Skatowany i przypalany 6-letni Maksio umierał w męczarniach. „Zamiast domu urządzono mu salę tortur”

2026-10-29 18:26

Witold Hejmanowski, Prokurator Rejonowy w Zduńskiej Woli w swoim zawodowym życiu widział już wiele okrucieństwa. Ale kiedy w mowie końcowej podczas procesu w sprawie zamordowania 6-letniego Maksia wymieniał cierpienia, których doznał ten chłopczyk, głos wyraźnie mu się łamał. Chłopczyk był regularnie bity i katowany przez kochanka swojej matki. Oskarżony o zabójstwo Daniel S. przypalał mu nawet części intymne, a na koniec tak zmasakrował, że dziecko nie przeżyło. - On nie miał domu, tylko salę tortur – mówił śledczy.

Do zabójstwa chłopca doszło w nocy z 6 na 7 maja ubiegłego roku w jednej z kamienic przy Placu Wolności w samym centrum miasta, gdzie Paulina M. mieszkała z Maksiem i poznanym kilka miesięcy wcześniej nowym partnerem. Nie wiadomo, czy wtedy znała jego przeszłość. Był bowiem karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Mimo to obdarzyła go bezgranicznym uczuciem, czemu dawała wyraz na swoim profilu w mediach społecznościowych. 6-latek ten związek przypłacił własnym życiem.

7 maja Paulina M. zauważyła, że jej leżący w łóżku synek nie oddycha. Zadzwoniła pod numer alarmowy po pomoc. Jako pierwsi na miejscu zjawili się policjanci. Od razu dostrzegli na ciele chłopczyka liczne sińce. Kobieta i jej parter zostali zatrzymani, a w ich mieszkaniu zjawili się prokurator, medyk sądowy, ekipa dochodzeniowo-śledcza, którzy skrupulatnie zbierali ślady zbrodni.

Chłopiec cierpiał tortury. Matka i partner stanęli przed sądem

Daniel S. usłyszał zarzut zabójstwa, natomiast matka chłopca znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad synem, nieudzielenie pomocy dziecku i narażenie go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. 8 października w Sądzie Okręgowym w Sieradzu rozpoczął się proces pary. Szczegóły aktu oskarżenia są wprost szokujące. Wynika z nich, że kochanek matki znęcał się nad dzieckiem od co najmniej dwóch miesięcy. Wielokrotnie popychał, uderzał w twarz, tułów, przypalał genitalia papierosami, kopał po całym ciele, a w dniu zbrodni popchnął Maksia na podłogę w wyniku czego uderzył on głową o podłogę, następnie uderzył go pięścią w twarz, bardzo silnie kopnął w głowę, następnie podniósł go za koszulkę na wysokość twarzy z całych sił rzucił o ścianę.

Daniel S. od początku nie przyznawał się do winy, przyznała się za to matka Maksia. W czwartek, 29 października zakończono przewód sądowy i strony wygłosiły mowy końcowe. Słowa Witolda Hejmanowskiego, Prokuratora Rejonowego w Zduńskiej Woli, który prowadził śledztwo w tej sprawie były momentami wstrząsające, a głos czasem mu się załamywał.

- Maksymilianowi nie dane było przeżyć szczęśliwe dzieciństwo, zamiast normalnego domu urządzono mu salę tortur i miejsce powolnego konania – mówił. - Przemoc przybierała postać niezwykle ciężkiej, bo jak inaczej nazwać przypalanie miejsc intymnych papierosami. Jak inaczej nazwać popychanie dziecko, które w efekcie uderzało głową o podłogę? Jak inaczej nazwać obecność plam krwawych na oknach, na ścianach, jak nazwać inaczej zakrwawiony materac, który nasiąknął krwią nie świeżą, ale taką z kilkunastu, może kilkudziesięciu dni? Ciosy, które w dniu śmierci otrzymał ten chłopczyk były zadawane z taką siłą, że spowodowały przerwanie połączeń nerwowych w mózgu, spowodowały wylew krwi z mózgu do czaszki, stąd też słowa jednego z funkcjonariuszy policji, który był na miejscu znalezienia zwłok, a który powiedział, że głowa dziecka wyglądała tak, jakby nalano do niej wiadro wody. To nie wszystko. Tam były liczne sińce na nogach, na rękach, złamany bark, który nie był leczony. Miejsc na ciele, gdzie nie było siniaków, było niewiele. Jeden z funkcjonariuszy policji, który był na miejscu, był tak zszokowany widokiem, że musiał wziąć kilka dni wolnego i opiekę psychologa.

Prokurator zażądał dla oskarżonego kary dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po upływie 35 lat odbywania kary i pozbawiania praw publicznych na 10 lat. Wobec matki Maksia Witold Hajmanowski wnioskował o 9 lat pozbawienia wolności. Adwokat Daniela S. poprosiła sąd o niewymierzanie jej klientowi kary dożywocia. Sam mężczyzna ze łzami w oczach powiedział: - Chciałbym, żeby to się nie wydarzyło. Przepraszam.

Wyrok zostanie ogłoszony 6 listopada.

 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki