Alicja miała wspaniałe życie. Zostało brutalnie przerwane
Młoda, piękna, czarnowłosa kobieta, od pięciu lat związana była ze swoim rówieśnikiem Dawidem. Mieszkali razem u rodziców mężczyzny, wspólnie prowadzili agencję ubezpieczeniową, planowali ślub. Jej chłopak kupił już nawet pierścionek zaręczynowy. Nie zdążył jednak poprosić ukochanej o rękę...
Zanim miało do tego dojść, Alicja z siostrą i dwiema koleżankami chciały się nieco rozerwać w Łodzi, oddalonej o 100 km od jej rodzinnej miejscowości. To miał być zwykły babski weekend w dużym mieście, połączony ze świętowaniem urodzin jednej z nich. Zakupy w centrum handlowym, kolacja, wieczorne tańce w nocnym klubie i następnego dnia wyjazd do domu.
Ich wyjazd przypadł na 22 sierpnia 2010 roku. Alicja bywała w tym mieście dość często. Miała tam rodzinę, znajomych, skończyła kurs kosmetyczny. Nikt nie spodziewał się, że tym razem ten wypad skończy się tragedią, że Ala spotka na swojej drodze pozbawionego uczuć psychopatę.
Marcin R. obraził ofiarę. Chwilę później ją zabił
Po przyjeździe na miejsce młode kobiety wybrały się na zakupy do centrum handlowego Manufaktura. Spędziły tam kilka godzin. Wieczorem przebrały się w wystrzałowe kreacje i poszły potańczyć do dyskoteki Heaven, 200 metrów od popularnej ulicy Piotrkowskiej. Nieistniejący już dziś klub mieścił się na pierwszym piętrze pawilonu handlowego. Prowadziły do niego betonowe schody. Dziś wejście jest tam zamurowane. Na tarasie obok wysiało się i rośnie jakieś drzewo, pod nim walają się butelki po alkoholu. Jakby wszyscy zapomnieli o tym miejscu, ale 16 lat temu mieścił się tam jeden z najmodniejszych klubów nocnych w mieście, a do lokalu ustawiały się kolejki chętnych.
Tragicznego wieczoru na szczycie tych schodów stał 24-letni wówczas Marcin R., ogolony na łyso, dobrze zbudowany. - Osobnik pozbawiony uczuć, który nie liczy się z nikim i z niczym – opisywał go później sędzia Sądu Okręgowego w Łodzi Krzysztof Szynk, który wymierzał mu karę.
Alicja ze swojego grona szła pierwsza na górę. - Ty szmato! Ty ku...! Ruch... się? - usłyszała od obcego mężczyzny. - Spadaj – odpowiedziała. To jedno słowo wywołało u niego niespotykaną agresję. Na oczach innych osób czekających na wejście do klubu wyciągnął nóż zza paska spodni i uderzył ją w klatkę piersiową poniżej szyi. Gdy upadła, kopnął ją jeszcze z całych sił w twarz. Wszystko działo się tak szybko, że nikt nie zdążył zareagować. Marcin R. spokojnie odszedł, wsiadł do stojącej nieopodal taksówki i zamówił kurs do domu.
Ala bardzo krwawiła. Kiedy przyjechała karetka, powiedziała do swojej siostry słabym głosem, że nie może oddychać. Młoda kobieta trafiła od razu na stół operacyjny, ale lekarzom nie udało się uratować jej życia.
"Wszystkich bym wystrzelał kałachem"
Jej oprawca został zatrzymany po kilku godzinach. Podczas przesłuchania w prokuraturze Marcin R. przyznał się do winy. - Wszyscy, którzy chodzą do dyskotek, to kur... i frajerzy – mówił w trakcie składania zeznań. - Wszystkich bym wystrzelał „kałachem”. Minąłem się z tą kur... na schodach. Wkur... mnie, bo się na mnie patrzyła. Aż mnie korciło, żeby kur... zaje...! Poczułem przypływ mocy. Najpierw jej „nawrzucałem” od kur... i szmat. Potem dźgnąłem nożem. Zrobiłem to, co było trzeba zrobić - takie szokujące wyjaśnienia złożył.
Gdy zasiadł na ławie oskarżonych, odwołał jednak te zeznania i nie przyznał się do winy zasłaniając się niepamięcią. Sąd nie miał jednak wątpliwości i skazał go na dożywocie oraz pozbawienie praw publicznych na 10 lat. - Ta zbrodnia zasługuje na szczególne potępienie. Na takie potępienie zasługują wszyscy ci sprawcy, którzy działają bez istotnego motywu, tak jak było w tym przypadku - mówił sędzia Krzysztof Szynk.
Galeria ze zdjęciami: Zabił Alicję, bo nienawidził kobiet bawiących się w dyskotece. Szokujący mord w Łodzi