Tragiczna śmierć 64-latki. Zginęła pod kołami wozu strażackiego
Dramat rozegrał się w poniedziałek, 5 października, w rejonie Rynku Bałuckiego w Łodzi. Było popołudnie, gdy 64-letnia kobieta przechodziła przez oznakowane przejście dla pieszych przy ul. Zgierskiej. W tym samym czasie w pobliżu znajdował się potężny wóz bojowy Państwowej Straży Pożarnej. Za jego kierownicą siedział zaledwie 22-letni strażak.
Nagle doszło do tragedii. Ciężki pojazd skręcał w lewo, gdy na jego drodze znalazła się piesza. Kobieta została potrącona. Na miejsce natychmiast ruszyły służby ratunkowe, jednak 64-latki nie udało się uratować. Zmarła na miejscu.
– Nie ustąpił pierwszeństwa pieszej znajdującej się na przejściu dla pieszych, w wyniku czego doszło do potrącenia 64-letniej kobiety, która zmarła na miejscu – przekazał wówczas mł. asp. Mateusz Piliński z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.
Jak informowaliśmy, do wypadku doszło w pobliżu jednostki ratowniczo-gaśniczej. Wóz strażacki nie uczestniczył w akcji ratowniczej i nie poruszał się na sygnałach alarmowych. Okoliczności tragedii zaczęli wyjaśniać policjanci pod nadzorem prokuratora.
Strażak złamał zakaz i wjechał pod prąd! Prokuratura ujawnia szczegóły
Po niemal miesiącu od tragicznego wypadku na jaw wyszły nowe, wstrząsające szczegóły. Jak ustalili śledczy, 22-letni strażak, jadąc od ul. Flisackiej w kierunku ul. Zgierskiej, nie zastosował się do obowiązujących przepisów. Zignorował zakaz skrętu w lewo i wjechał na odcinek drogi pod prąd!
– W trakcie manewru skrętu kierowca zignorował zakaz skrętu w lewo, wjeżdżając na odcinek o kierunku przeciwnym do obowiązującego – poinformowała Prokuratura Okręgowa w Łodzi.
To jednak nie wszystko. Według ustaleń śledczych kierowca nie zachował szczególnej ostrożności podczas przejeżdżania w pobliżu przejścia dla pieszych i nie ustąpił pierwszeństwa 64-latce. Skutki okazały się tragiczne.
We wtorek, 3 listopada, 22-letni strażak usłyszał zarzut spowodowania wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Podczas przesłuchania odmówił składania wyjaśnień. Stwierdził jedynie, że ze swojego miejsca za kierownicą nie widział kobiety przechodzącej przez pasy.
Za spowodowanie śmiertelnego wypadku młodemu strażakowi grozi teraz od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.