Dzwoniła do służb w sprawie katowanego dziecka. Nikt nie reagował
Pani Anna regularne, bo raz, dwa razy w tygodniu przyjeżdżała w odwiedziny do swojego syna, który wynajmował mieszkanie w tej samej kamienicy, w której razem z matką, Pauliną M. i jej kochankiem żył Maksio. Wielokrotnie przez okno widziała niemal nagiego chłopczyka siedzącego samotnie w nieogrzewanym lokum, słyszała jego płacz przez ścianę. Była świadkiem, jak Daniel S. bił chłopca po głowie, jak przytrzasnął go drzwiami. Próbowała zainteresował jego losem miejscową policję i ośrodek pomocy społecznej. Bezskutecznie.
- Dzwoniłam kilka razy na nr 112 i mówiłam, że dziecko jest ofiarą przemocy domowej - opowiada ze łzami w oczach.
- Dwa razy w tej sprawie skontaktował się ze mną dzielnicowy. Prosiłam go o zadysponowanie karetki, żeby albo to dziecko zabrać do szpitala, albo chociaż przebadać. Zbył mnie. Dzwoniłam też do MOPS-u, opisywałam tę sytuację. Nikt mnie nie chciał słuchać, nikt mi nie pomógł, a kilka dni później dziecko już nie żyło. Miałam nawet taki pomysł, żeby wyrwać drzwi do tego mieszkania i zabrać tego chłopca stamtąd. Mój starszy syn mi wtedy powiedział, że wsadzą mnie do więzienia za porwanie. Dziś żałuję, że tego nie zrobiłam, bo może bym odpowiadała za porwanie, ale on by żył – wspomina.
Śledczy sprawdzają, czy doszło do zaniedbań
Witold Hejmanowski, Prokurator Rejonowy w Zduńskiej Woli, który prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa Maksia, przyznaje, że śledczy badają wątek zaniedbań służb w tej sprawie.
- Postępowanie prowadzi prokuratura spoza okręgu sieradzkiego - informuje.
Brutalne zabójstwo 6-letniego Maksia
Do zabójstwa Maksia doszło w nocy z 6 na 7 maja ubiegłego roku. Wcześniej przez dwa miesiące dziecko było regularnie katowane przez Daniela S, który według aktu oskarżenia wielokrotnie popychał, uderzał w twarz, tułów, przypalał genitalia papierosami, kopał po całym ciele, a w dniu zbrodni popchnął chłopczyka na podłogę w wyniku czego uderzył on głową o podłogę, następnie uderzył go pięścią w twarz, bardzo silnie kopnął w głowę, po czym podniósł go za koszulkę na wysokość twarzy z całych sił rzucił o ścianę. Mężczyzna odpowiada przed sądem za zabójstwo, matka dziecka Paulina M. za nieudzielenie pomocy.
- Maksymilianowi nie dane było przeżyć szczęśliwe dzieciństwo. Zamiast normalnego domu urządzono mu salę tortur i miejsce powolnego konania - mówił przed sądem prokurator Witold Hejmanowski, który w mowie końcowej zażądał dla Daniela S. kary dożywocia, a dla matki dziecka 9 lat więzienia.