Sebastian M. konsekwentnie odrzuca tezę prokuratury, jakoby to on był odpowiedzialny za doprowadzenie do śmiertelnego wypadku na A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina: młode małżeństwo oraz ich 5-letni synek. Do tragedii doszło we wrześniu 2023 roku, kiedy w osobową kię miał uderzyć pędzący kierowca BMW, spychając ją na bariery energochłonne i doprowadzając do pożaru samochodu, w którym rodzina spłynęła żywcem. Zdaniem prokuratury, winowajcą jest oskarżony Sebastian M., który miał pędzić sportowym autem ponad 250 kilometrów na godzinę. Zarówno on, jak i jego obrona, odpierają zarzuty, wskazując na zły stan techniczny pojazdu ofiar oraz fakt, że to oni rzekomo mieli zjechać nagle na lewy pas i zajechać mu drogę. Mimo ucieczki za granicę, podejrzany został ostatecznie ściągnięty do kraju w wyniku ekstradycji i rozpoczął się jego żmudny proces. Każda kolejna rozprawa budzi wielkie emocje, tym bardziej, że w przestrzeni publicznej zaczynają pojawiać się nawet plotki, że Sebastian M. zostanie uniewinniony od stawianych mu zarzutów. Przypomnijmy, że grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Czytaj więcej: Sebastian M. zostanie uniewinniony?! Przerażająca wizja końca procesu. "Walka o miliony złotych"
Tymczasem oskarżony prawdopodobnie sam pogrąży się na sali sądowej, na co wskazują jego ostatnie słowa i oświadczenie, które wygłosił przed uczestnikami procesu. Łukasz Zboralski, redaktor naczelny serwisu BRD24.pl, pisze wprost, że co najmniej trzy nieścisłości przedstawiane przez Sebastiana M. mogą przesądzić o karze więzienia. Zapisy z "czarnych skrzynek" pojazdów, które uczestniczyły w zdarzeniu, zaprzeczają przedstawianej w sądzie wersji obrony. O co konkretnie chodzi? Prędkość, ucieczka i "miganie długimi". Poznajcie szczegóły.
Trzy wątki, w których Sebastian M. mijał się z prawdą. Sąd wszystkiego uważnie słuchał
Sebastian M. w oświadczeniu, wygłoszonym na sali sądowej, twierdził że jechał z prędkością 170 kilometrów na godzinę. Później, gdy zapoznał się z aktami, zmienił wersję wydarzeń: tym razem podawał 200 kilometrów na godzinę, a już na pewno nie 300. Tymczasem zapisy z samochodu wskazują dużo większą prędkość, niż deklarował oskarżony. Poza tym kłócą się z jego tłumaczeniami, że "nigdzie się nie śpieszył", skoro pędził lewym pasem na autostradzie i nie zważał na inne pojazdy. Drugi aspekt to ucieczka, czyli wyjazd z kraju po wypadku. Sebastian M. bronił się, że przed wyjazdem pytał lokalną prokurator z Piotrkowa Trybunalskiego, która nie widziała przeciwwskazań, choć dzień później śledztwo przejęła okręgówka. Strach przed wyższą instancją mógł być faktycznym powodem ucieczki.
Czytaj także: Sebastian M. i jego siostra wybuchli śmiechem, sąd wybałuszył oczy! Ostra reakcja. "Zniszczyli nam życie"
- Sebastian M. opisywał wyjazd z kraju jako wyjazd na zaplanowane wcześniej targi. (...) Ale pracownik Sebastiana M., który wtedy jechał z nim do Niemiec, zdecydował się zeznawać w tej sprawie. Prokuratura twierdzi, że jego zeznania przeczą wersji M. o tym, że wyjazd odbywał się w celach biznesowych, a był po prostu próbą uniknięcia stawania przed polskim wymiarem sprawiedliwości - opisuje Łukasz Zboralski.
Tego typu sprzeczności dotyczących wizyt w kolejnych krajach było więcej, a na wszystkie zwracali uwagę kolejni świadkowie. Trzecia sprawa, czyli "miganie długimi". Sebastian M. najpierw twierdził, że wcale nie mrugał innym kierowcom, by zjeżdżali z lewego pasa. Nie pamiętał tego. A kiedy sąd pokazał mu nagrania świadków, na których widać, że to robił, stwierdził że chciał w ten sposób "uniknąć zderzenia". Mimo że sam przecież twierdził, że osobówka ofiar zjechała z pasa nagle, i że nie miał szans na reakcję. To kłóci się z zeznaniami o "miganiu długimi" i próbie uniknięcia zdarzenia, czyli posiadania świadomości, że może do niego dojść.
Czy sąd weźmie to wszystko pod uwagę? Proces Sebastiana M. nadal trwa. Będziemy do tej sprawy jeszcze wracać.