Waldemar oblał żonę benzyną i podpalił!
Małżeństwem byli od ćwierć wieku. On - zawodowy kierowca TIR-a, ona - zarabiała na życie w miejscowym sklepie. Doczekali się dwójki dzieci, które po osiągnięciu pełnoletności opuściły dom i założyły swoje rodziny. Mieszkańcy wsi mówią, że gdy Waldemar i Katarzyna C., zostali już sami na swoich włościach, coś w ich związku zaczęło się psuć.
- Nie wiemy dlaczego, ale od pewnego czasu darli koty między sobą - opowiadają reporterowi "Super Expressu".
Nikt chyba jednak nie spodziewał się aż tak dramatycznych tego konsekwencji. 3 maja 2024 roku, około godziny 16, kiedy zewsząd roznosił się zapach dopiekanych kiełbasek na grillu, 50-latek złapał za pojemnik z benzyną, po czym na podwórku przed domem oblał łatwopalnym płynem swoją żonę, a następnie ją podpalił! Ogień błyskawicznie zajął ciało kobiety, która w ciężkim stanie została przetransportowana do specjalistycznego szpitala leczenia oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Tam po kilku dniach zmarła.
Waldemar stanął przed sądem. Zapadł wyrok
Mąż kobiety, Waldemar, stanął przed sądem oskarżony o zabójstwo. Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień, dlatego sąd odczytał jego zeznania złożone w trakcie śledztwa.
- Nie przyznaję się do tego, że chciałem zabić żonę, natomiast rzeczywiście oblałem ją benzyną i podpaliłem - czytał podczas rozprawy sędzia Marcin Masłowski. - Od lat jestem z żoną skonfliktowany. W tamtym dniu wyszedłem do altanki przy domu żeby być sam. Nie byłem trzeźwy, wypiłem ze dwie setki wódki. Nie chciałem przebywać w towarzystwie żony, ona cały czas mi dogadywała. Chciałem mieć spokój. Ale ona przyszła do altanki i zaczęła do mnie mówić, że mnie zniszczy. Nie wytrzymałem. W altance była butelka z benzyną do kosiarki. Polałem ją, a następnie podpaliłem zapalniczką - zeznał oskarżony. - Gdy zobaczyłem jak płonie zacząłem ją gasić - dodał.
Polecany artykuł:
Co ciekawe w trakcie kolejnych zeznań składanych jeszcze podczas śledztwa zmienił tę wersję i twierdził, że to żona sama się podpaliła. Tę linię obrony jednak sąd wykluczył i skazał mężczyznę na 12 lat więzienia.
- Sąd uznając go za winnego zarzucanego mu czynu oparł się na wyjaśnieniach oskarżonego i funkcjonariuszy policji oraz ratowników medycznych, którzy udzielali pokrzywdzonej pierwszej pomocy - mówił sędzia Marcin Masłowski. - Oskarżony w pierwszych wyjaśnieniach mówił, że to on oblał żonę i ją podpalił. Będący na miejscu zdarzenia policjanci i ratownicy zeznali również, że sama poszkodowana twierdziła, iż została oblana przez męża. Na wymiar kary niewątpliwie wpłynęła postawa oskarżonego już po samym podpaleniu, kiedy zaczął swoją żonę gasić. To jest okoliczność łagodząca - wyjaśnił.