- To zbrodnia wstrząsnęła nie tylko województwem łódzkim. Paweł J. został podpalony. Napastnik obserwował, jak ofiara umiera.
- O zabójstwo został oskarżony Sylwester M. Od początku nie przyznawał się do winy.
- Prokurator mówił o szczególnym okrucieństwie. Obrońca oskarżonego podważał opinię biegłych!
Zabójstwo w Łodzi. Podpalił Pawła i patrzył, jak umiera
Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską. W nocy z 19 na 20 marca 2024 Paweł J. przysiadł na przystanku tramwajowym w pobliżu osiedla akademickiego, po czym zasnął. Jak wynika z ustaleń śledczych dostrzegł go tam oskarżony w opisywanym procesie. Podszedł do śpiącego mężczyzny, uderzył go w głowę, zdjął czapkę i rzucił ją na ziemię, po czym na chwilę odszedł. Wrócił jednak by odebrać mu życie.
- Blisko 30-krotnie używał posiadanych zapalniczek po to, aby skutecznie go podpalić, najpierw tułów, a następnie włosy - wyjaśniał po zakończonym śledztwie Krzysztof Kopania, ówczesny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - Zapisy monitoringu wskazują niezbicie, że podpalony mężczyzna dawał oznaki życia. Gdy zaczęło się palić całe jego ciało, napastnik w dalszym ciągu z bliskiej odległości to obserwował i nie podjął żadnych działań, które mogłyby uratować płonącego - poinformował Kopania.
Sylwester M. został zatrzymany następnego dnia w innej części miasta, a w lutym ubiegłego roku w Sądzie Okręgowym w Łodzi rozpoczął się jego proces. - Nie przyznaję się do winy - mówił. - Widziałem tego mężczyznę, ale nie ja go podpaliłem - twierdził.
Czytaj tutaj: Miał spalić mężczyznę na przystanku. Stał i patrzył na jego śmierć. Słowa podejrzanego szokują
Prokurator o "szczególnym okrucieństwie", obrońca chce umorzenia
Przewód sądowy został właśnie zamknięty, a swoje mowy końcowe wygłosili prokurator, obrońca i sam oskarżony.
- W mojej ocenie działał z góry powziętym zamiarem bezpośrednim zabójstwa oraz szczególnym okrucieństwem - mówił Damian Burzyński z Prokuratury Okręgowej w Łodzi. -
- Sposób w jaki zadał śmierć pokrzywdzonemu był wyjątkowo makabryczny. Doprowadził do jego zgonu w płomieniach. Wnoszę o wymierzenie oskarżonemu kary dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie z więzienia po upływie 40 lat - przekazał przedstawiciel prokuratury.
Obrońca Sylwestra M., mecenas Krzysztof Pawłowski, podważył opinie biegłych lekarzy psychiatrów, którzy stwierdzili, że w momencie popełnienia czynu oskarżony był poczytalny. - On jest chory psychicznie - mówił. - Jego nie należy sądzić, a leczyć. W związku z tym wnoszę o umorzenie postępowania, a w przypadku skazania wnoszę o niezasądzenie od niego kosztów postępowania sądowego - powiedział adwokat.
Sylwester M. przychylił się do wniosku swojego obrońcy. Wyrok zostanie ogłoszony 25 lutego.