Pani Elżbieta ciepłe lipcowe dni ubiegłego roku spędzała głównie na swojej działce na obrzeżach miasta. Tam odwiedzał ją członek jej rodziny, Sławomir N. (42 l.). Czasem towarzyszyła mu jego partnerka Renata S. (48 l.). Przychodzili głównie w jednym celu – żeby starsza pani poratowała ich pieniędzmi.
CZYTAJ TEŻ: Potwór nie żona. Znęcała się nad mężem, w końcu go zabiła. Mord na łódzkich Bałutach
W końcu jednak emerytka odmówiła przekazania kolejnych sum. Niestety przypłaciła to własnym życiem. Została brutalnie zamordowana w domku letniskowym przez swoich gości. Jej zwłoki w stanie znacznego rozkładu po około trzech tygodniach od zbrodni odnalazła jej córka, mieszkająca poza Łodzią, pani Marta. - Od pewnego czasu nie mogłam się z mamą skontaktować – opowiada. - Przyjechałam więc z narzeczonym do Łodzi. W mieszkaniu jej nie zastaliśmy, pojechaliśmy więc na działkę. Mama leżała cała we krwi na podłodze – dodaje.
Mordercy splądrowali zarówno domek pani Elżbiety, jak i jej mieszkanie wynosząc z nich wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Zabrali nawet ubrania po zmarłej. Oboje zostali zatrzymani wkrótce po ujawnieniu zwłok. Początkowo zarzut zabójstwa usłyszał jedynie Sławomir N., który według śledczych pozbawił swoją ciocię życia za pomocą noża. Partnerka mężczyzny miała odpowiadać przed sądem tylko za nieudzielenie pomocy. W trakcie śledztwa wyszło jednak na jaw, że ona też brała czynny udział w morderstwie, uderzając kobietę wałkiem.
- Liczę, że sąd wymierzy obojgu kary dożywocia. Tylko takie wyroki będą mnie satysfakcjonowały – mówi córka zmarłej.
Polecany artykuł: