu rozgrywał się dramat dwojga lokatorów, którzy w wychłodzonym, lokalu walczyli o przetrwanie. Jeszcze w sobotę, 31 stycznia, byli widziani na korytarzu. Potem przestali się pokazywać. Termometry w tamten weekend pokazywały w Łodzi ok. - 10 stopni Celsjusza. Odczuwalna temperatura była jeszcze niższa.

Sąsiedzi o ofiarach: "Przykro to mówić..."

Kiedy na początku mijającego tygodnia pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, pod opieką których pozostawali, nie mogli się z nimi skontaktować, zadzwonili do jednej z sąsiadek, pani Moniki, by sprawdziła, co się u nich dzieje. To ona odkryła, że doszło do tragedii.

- Zajrzałam przez dziurkę w drzwiach, gdzie powinien być wizjer i zobaczyłam, że ten mężczyzna leży pod stertą kołder, ale nie daje znaków życia. Waliłam w drzwi, nie było żadnego odzewu – opowiada.

Kobieta przekazała te informacje pracownikom MOPS, a ci wezwali pomoc. Na miejsce przyjechali strażacy, którzy wyważyli drzwi, policjanci i ratownicy medyczni, którzy mogli już tylko stwierdzić zgony dwóch osób.

- Przykro to mówić, ale to była jedna patologia – dodaje pani Monika. - Co dostawali pieniądze z opieki, to zamiast wydać na jedzenie albo ogrzewanie, przepijali je. Opieka społeczna do nich przychodziła, ale albo nie otwierali drzwi, albo byli pijani. Ile razy tu była policja czy straż pożarna, bo ciągle się coś działo. Ten pan był niepełnosprawny, nie miał władania w nogach, poruszał się odpychając rękoma tułów po podłodze. Nie zliczę, ile razy leżał w korytarzu pijany, goły, we własnych odchodach.

QUIZ. Znasz się na pogodzie? Co to są hektopaskale? Zgarnij komplet i zapewnij sobie pogodę ducha
Pytanie 1 z 10
W jakim kierunku wieje halny?
Anna i jej niepełnosprawny partner zamarzli na śmierć

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki