Cud w łódzkim szpitalu
Medycy mówią, że tak ciężkiego przypadku dawno nie mieli. W styczniu, kiedy na zewnątrz panowały srogie mrozy, karetka przewiozła do nich nieprzytomnego pacjenta.
- Był skrajnie wychłodzony, doszło do zatrzymania krążenia - opowiada doktor Bogusław Sobolewski, koordynator Oddziału Intensywnej Terapii i Anestezjologii Szpitala Kopernika w Łodzi.
Pan Tomasz odnaleziony został przez ratowników w stanie ciężkiej hipotermii. Temperatura jego ciała spadła do zaledwie 26 stopni Celsjusza! Organizm mężczyzny już się poddawał. Nie miał siły na walkę.
- Konieczna była reanimacja. Zespół ratownictwa medycznego, który transportował pacjenta do szpitala, prowadził reanimację przy użyciu automatycznego urządzenia do masażu serca. Pacjent pozostawał podłączony do tego sprzętu przez około dwie i pół godziny - dodaje dr Sobolewski.
Serce nie pracowało samodzielnie 11 godzin
Reanimacja była kontynuowana już po przewiezieniu na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Pan Tomasz trafił następnie na Oddział Intensywnej Terapii, gdzie lekarze zdecydowali o podłączeniu go pod ECMO - specjalistyczną aparaturę, która przejmuje pracę serca i płuc oraz pozwala stopniowo ogrzewać organizm. ECMO to metoda pozaustrojowego wspomagania krążenia i oddychania. Krew pacjenta jest pobierana przez aparaturę, natleniana w specjalnym urządzeniu i ponownie wprowadzana do organizmu.
- Przez wiele godzin serce nie pracowało prawidłowo – dodaje doktor Sobolewski. - Utrzymywało się w stanie ciężkich zaburzeń rytmu. Pojawił się także skrzep w obrębie serca, który musieliśmy rozpuścić. Pacjent cały czas pozostawał podłączony do ECMO. Po około 11 godzinach od zatrzymania krążenia, gdy organizm został ogrzany, lekarze wykonali defibrylację. Wtedy serce zaczęło ponownie pracować. Po kilku dniach pacjent został odłączony od aparatury ECMO - tłumaczy lekarz.
Pan Tomasz będzie żył!
Pan Tomasz jest jeszcze osłabiony, wymaga dalszego leczenia, ale co najważniejsze – będzie żył. – To jeden z najbardziej niezwykłych przypadków, jakie pamiętam – przyznaje dr Sobolewski. – Zatrzymanie krążenia trwające tak długo zdarza się niezwykle rzadko. To ogromny sukces całego zespołu i dowód, jak ważna jest współpraca ratowników, SOR-u i oddziału intensywnej terapii - dodaje.