Koszmarny wypadek na A1
Był środek nocy z 23 na 24 maja. Dochodziła godzina 2:20. Osobowe Audi z trzema stomatologami, którzy wracali ze zjazdu naukowego w Ukrainie, minęło właśnie autostradowy węzeł Tuszyn i kierowało się w stronę zjazdu Łódź – Południe. Nikt nie mógł przypuszczać, że tą samą nitką drogi, ale w przeciwnym kierunku jedzie Citroen na czeskich numerach rejestracyjnych. Siedzący za jego kierownicą 69-letni obywatel Czech, wjechał pod prąd na trasę szybkiego ruchu i nie bacząc na innych uczestników ruchu gnał przed siebie. Niestety na 327 kilometrze doszło do czołowego zderzenia obu pojazdów. Citroen natychmiast stanął w płomieniach, a jego kierowca auta nie miał żadnych szans na ratunek.
Troje lekarzy, a wśród nich Izabela Gabryelczak, zostało rannych. Wszyscy trafili do szpitali. Niestety kilka dni później zmarł jeden z poszkodowanych, Marcin Kozakiewicz, wieloletni Kierownik Kliniki Chirurgii Szczękowo-Twarzowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Trudna walka o życie
Pani doktor, dzięki wsparciu lekarzy ze szpitala im. Kopernika udało się wygrać walkę o życie. Jak mówi dr n. med. Bogusław Sobolewski, kierownik Oddziału Intensywnej Terapii i Anestezjologii w tej placówce, w takich sytuacjach bardzo ważna jest współpraca całego zespołu.
– Właśnie do takich sytuacji jesteśmy wyszkoleni. Pacjenci z ciężkimi, wielonarządowymi urazami powinni trafiać do centrów urazowych, gdzie mogą otrzymać pomoc wyspecjalizowanego zespołu – tłumaczy.
– Od razu zajęli się mną różni specjaliści. Przede wszystkim anestezjolodzy, ale również neurochirurdzy, chirurdzy i ortopedzi. Mimo bardzo rozległego urazu wszyscy poradzili sobie świetnie – mówi Izabela Gabryelczak.
Długa rehabilitacja
Sama dotychczas współpracowała z tymi lekarzami, pielęgniarkami i całym personelem oddziału, którzy po wypadku musieli się nią zająć.
– Doskonale wiem, że tutaj każdy pacjent jest traktowany z należytą uwagą. Wszyscy poświęcają mu dużo czasu i starają się, żeby pobyt był jak najlepszy – opowiada lekarka. Podkreśla, że dzięki temu czuła się bezpiecznie. – Czułam się jak pacjent, który może w spokoju dochodzić do siebie po tak rozległym wypadku – mówi Izabela Gabryelczak.
Powrót do pełnej sprawności trwał kilka miesięcy. Dziś, dzięki doświadczeniu jej kolegów po fachu w leczeniu tak ciężkich przypadków, pani doktor znów operuje swoich pacjentów.