- Trwa proces kobiety oskarżonej o usiłowanie zabójstwa swojej córeczki.
- Porzucone niemowlę znalazł w pustostanie w Łodzi Łukasz S., okrzyknięty mianem "Bohatera z Bałut".
- Matka przyznała się do winy, ale odmówiła składania wyjaśnień, tymczasem świadek zdarzenia już dwa razy nie zgłosił się na rozprawę.
- Sąd wyłączył jawność procesu. Co dalej z oskarżoną i jej dzieckiem?
Łódź. Noworodek w pustostanie. Gdzie jest świadek zdarzenia?
36-letnia kobieta oskarżona jest o usiłowanie zabójstwa swojej córeczki. Jeszcze niedawno była zatrudniona jako sprzedawczyni na stoisku z owocami na Rynku Bałuckim w Łodzi. Dziś przebywa w areszcie. Trafiła tam po tym, jak 15 kwietnia ubiegłego roku obok pustostanu przy ul. Zgierskiej, kilkaset metrów od miejsca jej pracy, Łukasz S. znalazł porzuconą, maleńką dziewczynkę. Razem z towarzyszącymi mu kolegami powiadomił służby ratunkowe. Wychłodzone, w stanie skrajnej hipotermii, z temperaturą ciała zaledwie 28 stopni, dziecko zostało przewiezione do jednego z łódzkich szpitali, gdzie lekarze uratowali mu życie.
Łukasz S. szybko został okrzyknięty „Bohaterem z Bałut” i równie szybko trafił za kratki. Podczas legitymowania przez wezwanych na miejsce porzucenia noworodka policjantów okazało się, że ma do odbycia karę pozbawienia wolności za zniszczenie mienia. Wyszedł już na wolność, ale nie wiadomo, co się z nim dzieje. Dwukrotnie nie stawił się w sądzie, gdzie miał składać zeznania w procesie Eweliny P.
Matka noworodka została zatrzymana przez policjantów kilkanaście godzin po porodzie. Usłyszała zarzut usiłowania zabójstwa, a pod koniec listopada ub.r. w sądzie rozpoczął się jej proces. Ewelina P. przyznała się do winy, jednak odmówiła składania wyjaśnień. Z jej zeznań składanych w trakcie śledztwa wynika, że ukrywała ciążę przed swoim partnerem.
- Dziecko urodziło się nóżkami do przodu – mówiła podczas przesłuchania przed prokuratorem. - Zawinęłam je w reklamówkę i poszłam do domu. Chciałem po nie wrócić, ale jakaś dziwna siła mnie przed tym powstrzymywała.
Tymczasem na kolejnej rozprawie - w czwartek, 15 stycznia - sąd podjął zaskakującą decyzję i na jej wniosek wyłączył jawność dalszej części przewodu sądowego. Kobieta argumentowała to ważnym interesem prywatnym jej pozostałych dzieci. Grozi jej dożywocie.
Jej porzucona córka po pobycie w szpitalu trafiła na kilka tygodni do ośrodka preadopcyjnego Tuli Luli przy łódzkiej Fundacji Gajusz. Dziś jest już w rodzinie zastępczej, gdzie znalazła miłość, której zabrakło jej własnej matce. Nosi imię Wiktoria.