Największe absurdy procesu Sebastiana M. w sądzie. Ratowanie ofiar "naruszyło dowody". "Jestem niewinny"

Sprawa Sebastiana M. to jedna z najbardziej bulwersujących spraw dotyczących śmiertelnego wypadku drogowego w Polsce w ostatnich latach. I nie chodzi wyłącznie o zarzucaną mu jazdę BMW z prędkością ponad 300 km/h. Równie kontrowersyjne są działania policji po wypadku, wyjazd oskarżonego do Dubaju, próby podważania dowodów, zachowanie uczestników procesu i kolejne wydarzenia na sali sądowej. Z uwagi na to, że wkrótce zapadnie wyrok w tej sprawie, przypominamy największe absurdy procesu Sebastiana M. w sądzie.

Martyna, Patryk oraz ich mały syn Oliwier zginęli dokładnie 16 września 2023 roku. Sebastian M. znajdował się na miejscu, a jego BMW było poważnie uszkodzone. Mimo tego nie został zatrzymany, choć media podawały nieoficjalnie, że policjanci już w notatce z miejsca zdarzenia mieli wskazywać go jako sprawcę. Sposób prowadzenia pierwszych czynności pozwolił mu później opuścić Polskę. Po zdarzeniu mężczyzna wyjechał przez Niemcy i Turcję do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zatrzymano go w Dubaju, ale procedura sprowadzenia do Polski trwała do maja 2025 roku. W międzyczasie przebywał również na wolności za kaucją. Był to pierwszy przypadek ekstradycji obywatela Polski z ZEA. Według opinii biegłych, BMW w chwili zderzenia jechało ponad 315 km/h, a wcześniej mogło osiągać nawet 329 km/h. Sebastian M. podważał metodologię i spójność tych opinii. Samo kwestionowanie dowodów jest prawem oskarżonego, jednak skala rozbieżności między ustaleniami śledczych a linią obrony wywołała ogromne emocje.

Czytaj także: Biegli potwierdzili, jak szybko Sebastian M. jechał A1. Szok! "Nie spotkaliśmy się z tym nigdy wcześniej"

W lutym 2026 roku przesłuchiwano kolejnych świadków, którzy próbowali ratować rodzinę z płonącej Kii. Obrończyni pytała ich, czy akcja ratunkowa mogła wpłynąć na ślady pozostawione na miejscu tragedii. Procesowo takie pytania mogą służyć sprawdzeniu wiarygodności dowodów, ale zestawienie ich z dramatyczną próbą ratowania ludzi stało się szczególnie kontrowersyjne.

Co ciekawe, pierwszy policyjny komunikat pomijał udział BMW w zdarzeniu. To jeden z najbardziej szokujących elementów całej historii. W komunikacie z 18 września 2023 r. mundurowi informowali, że kierowca Kii z niewyjaśnionych przyczyn uderzył w bariery, po czym samochód się zapalił. Nie wspomniano o udziale Sebastiana M. i drugiego pojazdu. Dopiero 24 września policja publicznie potwierdziła, że w zdarzeniu uczestniczyły dwa samochody. To wywołało podejrzenia dotyczące sposobu prowadzenia sprawy. Samo pominięcie nie dowodzi jednak celowego tuszowania.

To nie koniec. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, audyt Prokuratury Krajowej wykazał błędy i uchybienia w śledztwach związanych z tragedią. Początkowo Sebastian M. został przesłuchany jako świadek, bez zastosowania zakazu opuszczania kraju. To pozwoliło mu uciec.

Sebastian M. nie przyznaje się do winny. Przeprasza bliskich ofiar, ale prosi jednocześnie o wypuszczenie na wolność

Sebastian M. konsekwentnie utrzymuje, że Kia niespodziewanie wjechała przed jego BMW. Podobną wersję przedstawiali dwaj pasażerowie BMW, przesłuchani w listopadzie 2025 roku. Prokuratura przedstawia odmienną rekonstrukcję: według oskarżenia to BMW, poruszające się z ekstremalną prędkością, zjechało na sąsiedni pas i uderzyło w prawidłowo jadącą Kię. W toku procesu przedstawiono ustalenia dotyczące tuningu BMW. Według biegłych modyfikacje zwiększyły osiągi pojazdu w takim stopniu, że utracił on homologację. Dodatkowo dane z komputera miały wskazywać, że tego samego wieczoru BMW wielokrotnie przekraczało 300 km/h. To sugeruje, według oskarżenia, że nie chodziło o jednorazowe, przypadkowe przekroczenie prędkości.

Zobacz również: Osiem lat, a nawet krócej. Sebastian M. szybko może wyjść z więzienia. Dlaczego? Odpowiedź jest oburzająca

W czerwcu 2026 r. media informowały z kolei o piśmie Sebastiana M. do sądu, w którym skarżył się między innymi na brak zajęć rekreacyjno-sportowych. Służba Więzienna wskazywała, że warunki są zgodne z przepisami. Sprawa wywołała poruszenie ze względu na charakter zarzutów, choć prawo do składania skarg przysługuje każdemu osadzonemu.

Wcześniej, w marcu 2026 roku, reporterzy „Uwagi!” opisywali działania bliskich Sebastiana M. mające doprowadzić do jego zwolnienia z aresztu. Dziennikarze dotarli do dokumentów związanych z taką próbą. Sam wniosek o zwolnienie z aresztu jest legalnym środkiem procesowym. Kontrowersje budził kontekst sprawy, zwłaszcza wcześniejszy wyjazd oskarżonego za granicę. Ostatecznie działania nie przyniosły skutku i Sebastian M. nie został przedwcześnie wypuszczony.

21 września 2026 roku doszło do kolejnej wyjątkowej sytuacji. Jeden z obserwatorów procesu wstał i publicznie zakwestionował sposób prowadzenia sprawy. Równocześnie ujawniono problem związany z udziałem nowego obrońcy oskarżonego, który musiał opuścić salę. Sąd oddalił kolejne wnioski dowodowe obrony, uznając, że zmierzają do przedłużenia postępowania, i zamknął przewód sądowy.

7 października 2026 r., podczas mów końcowych, Sebastian M. przyznał, że przekroczył prędkość i za to przeprosił. Jednocześnie podtrzymał stanowisko, że nie spowodował wypadku, oraz poprosił o uniewinnienie. Matka Martyny wyszła z sali w trakcie jego wystąpienia. Kobieta tłumaczyła, że nie potrafiła zaakceptować przeprosin połączonych z zaprzeczaniem odpowiedzialności za śmierć rodziny.

Zachowanie Sebastiana M. na wielu rozprawach budziło kontrowersje, oceniane i komentowane w mediach społecznościowych. Czy to również wpłynie na wysokość kary? Dowiemy się 21 października 2026 roku, bo na ten termin zaplanowano ogłoszenie wyroku. Oskarżonemu grozi do 8 lat więzienia.

Galeria zdjęć: Największe absurdy procesu Sebastiana M. w sądzie. Ratowanie ofiar "naruszyło dowody". "Jestem niewinny"

Sonda
Jak oceniasz zachowanie Sebastiana M. podczas procesu dotyczącego wypadku na A1?
Pokój Zbrodni - Hubert B. i śmiertelne potrącenie w Krakowie

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki