Wiktorek ma nowy dom. „Zapragnęłam dla niego kochającej rodziny”

2026-01-19 20:55

Przecudny uśmiech małego Wiktorka skradłby niejedno serce. Zawładnął panią Joanną i jej mężem Arkadiuszem z Łodzi. Kiedy małżonkowie, którzy dochowali się już czterech synów, dowiedzieli się tylko, że ten malec szuka nowego domu, natychmiast postanowili go adoptować. Nie przeszkadzało im to, że podobnie jak ich najmłodsze dziecko, 5-letni Janek, ma problemy ze zdrowiem.

Wiktorek ma nowy dom. „Zapragnęłam dla niego kochającej rodziny”

O Wiktorku „Super Express” pisał w maju ubiegłego roku, kiedy dopiero co skończył roczek. Chłopczyk ma za sobą niezwykle trudną historię. Urodził się przedwcześnie, w 27 tygodniu ciąży. Ważył zaledwie 900 gramów, mierzył 37 centymetrów. Pierwsze miesiące swojego życia spędził w szpitalu. To wtedy jego rodzice podjęli decyzję, by zrzec się praw do synka, dlatego później zamieszkał w ośrodku preadopcyjnym Tuli Luli przy łódzkiej Fundacji Gajusz. Obarczony pewnymi schorzeniami maluszek poznał, czym jest rozłąka, brak stałości i ciepła domowego ogniska, dlatego rozpoczęto poszukiwania dla niego nowego domu.

W tym samym czasie o powiększeniu rodziny zaczęli myśleć pani Joanna i jej mąż Arkadiusz. Małżonkowie mają już czterech synów. Najmłodszy 5-letni Jasio jest jednak niepełnosprawny, dlatego decyzja o nowym członku rodziny była obarczona pewnym ryzykiem. Traf chciał, że Janek podczas jednego z wielu pobytów w szpitalu został umieszczony na sali z byłym mieszkańcem hospicjum stacjonarnego Fundacji Gajusz, dla którego rodzinę zastępczą stworzyła jedna z wolontariuszek tej organizacji. Kobieta wyjaśniła pani Joannie wszystkie praktyczne strony takiego rozwiązania, a niedługo potem małżonkowie natrafili na informację o poszukiwaniu domu dla Wiktorka.

3 kilogramy czasu - Wiktorek czeka na najdroższy lek świata

Poruszające wyznanie. „Zobaczyłam w nim Janka”

- Zobaczyłam w nim Janka – mówi pani Joanna. - On też miał nie chodzić, a biega. Jest chory, ale przecież bardzo szczęśliwy, bo ma kochającą rodzinę. Tego samego zapragnęłam dla Wiktorka – wspomina. – Pokazałam mężowi zdjęcia malucha. On na to: „No fajny”. Chyba nie sądził, że to może być nasz piąty syn... A jednak! Sprawy potoczyły się błyskawicznie. Po rozmowie z pracownikami Fundacji Gajusz mąż stwierdził: „Ja myślałem, że Wiktorek jest poważnie chory. A przecież w porównaniu z naszym Jankiem, to jemu prawie nic nie jest”. To prawda, Janek leczy się u piętnastu specjalistów, a Wiktorek tylko u trzech! – ze śmiechem opowiada pani Joanna.

Rodzice poznali go 4 sierpnia ubiegłego roku. Przez kolejne miesiące spędzali z nim dużą część doby. Pani Joanna przyjeżdżała dwa razy dziennie. Wieczorem dołączał do niej pan Arkadiusz, by utulić synka do snu. Wreszcie 23 października – po decyzji sądu – maluch zamieszkał w swoim nowym domu na zawsze. Dołączył do 22-letniego Grzegorza, 19-letniego Krzysztofa, 8-letniego Michała i 5-letniego Jana.

Razem jest im radośnie i rodzinnie. Pani Joanna ze śmiechem stwierdza, że Michał wręcz zamęcza Wiktorka miłością. Wraca ze szkoły jak na skrzydłach, by tulić i zabawiać swojego najmłodszego braciszka. A nowy członek rodziny? Czuje się już jak u siebie...

QUIZ. Prawda czy fałsz? Które zdania są prawdziwe, a które zmyśliliśmy? 8/10 to wielki sukces!
Pytanie 1 z 10
Ośmiornice mają trzy serca.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki