Sebastian M. odpowiada przed sądem za spowodowanie wypadku śmiertelnego na A1, o który oskarża go prokuratura. W wyniku zdarzenia zginęła trzyosobowa rodzina, młode małżeństwo oraz ich 5-letni synek. Ale główny podejrzany od początku nie przyznaje się do winy, bagatelizuje swój udział w zdarzeniu i wraz z obroną dąży do uniewinnienia lub przynajmniej zminimalizowania wymiaru kary, której maksymalna wysokość i tak nie powala - w przypadku czynu, o który Sebastian M. jest oskarżony, grozi co najwyżej osiem lat więzienia. Tymczasem w cieniu procesu rozegrał się prawdziwy skandal dotyczący tego, co mężczyzna wyczyniał w areszcie. Dziennikarz serwisu O2.pl ustalił, że Sebastian M. miał w areszcie telefon, z którego prowadził rozmowę z osobą nieuprawnioną. Pojawiły się też plotki, że mógł to być ktoś wysoko postawiony, ponieważ obiecywał mu załatwienie uchylenia tymczasowego aresztu. - Jesteś czysty. Wychodzisz na wolność, koniec kropka - miało paść przez słuchawkę.
Czytaj także: Sebastian M. zostanie uniewinniony?! Przerażająca wizja końca procesu. "Walka o miliony złotych"
To nie koniec. Jak się okazuje, prokuratura w Piotrkowie Trybunalskim, która jako jedyna mogła zająć się prawnokarną oceną tego, co się stało, nie została wpisana na listę podmiotów powiadomionych o sprawie tajemniczej rozmowy. Czyli Sebastian M. pozostanie bezkarny, a służby umywają ręce i nie zbadają szczegółów incydentu - tak wynika z najnowszych medialnych ustaleń.
Pierwsze informacje o telefonicznym połączeniu pojawiły się na łamach O2 dokładnie 12 marca 2026 roku. Sebastian M. w areszcie śledczym w Piotrkowie Trybunalskim rozmawiał z matką przez telefon, aż nagle słuchawkę odebrał jej niezidentyfikowany mężczyzna. Mówił, że wszystkie dokumenty "zostały podpisane przez ministerstwo" i podejrzany zostanie wypuszczony na wolność. Rozmowa odbyła się 22 września 2025 roku, lecz dopiero teraz jej treść ujrzała światło dzienne. - Pani sędzia o wszystkim wie, niedługo wychodzisz na wolność. (...) Specjalnie z Warszawy leciał do ciebie dyplomata, żeby cię zwolnić - padło w rozmowie.
Zobacz również: Sebastian M. i jego siostra wybuchli śmiechem, sąd wybałuszył oczy! Ostra reakcja. "Zniszczyli nam życie"
Jak wiemy, Sebastian M. na wolność nie wyszedł. 29 września 2025 roku dodatkowo cofnięto mu też pozwolenie na rozmowy telefoniczne, właśnie przez kontakt z nieuprawnioną do tego osobą. Taką decyzję podjęła sędzia Renata Folkman. Szczegóły poniżej.
"Nie wiemy, czemu tak się stało". Prokuratura rozkłada ręce, rozmowa Sebastiana M. nie zostanie zbadana
- Jak udało nam się ustalić, poza cofnięciem pozwolenia na rozmowy telefoniczne, piotrkowski sąd powiadomił o sprawie szereg podmiotów. Na liście jest Departament Współpracy Międzynarodowej i Praw Człowieka Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratura Okręgowa w Katowicach, pełnomocnik rodziny ofiar mec. Łukasz Kowalski oraz mec. Katarzyna Hebda - adwokat Sebastiana M. Wśród wymienionych nie ma Prokuratury Rejonowej w Piotrkowie Trybunalskim. A to jedyny organ, który (ze względu na obszar działania) mógł zająć się sprawą - pisze dziennikarz Marcin Lewicki z portalu O2.pl.
W nieoficjalnych rozmowach z serwisem jeden z prokuratorów miał stwierdzić, że nie wie, czemu tak się stało. A przecież to, czy rozmowa Sebastiana M. z aresztu nosi znamiona przestępstwa, powinna zostać zbadana. Wygląda jednak na to, że nie będzie. Prokurator Anna Adamiak, rzeczniczka prasowa prokuratora generalnego, tłumaczy w O2 że pismo z Ministerstwa Sprawiedliwości zostało przekazane do Prokuratury Okręgowej w Katowicach, więc temat "zatoczył koło". Aktualnie śledczy z żadnej prokuratury, według medialnych ustaleń, nie zajmują się sprawą rozmowy podejrzanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na A1.
Czytaj więcej: Sebastian M. już się nie wywinie! Ujawniono zawartość czarnych skrzynek. Cała linia obrony runęła
Prezes piotrkowskiego sądu Marcin Oleśko nie wskazał, dlaczego sprawa nie została przekierowana do właściwiej jednostki prokuratury. Na większość pytań dziennikarza nie odpowiedziano, w tym na to, czy tego typu telefoniczne incydenty zdarzały się częściej, tylko o nich nie wiemy.
- Kwestia kontaktów osobistych lub telefonicznych Pana Sebastiana M. z osobami dla niego najbliższymi podczas jego pobytu w areszcie śledczym to zagadnienia dotyczące praw procesowych oskarżonego oraz dotyczące jego prawa do prywatności - przekazał O2.pl sędzia Marcin Oleśko.
Internauci nie mają wątpliwości, że to skandaliczny obrót spraw. Niezależnie jednak od przebiegu wydarzeń, proces Sebastiana M. w sprawie wypadku na A1 toczy się niezmiennie. Niewykluczone, że wątek rozmów telefonicznych jeszcze wróci, lecz na ten moment - gdy przygotowywaliśmy ten artykuł - pozostaje on nieruszony.